poniedziałek, 1 czerwca 2015

Andrea Rosalie Palmer

 Andrea to zagubiona szesnastolatka ucząca się w Hogwarcie. Ta szkoła nie jest jednak taka jak kiedyś... po kilkunastu latach zmian na świecie wybuchnęła epidemia, ludzie zarażeni umierali, często zmieniali się w zombie. An straciła matkę przez zarazę, a został jej tylko ojciec. Jest komendantem w wojsku które ma na celu ochronę ludzi przed zarazami jakie panują. Hogwart jest położony w niekorzystnym miejscu, w lesie do którego niegdyś był zakaz, dziś jest tam równie tak samo. Tylko, że jeśli ktoś tam wejdzie nie wróci.. lub po postu będzie zakażonym. Wtedy grozi im śmierć z rąk wojska.
  Andrea posługuje się bronią, jest oczkiem w głowie taty lecz wychowywana twardą ręką wie, że powinna pomagać tacie w zabijaniu zakażonym. Takich zainfekowanych nazywają ''zombie'' czy ''truposze''. Są dwa rodzaje zakażonych, są zombi i szkieletory. Te drugie to zaawansowane stadium infekcji. An wie, że nie ma lekarstwa na to co się szerzy, tak samo jak i zaklęcia i czary nie są w stanie zmienić tych ludzi którzy są zakażeni. Hogwart teraz stał się szkołą wojskową, nie uczą już zaklęć, mało kto to robi.

Od Diany



Czas mijał a ja spotykałam sie z Mateuszem. Nie wiem czy czuję coś do niego. Nigdy nie kochałam nikogo.. nie licząc rodziców. Nie czułam potrzeby pokochać kogoś. Zawsze jednak myślałam że kiedy będę miała chłopaka i będę spędzać czas z rówieśnikami to będę wtedy normalna. Jednak tak sie nie czułam. Mateusz był sportowcem i miał smykałkę do przedmiotów ścisłych. Mój tata go lubił a ja? Traktowałam Mateusza.. jak przyjaciela. Mozę ze mną jest coś nie tak.. może nie umiem kochać?
-Tato wychodzę z Matim!-powiedziałam.
-Dobrze!
Tata coraz więcej czasu zaczął spędzać w domu. Cały czas sie bał o mnie. Jednak teraz dzięki Matiemu mógł trochę sie uspokoić. 
-To gdzie mnie zabierasz?-zapytałam podchodząc do motoru Mateusza. 
-Do mnie.
Podał mi kask który szybko założyłam i wsiadłam za nim. Pojechaliśmy.


***


Jego rodziców nie było w domu. Usiedliśmy w salonie a on włączył film. 
-Wieczór we dwoje? Hmmm pasuje.-powiedziałam jednak.. nie czułam tak. 
Film zaczął sie rozkręcać. Leżąc w ramionach Mateusza powinnam czuć coś.. a ja czułam chłód. Tak jakbym leżała sama... Pustka której nikt nie mógł zapełnić dawała o sobie znać. Była ze mną od porwania. Na początku nie czułam jej.. tak jakby była zapełniona w pewnym stopniu.. ale kiedy demony mnie zabrały i znalazłam sie w piekle.. ta pustka była mocno wyczuwalna. 
Film sie skończył a ja szczerze nawet go nie oglądałam. 
Mateusz zaczął mnie całować po szyi. Wtedy coś poczułam. Jakieś drganie. Słabe ale to było coś co mnie zaskoczyło. 
Pomógł mi wstać i wziął mnie za rękę prowadząc na górę do swojego pokoju. Przed drzwiami zaczęliśmy sie całować. Czułam jak coś wewnątrz mnie.. drga czy jak to można nazwać. tak jakby coś sie poruszyło.. 



Położył mnie delikatnie na łóżku. Wszystko było w miarę ok. Już myślałam ze zapełnię tę pustkę jednak.. wtedy coś sie stało. 
Odsunęłam sie od Mateusza i nie pozwoliłam mu siebie dotknąć. 
-Diana co sie stało? zrobiłem coś śle? Za szybko? 
-Nie... muszę iść na chwilę do łazienki.. 
Wstałam i poszłam. Kiedy tylko zamknęłam drzwi osunęłam sie na podłogę. 


Nie wiedziałam co sie ze mną dzieje. Starałam sie uspokoić jednak w środku wariowałam.. 
Po chwili wyszłam a przy drzwiach na podłodze zobaczyłam Mateusza. 
-Wszystko dobrze?
-Tak.. Nie.. nie wiem.. zawieziesz mnie do domu? 
-No dobrze jak chcesz.. 

W domu zamknęłam się w pokoju i starałam sie wszystko to ogarnąć.. Jednak na marne.. 

sobota, 30 maja 2015

Od Ivy

  Obudziłam się w szpitalu, na korytarzu świeciło pustkami a ja nie mogłam z początku się ruszyć. Wszystko mnie bolało, poczułam dziwny głód, poczułam pragnienie pozbawienia kogoś życia. Słyszałam śmiechy w mojej głowie, ciarki przeszły mi po plecach a ja zaczęłam się bać.
  Po chwili straciłam nad sobą kontrolę, nie wiedziałam co robię. Wstałam, wyszłam na korytarz i podeszłam do pielęgniarki. Stała tyłem, więc mogłam ją zaskoczyć. Odwróciła się, a ja... nawet nie wiem co zrobiłam.
-W czym pani pomóc...? Coś nie tak?
-Zamknij się kurwo. - powiedziałam kilkoma głosami i... dalej nie wiem co się stało.
  Ocknęłam się dopiero po jakimś czasie. Stałam na środku korytarza a mnie właśnie ściągała ochrona. Pielęgniarka wykrwawiała się na podłodze, przeraził mnie ten widok. Zaczęłam się denerwować, trząść i sama nie wiedziałam co mogę zrobić by uniknąć tego by mnie zapuszkowali.Nie uwierzą w żadne moje słowo które bym im przedstawiła z tego wydarzenia.
  Nagle znikąd zjawił się jakiś mężczyzna. Mówił spokojnie do ochrony, nie wiem jakim cudem przekonał ich do tego by mnie puścili wolno, ale byłam w szoku. Potem zniknęłam ze szpitala i trafiłam do... dziwnego miejsca które wyglądało na pierwszy rzut oka jak niebo.
-Gdzie jestem? - spytałam roztrzęsionym głosem.
-W niebie.
-A ty kim jesteś?
-Castiel.
-Archanioł...? - spytałam niepewnie.
-Tak, zgadza się. Wiesz czemu cię tu wziąłem?
-Nie...
-Stanowisz zagrożenie dla świata. Jesteś przejściem przez które można dostać się do nieba i piekła, demony o tym wiedzą. Wiesz o wiele więcej na temat piekła a my chcemy wyciągnąć z ciebie te informacje.
-Nic nie wiem...
-Natomiast wie wiele twoja dawna znajoma... Beathe, tak?
-Nie wie nic o mnie...
-Wie więcej, niż ci się wydaje.
  Zamknęli mnie w jakimś pomieszczeniu. Wiedzą o ciąży?Chyba nie, skoro jeszcze mnie nie zabili. A chyba mieli by to w planach. Wieczorem wszedł do klitki ktoś inny, młody blondyn. Skierował wzrok na mnie i jego usta przekształciły się w ciasną kreskę.
-Ile wiesz na temat piekła?
-Nic nie wiem. - wstałam. - Nic nie wiem!
-Kłamiesz. Wyczuwam to. - zaśmiał się i zbliżył do mnie.
-Uderzysz mnie? - spytałam i odsunęłam się o kilka kroków.
-Wiem już wystarczająco o tobie. Jesteś w ciąży, mam powiedzieć to archaniołom?
-Zamknij się.
-Kto jest ojcem?
-Nikt.
-To znaczy, że zostałaś zapłodniona przez piekło?
-To znaczy, że guzik cię to obchodzi kto jest ojcem.
-Dowiem się.
-Wtedy co zrobisz?
-Sprowadzę tu ojca dziecka.
-Nie rób tego.
-Jesteś niebezpieczna. Dziecko w tobie to demon jeśli ma geny diabła.
-Skąd wiesz, że Lucyfer to mój ojciec?
-Nie wiedziałem. - uśmiechnął się. - Wkopujesz się w coraz większe gówno.
-Nic mi nie zrobicie.
-Zrobimy. Nie damy ci jeść, zginiesz tu.
  Nagle rzuciłam się na niego ale on odepchnął mnie w porę.
-Przepraszam... - szepnęłam. - Przepraszam... - powiedziałam głośniej. - To nie ja... Przepraszam cię... - leżałam na ziemi i wytarłam krew z czoła.
  Zacisnął zęby i odszedł. Potem zaraz wrócił.
-Czekaj, kojarzę cię. Twoje imię?
-Ivy...
-To już wiem, czemu mi nie pasowałaś wtedy.
-Co...? Jak to? Przepraszam, ale kim jesteś?
-Cole. - mruknął i szybko wyszedł z pomieszczenia.
-Wypuśćcie mnie... chcę do domu... do San Francisco... Do Michaela...do dawnego życia! - walnęłam w kraty.
-Ile będziecie mnie tu trzymać?! - wrzasnęłam ale była cisza. - Boże... przepraszam za to co robię... -szepnęłam i usiadłam pod ścianą.
  Nie miałam siły z tym walczyć. Nie chciałam być zła. Chciałam być dobra, normalna... wrócić do San Francisco...

Od Michaela

  "Jest na świecie ta­ki rodzaj smut­ku, które­go nie można wy­razić łza­mi. Nie można go ni­komu wytłumaczyć. Nie mogąc przyb­rać żad­ne­go kształtu, osiada cias­no na dnie ser­ca jak śnieg  pod­czas bez­wiet­rznej nocy,,

Maska karego auta zrobiła się ciepła w miejscu gdzie   siedziałem, lakier połyskiwał w świetle fajek czarnych camel.Miasto rozciągające się na horyzącie, ozdobione światłami mieszkań i lamp ulicznych wyglądało niesamowicie, lubię ten widok, przypomina mi o sile niszczycielskiej ludzi, może i jedna jednostka nie zdziała wiele ale już miliony potrafią zniszczyć cały świat, trochę jak choroba rozprzestrzeniająca się w organizmie. A ja?  Byłem jedną z tych mrówek, żyłem i umarłem niestety na tym się nie skończyła moja rola na  świecie,  nie chciałem tego, to poprostu samo się robiło, byłem przestraszony małym człowieczkiem który nie może pojąć iż stał się kimś więcej. Ja jeden mogę zniszczyć świat ale mogę go też uratować, to trochę za wiele
na psychikę kogoś kto ma korzenie w zwykłym ludzkim ciele, i to jest właśnie moja słabość. Niszczyć świat?  Nie widzę w tym sensu, przecież jest piękny, ratować?  a jak nie to coś się stanie? Czy ode mnie zależy co dalej będzie z tym wszystkim?  Od tego jest Bóg. Żyłem nie najgorzej, spróbowałem wielu przyjemności
jak i bólów. Zrobiłem chyba wszystko co mogłem, przeżyłem swoje życie jak najlepiej. Ostatnimi czasy miałem jeszcze iskrę sensu istnienia dzięki Ivy ale ona znikła, wydałem się dla niej zbyt dziwny?  Pewne jest to ze uciekła ode mnie, nie będę jej szukał na sile. Szczerze to mój problem jest tylko taki ze chciałbym umrzeć ale tak na dobre ale nie mogę, błąkam się po światach jak ta zagubiona dusza. Chciałbym już odpocząć, porzucić ten wieczny mętlik w głowie, czy to depresja?  Nie powiedziałbym to po prostu błaganie o chwilę otuchy, szkoda ze wszystko nie może wrócić do normy. Hmm może i jeszcze chciałbym  pożyć, w końcu nie wielu zdarza się zmartwychwstanie ale żyć tak już na normalnie, bez wiecznego otępienia, zacząłem palić, wmawiałem sobie ze to mi pomaga ale, kogo ja będę oszukiwał, to robi we mnie jeszcze większe zamieszanie. Nie chce być nieśmiertelny, chce umrzeć lub żyć po staremu. Tęsknię za przeszłością.
-A tak w ogóle od kiedy palisz?  - Spytał Sam odkładać piwo na bok
-od tygodnia. Ale już nie pale już z tym koniec. A ty?
-Od twojej śmierci, wszystko zaczęło mi się burzyć i tak jakoś wyszło.              
- nie ma to jak szukać wsparcia w fajkach, rzuć to już żyje.
-Teraz już nie mogę, a chciałbym.
-No to jesteś w klatce zbudowanej z tytoniu. Opłaca ci się to?  Sam się ograniczasz.
-Oj nie marudź, na coś trzeba umrzeć.
-No może, może i masz rację
-Co ty się taki cichy zrobiłeś?
-Bo jeszcze wystarczająco nie wypiłem - zaśmiałem się próbując  zakryć moje rozkminy.
-To trzy mjej kolejne !    
Sam  schylił się w przeciwną stronę od mojej i sięgnął po piwo które potem mi dał.
Kontem oka zauważyłem sylwetkę anioła między drzwiami. Chciałem się na czymś wyładować.
-Sam ja zaraz przyje.
Gdy Zszedłem z maski auta ono trochę się uniosło. Szedłem pewnym krokiem patrząc sie przed siebie, w trakcję przeładowałem broń która noszę na specjalne okazje.
Parę metrów spaceru w głąb lasu znalazłem swój cel, Castiel stał z rozłożonymi skrzydłami i nie spuszczał mnie z oczu. Bez słowa wystrzeliłem w jego głowę 3 kule.

Przeleciały przez niego jakby przez mgle.
-To jest bez celowe - powiedział opanowany głosem
-Wiem. - Schowałem broń - ale potrzebowałem tego. Czego chcesz?  -Chcemy nauczyć cie zamykać portale piekielne
-A ja chcę odpocząć, spierdalaj, może innym razem
Odwróciłem się i ruszyłem w stronę Sama. Pewnie po głosie wystrzałów niedługo tu przyjdzie.
-Michaelu, jesteś zbawiony i wyjątkowy powinieneś przestać zachowywać się jak dziecko i współpracować.
-Nie prosiłem się o to.
Sam pojawił się między drzewami i Castiel zniknął.
-Coś się stało? !
-Wszystko po staremu
-Jakbyś teraz umarł nie wiem czy dałbym sobie radę z tym drugi raz.
Tymi słowami Sam mnie wielce zdołował. Ale jak już raz sobie z tym poradził drugi raz też by dał radę, on mnie nie potrzebuje. Nie chętnie bym go zostawił ale wole śmierć.
..
 Z samego ranka gdy Sam jeszcze spał, ogarnąłem się i zająłem się remontem impali.

" Żad­na noc nie może być aż tak czar­na, żeby nig­dzie nie można było od­szu­kać choć jed­nej gwiaz­dy. Pus­ty­nia też nie może być aż tak bez­nadziej­na, żeby nie można było od­kryć oazy. Pogódź się z życiem, ta­kim ja­kie ono jest. Zaw­sze gdzieś cze­ka ja­kaś mała ra­dość. Is­tnieją kwiaty, które kwitną na­wet w zimie.,,

czwartek, 28 maja 2015

Od Ivy

 Tęskniłam za San Francisco... tutaj było mi źle. Widziałam i słyszałam różne dziwne rzeczy których zwykle nie zauważałam. W mieszkaniu które sobie kupiłam nie było lepiej, mieszkałam sama. Nie radziłam sobie ze swoimi problemami, z ciążą o której się dowiedziałam dwa dni temu i dwa dni temu wyniosłam się z mojego miasta. To był błąd... ale tłumaczyłam sobie to na różne sposoby... działało. 
  Miałam wątpliwości czy w ogóle przeżyję dziewięć miesięcy w takim miejscu i czasie. Te rzeczy nie wpływały na mnie zbyt dobrze, ktoś się mnie uczepił. Nie chciał mnie zostawić w spokoju. Mówił różne dziwne rzeczy, namawiał do strasznych czynów... ja już nie miałam na to siły. Ataki, czy raczej próby opętania mnie były na marne, mój organizm albo się uodpornił... albo po prostu jestem jakoś chroniona przez kogoś, tylko przez kogo skoro jestem tu sama?
-Ivy, nie daj się prosić... wejdziemy tam niedługo. 
  Tak długo ignorowałam to co się działo w mojej głowie jak tylko było to możliwe. Miałam nadzieję, że Michael za szybko nie zorientuje się, że mnie nie ma. Może pomyśli, że sama uciekłam? Mam nadzieję, że jak przyjdzie co do czego to zrozumie... lub nie. Nawet jeśli - będzie już za późno. Po prostu, za późno. Moje życie skończy się pewnie za chwile, a jeśli to dziecko jednak na świat przyjdzie... to co mi po tym? I tak piekło mi je odbierze, nawet nie zależy mi na tym dziecku. Jeśli przeżyję zrobię to tak, by nikt się o ciąży nie dowiedział. Nikt się nie dowie, anioły nie wiedzą o moim istnieniu... mam taką skrytą nadzieję. 
  
  Po kilku tygodniach zaczęło być coraz gorzej. Ataki demonów stały się częstsze i gorsze, nie do wytrzymania. Miałam dosyć, chciałam być wreszcie wolna, wrócić do San Francisco... do Michaela... jednak to było już niemożliwe. Odeszłam, nie mogę wrócić jak gdyby nigdy nic i dać mu tą szansę na coś nowego, innego, lepszego...
  W końcu doczekałam się napadu złości jednego z demonów, jednak okazał się nim być mój brat bliźniak który zaraz się ukazał. Pobił, zadrapał szyję, leciała mi krew. Przemienił się w czarne coś i odszedł ze śmiechem. Nic nie powiedział, bez ostrzeżenia naskoczył na mnie, zranił i pewnie jego zamiarem nie było nastraszenie mnie, tylko zabicie. Ciekawe, czemu demony tak mnie napastują skoro mój ojciec sam chciał żebym to dziecko urodziła...? Nic nie rozumiem... może demony działają na własną rękę?Piekło się albo czegoś boi, albo próbuje mnie zniszczyć za plecami mojego ojca. Wiem, że jestem mu potrzebna... przynajmniej do porodu, potem mogę mu się stać co najwyżej obojętna. 
  Leżałam na ziemi krwawiąc,powstrzymywałam to uciskiem dłoni, choć byłam słaba. Nadal nie mogłam sobie poradzić, dusiłam się, demon, a raczej mój brat zrobił to co chciał - czekałam na śmierć. Aż stanę albo przed sądem, albo od razu wyśle mnie do piekła gdzie powinnam być i nie wychodzić. Tylko robię problemy, moje życie to porażka, co z resztą których skrzywdziłam,opuściłam...? Już przestawałam oddychać, zamykały mi się oczy...
  Nagle usłyszałam kroki, ktoś podbiegł do mnie, miał lodowate, delikatne dłonie. Długie włosy połaskotały mnie w policzek, zamykałam oczy. 
-Trzymaj się... słyszysz? Trzymaj... Proszę...
  Beathe. Tak dawno jej nie widziałam, nie słyszałam, że zapomniałam jak wygląda i jaki ma głos. Zapomniałam o całej Beathe... tak jak planowałam. Jednak po przyjaciółce zawsze czułam pustkę której nie umiałam zakryć nawet Michaelem, kimś... kogo kocham. Bea była kimś ważnym a ja tak łatwo ją sobie odpuściłam... nadal uważam, że zrobiłam dobrze. Tylko teraz nie mogę sobie wybaczyć jak łatwo udało mi się zapomnieć o przyjaciółce z dawnych lat. 
-Nie... - wykrztusiłam niewyraźnie. 
-Nic nie mów...
-Nie...zabieraj mnie stąd... - wykrwawiałam się bardziej, już wiedziałam, że umrę. 
  Straciłam przytomność, nic nie pamiętam, zamknęłam oczy, poddałam się tak łatwo. Miałam dość... Chcę odejść... teraz... 

wtorek, 26 maja 2015

Od Diany

Mijały dni, tygodnie a jazaczęłam wreszciebmieć normalne życie. Skończyła się szkoła i zaczęły się wakacje na które tak bardzo czekałam!
-Tato wychodzę z Tiffany na to ognisko wrócę przed 2. -powiedziałam i pocałowałam go w policzek stając na palcach.
-Dobrze. Tylko uważaj i nie bądź sama. Niech cie odprowadzą pod sam dom.
-Dobrze.
Minęło tyle czasu od porwania a tata nadal się bał no ale w końcu dlatego że mnie kochał. Ja starałam się nie wracać do tamtych chwil. W nocy często miałam koszmary związane z piekłem jednak kiedy myślałam o tym że dałam radę im się sprzeciwić i nie jestem do końca bezradna.. koszmary znikały.
Wyszłam z domu a przed bramą zobaczyłam samochód Tiffany. Wsiadłam do niego.
-Witaj kochana!-powiedziała i pocałowałyśmy się w policzki.
-Nie mogę się doczekać ogniska.-odparłam.
-Ja też. Wiesz że będzie Mateusz?
-Wiem.
-Jak między wami?
-Nie wiem.. Piszemy ze sobą, czasem się spotkamy. Może coś z tego będzie. Podoba mi się.
-Nie wierze! Diana sie zakochała!
-Nie wiem czy można powiedzieć że sie zakochałam. Nie czuje sie tak jak powinna się czuć osoba zakochana.
-A jak się czujesz?
-Hmm.. sama nie wiem. To dziwne.
-Ja jak się pierwszy raz zakochałam to cały czas bujałam w obłokach.
-Nie, ja stoje nadal pewnie na gruncie.
-Jesteś dziwna. Bierz się za niego a nie!
Nic nie odpowiedziałam tylko patrzyłam się na drogę i drzewa które mijałyśmy. Tak bardzo chciałam mieć normalne życie a kiedy je dostałam nie czułam się spełniona. Czegoś mi brakowało. Niczym nie mogłam wypełnić tej pustki gdzieś tam głęboko w sobie. Nawet nie wiedziałam czym ona była spowodowana.


***


Dochodziła 23. Wszyscy ze szkoły byli już na starej plaży. Siedziałam na kocu wraz z Tiffany i piłyśmy piwa kiedy podeszli do nas Mateusz z kolegami.
-Możemy się dosiąść?
-A dlaczego nie? Siadajcie!-powiedziała moja przyjaciółka.
Usiedli z nami a Mati usadł obok mnie.
-Chcecie fajke?-zapytał Tom.
Poczęstowałam się. Tak wiem. Piję piwo i zaraz zapalę. Nigdy przedtem nie powiedziałabym że tak kiedyś będę robiła jednak każdy się zmienia. Odpaliłam fajkę i zaciągnęłam się. Wcześniej ukrywałam się z tym że sobie popalam jednak po co? Nie tylko ja palę. Większość ludzi w moim wieku to robi. Oczywiście nie sądzę że to dobrze jednak po co się ukrywać przed znajomymi? Znam ich i wiem że nie zostawią mnie przez to a poza tym oni też palą.
-Idę się przejść ktoś chętny?-zapytał Mati.
-Diana się mnie o to samo pytała zani przyszliście jednak mi się nie chce. Idźcie sami.-wrobiła mnie Tiffany.
Spojrzałam się na nią niezadowolona jednak wstałam i poszłam z nim. W końcu dziś mam się dobrze bawić. Muszę przestać nieufać ludzią.. Może kiedyś uda mi się zapełnić tę dziwną pustkę?

sobota, 23 maja 2015

Od Ivy

-Nie ucieknę od diabła... Wie gdzie mnie znaleźć...
-Sama chciałaś uciec.
-Ale teraz... coś ukrywasz przede mną... 
  Przegryzł wargę i nic nie powiedział.
-Też będę mieć tajemnice przed tobą. 
-Mogę wniknąć w twój umysł...
-Ja też, nie zapominaj o tym.
-Nie umiesz tego robić...
-To się nauczę. - warknęłam i odeszłam. 
  Nie chciałam wyjeżdżać... tu mam prace i staż... poza tym diabeł cały czas miał na mnie oko... wolałam żeby pojechali sami... beze mnie. Chociaż szansa na spokój wraz z Michaelem... pod takim kątem mi to pasuje jak najbardziej. 
  Nie powinnam także sypać z Michaelem... jeśli zajdę ponownie w ciążę jakimś cudem za sprawą swojego ojca... nie wytrzymam tego. Nie chce mieć dzieci... nigdy nie chciałam  i nie planowałam. Po rozmowie z Michaelem... dosyć nieprzyjemnej dla mnie... i dla niego pewnie tak samo... byłam przygnębiona. Kazałam mu jechać, potem przerodziło się to w kłótnie... potem kiedy upewniłam się, że go nie ma teleportowałam się do piekła. Tam rozmawiam z ojcem... oswajałam się już z faktem że diabeł to mój ojciec... 
  Powiedział mi ze znów demony maczały palce w sprawie ciąży. Od razu zapłakana wróciłam do domu... spakowałam się i wyjechałam daleko stąd... diabeł powiedział ze dziecko będzie miało pociąg do piekła i złych rzeczy. Powiedział, że będzie tynk chłopiec... nie chciałam o tym myśleć. Michaela nie chciałam pakować w to wszytko. Wyrzuciłam kartę telefonu do śmieci... nie dam sobie rady... ale... jakoś musze sobie poradzić. Michael także sobie poradzi... kocham go... ale musi być tak a nie inaczej. 

Od Michaela

To było oczywiste że Ivy nie będzie przy mnie bezpieczna bo prędzej czy później
dostane pewnie na nią zlecenie ale nie mogłem jej tego powiedzieć. Dobrze że Sam
jest normalny i nic mu nie zagraża z tej strony.
-Wcześniej jeździłeś jakimś dżipem, skąd masz ten samochód ?
Spytała Ivy gdy siedzieliśmy w restauracji popijając wino.
-To moja kochana Impala, długo by opowiadać.
-Mamy cały wieczór - uśmiechnęła się i wzięła łyka
-Nawet dwa wieczory by nie starczyły aby opowiedzieć o niej, w skrócie jest
najważniejszą rzeczą w moim życiu.
-hmm... rzeczą. A osobą ?
Tu mnie miała ,powinienem powiedzieć że ona ale było jednak inaczej, Sama znam od zawsze ją od niedawna.
-Nie chcę kłamać, jesteś dla mnie ważna ale jest najważniejszy jest Sam
-Sam ?
-Tak jakby brat, historia z poprzedniego życia ale też długo by opowiadać, teraz
tak czasu nie miałem bo siedziałem z nim
-Wcześniej nic o nim nie mówiłeś
-Myślał że nie żyję i nie chciałem rozwlekać tej sprawy.
-Masz sporo tajemnic
-Ty też, jesteś córką mojego największego wroga, już kiedyś miałem z nim
spotkanie i w cale nie było sympatyczne
-Widziałeś go kiedyś ?
-Wtedy jeszcze byłem słaby, zbierałem moce. Tylko dzięki jednej cząstce od pewnej
osoby udało mi się wyjść z piekła.
-Cząstce ?
Do restauracji wszedł Sam, usiadł przy mnie i Ivy.
-Hej jestem Sam
-Ivy - przedstawiła się speszona
-Co jest ? - spytałem
Sam się trochę zamotał, tak jakby szukał jakiegoś dobrego kłamstwa
-Może spędzimy wieczór w trójkę ? Samemu nie chce mi się siedzieć
Spojrzałem się na zwiedzoną minę Ivy ale zgodziłem się na propozycje Sama
-Chodź Ivy, zmienimy trochę wygląd naszych wieczorów.
Wsiedliśmy do Impali i pojechaliśmy na wzgórze gdzie dzień wcześniej byłem z
Samem. Siedzieliśmy na masce auta i patrzyliśmy w gwiazdy,

ja i Sam byliśmy cicho ale Ivy podjęła rozmowę.
-To jak to z wami jest ?
-Ale co jak ? - spytał Sam
-No nic o tobie nie wiem
W trakcje tej rozmowy opowiedzieliśmy trochę Ivy o sobie i o Impali, o naszym
życiu i o dwuletniej rozłące.
-Chciałabym mieć to już za sobą.. może wyjedziemy gdzieś razem i zapomnimy o tym wszystkim ? - spytała Ivy
-Jakby było to takie proste - odparłem popijając wino
Po tych słowach zrobiło mi się strasznie duszno wstałem i moje oczy zrobiły się
czarne, nie mogłem ustać na nogach, coś we mnie nie chciało czegoś słuchać.
Upadłem na ziemię ale opanowałem to coś, poczułem jak Sam trzyma mnie
Po chwili film mi się urwał.
Było jasno, nic oprócz światła mnie otaczającego nie widziałem, raziło mnie w
oczy ale mój wzrok spoczął na sylwetce która powolnym krokiem zbliżała się. Był
to mężczyzna w długim cielistym płaszczu, miał skrzydła, zgadywać mogłem że był archaniołem.
-Witaj Michael
-Hej. Castiel? - poznałem go po głosie - co tym razem ?
-Wiemy kim jest Ivy.
-Jest pod moją pieką !
-Na razie nie wydaliśmy sądu nad nią, liczymy na to że wykonasz to co postanowimy w jej sprawie.
-Jeśli postanowicie jej pomóc
-To nie będzie takie łatwe
-Jesteście niebem do cholery !
-Jesteśmy osłabieni a oni rosną w siłę
-Jak wymyślicie jakiś konkretny plan to dajcie znać teraz wróć mnie do nich
-Ty wymyśl jakiś plan
-Macie od tego Boga
O własnych siłach wróciłem do żywych, obudziłem się w jakieś starej chatce.
Czułem bolesne pulsowanie w głowie. Wstałem z łóżka i w drugim końcu pokoju
zauważyłem Ivy rozmawiającą z Samem. Urządzili sobie pogaduchy o sprawach mało
ważnych typu wczorajsza pogoda. W domu śmierdziało starością i kurzem.
-O patrz kto wstał - Sam mnie dostrzegł
-Michael ! - powiedziała moje imię trochę za bardzo entuzjastycznie niż chciała - co to miało znaczyć ? - podeszła do mnie
-Zadzwonił ktoś do mnie to musiałem odebrać, nastąpiły komplikacje na linii i no wiesz - chciałem obrócić to całe wydarzenie w żart
-O czym ty mówisz ?
Sam zza jej plecami pomachał rękoma naśladując anioła, tym gestem chciał się spytać czy to przez niebo tak sie urwałem, kiwnąłem głową na tak. Ivy spojrzała się na Sama poddenerwowana.
-Powinnam o czymś wiedzieć ?
-Ale to się fajnie złożyło ja mieszaniec wszystkiego, dobra dusza z córką diabła kto by pomyślał.
-On wie ? - Ivy szepnęła do mnie
-Teraz sie dowiedział o tobie
Ivy spojrzała na Sama a on jakby nigdy nic machnął ręką że rozumie i się tym nie przejmuje.
-Spoko, jestem w stanie to pojąć. Dean możemy pogadać na osobności ? - powiedział
-Jeśli twoje imie z poprzedniego życia to Dean a to po przemianie to Michael, jak mam do ciebie mówić ? - spytała ignorując prośbą Sama
-Jak chcesz.
Minąłem ją i poszedłem z Samem przed dom. Byliśmy w jakieś starej dzielnicy, drewniak w którym sie obudziłem nie różnił sie prawie niczym od pozostałych domów ułożonych w rzędzie.
-Co ty sobie wyobrażasz ! Jestem człowiekiem i wiele zrozumiem ale to już za wiele, Dean ty jesteś po stronie Boga ona Szatana, to się nie klei.
Nie odpowiedziałem
-Oni wiedzą o niej ?
-Tak ale już sprawa jest rozwiązana wszystko wraca do normy, możemy wyjechać i zostawić to wszystko - skłamałem ale faktycznie chciałem odetchnąć i wyjechać, chociaż na jakiś czas pożyc normalnie, wiem że w ten sposób problemy i zobowiązania nie znikną ale może na chwilę zdołam pozbierać myśli i odpocząć.
-a ona ?
-Pojedzie z nami
-Zmieniłeś się przez te dwa lata
Wróciłem do drewniaka i podszedłem do Ivy.
-Wyjeżdżamy, wszystkie nasze problemy się rozwiązały nie musisz już pilnować Diany, nie masz już żadnych zobowiązań ja też, jesteśmy nienormalnie-normalni.
-Michał to nie prawda.
-Prawda, zostawiamy to wszystko i wyjeżdżam.
-Tak nie można
-Chcesz odpocząć i wyjechać z nami ? Prędzej czy później tu wrócimy ale na razie odpocznijmy od tego.
Stałem przed nią i wpatrywałem się jej w oczy a ona patrzyła na mnie badawczo.

-Jak będą przez to jakieś problemy to nie ręczę za siebie.
Przytuliłem ją i gorąco pocałowałem.

wtorek, 19 maja 2015

Od Diany

Wróciłam do domu. Wyszłam ze swojego pokoju i poszłam na dół do salonu tam gdzie czekał na mnie tata.
-Jeszcze chwilka i bym poszedł po ciebie.-powiedział.
-Tato.. nic mi nie będzie.-odparłam lecz nie wiedziałam kogo chcę oszukać.. siebie czy tatę.
Tak.. Roberta nadal traktowałam jak tatę.. może i mama go zdradziła z jakimś demonem czego owocem byłam ja ale to Robert mnie wychowywał.
-Przez ten niecały miesiąc.. czułem się tak jakby odebrano mi sens życia. Gdy ciebie nie było.. jedyne co podtrzymywało mnie przy życiu to nadzieja, nadzieja że cie odzyskam.
-Wróciłam tato. -przytuliłam go.
Nie rozumiałam jak mama mogła wyrządzić mu tyle krzywdy.. najpierw zdradza a potem odejście. Tato przecież jest dobrym człowiekiem kochającym swoich bliskich. A jedyną jego rodzina byłam ja. Nie mieliśmy nikogo oprócz siebie dlatego nie pozwolę by ktoś nas rozdzielił.
Po całym dniu spędzonym z tatą około 23 poszłam do swojego pokoju. W drzwiach zatrzymałam się i rozejrzałam sie. Nic ani nikogo nie było.
-Jaka ulga..-odparłam.
Wzięłam piżamę po czym poszłam do łazienki. Odkręciłam kran by gorąca woda nalała mi sie do wanny. Zamierzałam wziąć długą i gorącą kąpiel o której od tak dawna marzyłam.

***

Kiedy leżałam na łóżku i nie mogłam zasnąć zaczęłam zastanawiać sie jakby wyglądało moje życie gdybym nie miała tego daru i nie wiedziała o tym co wiem.
Dalej byłabym wzorową uczennicą, tańczyłabym oraz właśnie.. moje życie było by znów monotonne. Lecz czy nie lepsza jest monotonia od strachu? A przyznam Iz teraz sie cały czas czegoś lękałam. Bałam sie że lada chwila przyjdą po mnie demony lub anioły. .a może i oboje. Demonów bałam sie najbardziej. Jednak wiedziałam ze in nie ucieknę.. nieświadomie podpisałam cyrograf na cała wieczność co oznacza że po mojej śmierci dusza trafi do piekła. Na wieki będę ich niewolnicą.
Olśniło mnie!
Znałam sie trochę na prawie dzięki tacie.. i z tego co wiedziałam podpisanie umowy bez podania prawdziwej informacji jej trwania jest przestępstwem! Umowa jest nie ważna! Wiec nie jestem niewolnicą piekieł! Nie mogą mnie do niczego zmuszać!
Wstałam i zamknęłam oczy.
-Mamo przyjdź do mnie.. -wysłałam telepatyczna wiadomość.
Na moja prośbę po chwili mama stała w moim pokoju obok mnie.
-Chcesz wrócić do nas?-zapytała moja matka.
-Nie. Chciałam tylko powiedzieć że nigdy nie będę już wasza. Koniec. Nie macie żadnych praw mnie przetrzymywać.
-Podpisałaś cyrograf..
-On jest nie ważny. Skłamałaś mówią  mi na jak długo on jest.
-Nie możesz go anulować.
-Właśnie że mogę.
-Pójdziesz ze mną .
-Nie.
-Tak.
Złapała mnie za rękę jednak jej sie wyrwałam.
-Odejdź i nigdy nie wracaj.
-Jak sie zwracasz do matki.
-Moja mama umarła dawno temu a kobieta która stoi przede mną na pewno nią nie jest.
Próbowała mnie złapać by przenieść do piekła lecz ja odepchnęłam na ścianę i wtedy znikła.
-Nikt mi nie będzie mówił co mam robić. Jeśli bycie wśród demonów jest moim przeznaczeniem będę przed nim uciekać.. -powiedziałam.
Dumna z siebie i lekko zdenerwowana jednak czując ulgę wyszłam na balkon. Odpaliłam jedna fajkę.



Normalnie nie paliłam jednak.. teraz musiałam. Zmieniłam się. Nie wiem czy na lepsze czy na gorsze jednak wiem że zmiana nastąpiła. Sprzeciwiłam sie demonom i własnej matce. Teraz zostało mi tylko czekać na to co sie wydarzy.. a czułam w kościach że coś sie stanie.

niedziela, 17 maja 2015

Od Ivy

  Spojrzałam mu w oczy i obejrzałam się. Znów popatrzyłam na Michaela i przewróciłam oczami, on zaś zrobił minę zbitego psa. 
-Pracuję...
-Można zawsze zauroczyć panią dyrektor, ordynatora...
-Chcesz zauroczyć ordynatora? - parsknęłam. - Pracuję. Idź sobie. 
-Mam klęknąć? 
-Mich...
  On ku mojemu zdziwieniu klęknął. 
-Bogini moja...
-Dobra wstań...
-Ale sama mówiłaś...
-Wstań! 
  Ludzie patrzyli się na nas dziwacznie, a ja nadal nie wiedziałam co zrobić. Zacisnęłam zęby i spojrzałam się na niego zła. 
-Dobra... kończę pracę za pół godziny...
-Chodź. I tak przez te pół godziny nic nie będziesz robić. 
-Ale mam dyżur. 
-Nie prawda, nie masz. Twój grafik mówi co innego.
-To szpital, zawsze coś może się zmienić.
-To NAJLEPSZY szpital w San Francisco, daj spokój. 
  Zniknął, a po chwili pojawił się przede mną. 
-Załatwione. Chodź. 
  Siedziałam w jego samochodzie i przypomniałam sobie o Dianie. Miałam się nią opiekować a potem zwrócić do piekieł. Musiałam mieć na nią oko w innym wypadku zemści się na mnie Lucyfer. Słowo mój ojciec nie przechodziło mi łatwo przez gardło. 
-Zawieź mnie na chwile do domu. Mojego domu. 
-No dobra, a powiesz mi czemu dzisiaj rano mnie nie wpuściłaś?
-Po prostu nie. Powiem ci... MOŻE... dzisiaj na kolacji.
  Weszłam do domu a tam pustka. Zdenerwowana spojrzałam na Michaela. 
-Co jest?
-Zniknęła. 
-Kto?
-Diana!
-Czekaj, czekaj... słyszałem o niej...
-Wszyscy o niej słyszeli. Miałam ją pilnować...
-Kto ci kazał?
  Przemilczałam odpowiedź. Myślałam gdzie może być. Przecież nie mogę jej tak puścić! 
-Chodź ze mną..
-Co? Jak? Gdzie?
-Złap mnie za rękę. 
  Przeniosłam się za jej umysłem. Byłam w jej pokoju. Siedziała z tatą na dole. Poprosiłam Michaela żeby przywołał ją tutaj, ja tego nie potrafiłam. 
-Wytłumaczę ci potem... - szepnęłam.
  Diana weszła do pokoju, zamknęłam drzwi na klucz i spojrzałam się na Dianę wściekła. 
-Co tu robisz?! - pisnęła.
-Miałaś się nie ruszać z domu.
-Nie chciałam tam być! Chciałam do ojca!
-Gdybym chciała zostałabyś tam i umierała. Naprawdę nie chcę by stało ci się coś złego ale lepiej myśleć jak widzę tylko o sobie. 
-Kto to? - spytała patrząc na Michaela.
-Ktoś kto nic a nic nie wie o tym co się tu odpieprza. 
-Słuchaj, jeśli ciebie nie dostarczę do piekła to ja będę miała przechlapane. 
-Nie obchodzi mnie to! 
-Dobra. Więc nie obchodzi mnie to co się z tobą stanie.
  Przeniosłam nas do piekła. Zostawiłam po drugiej stronie Michaela. 
-Szybka akcja. - mówię do Diany. - Albo idziesz tam sama, albo wysyłam cię do aniołów. Wtedy demony same po ciebie przyjdą.
-Kim ty jesteś?Nie chcę tu być!
-Ja też nie chcę żebyś tu była i cierpiała. Ale wystawiłaś moje zaufanie za drzwi. Nie zaufam ci kolejny raz. Ja chcę mieć normalne życie...
-Ja też chcę takie mieć! Nikt mi nie pozwala robić tego co mi się podoba, chcę do taty, chcę mieć życie takie jakie miałam...
-Będziesz je mieć jeśli choć trochę ci zależy na tym żeby nic się nie stało komuś, komu na tobie zależy. 
-Mówisz o sobie? Czemu mam ci ufać?
-Bo nie mam powodów by cię zabijać i by cię ranić. Chcę bym ja miała normalne życie ale nie jestem w stanie go mieć. Wiesz kim jestem? To ja przepuszczam do tego świata demony i duchy. Gdyby nie ja to duchów byś nie widziała. Miałabyś życie idealne... Ale ja jestem winna temu co się stało w twoim życiu, gdyby nie ja duchów byś nie widziała i demony by nawet nie wiedziały że istniejesz... Dlatego kiedy uda mi się jakoś zapanować nad swoim darem... to wszystko jakoś się powinno naprawić, anioły same zadziałają... Na razie jesteś bezpieczna, po prostu bałam się, że u ojca nie będziesz bezpieczna. 
-Po prostu daj mi tam być... jeszcze trochę... proszę. 
-Dobrze... Ale uważaj na siebie, dobrze? 
  Kiwnęła głową i podziękowała mi. Teleportowałam się do Michaela. 
-Idziemy? - spytałam kierując się w stronę restauracji. 
-Czekaj. - zatrzymał mnie. - Powiedz mi teraz co się dzieje. To ta Diana, tak?
-Tak... 
-Co sie dzieje w twoim życiu...?
  Spuściłam wzrok i westchnęłam.
-Jestem córką diabła, samego Lucyfera... pierwszą córką... 
-S...Słucham?!
-Nie wiedziałam tego... Ale jestem córką diabła, jestem pół demonem pół diabłem, nie demonem... a DIABŁEM. Nie wiem czy to źle, nie wiem czy to źle być tym kim jestem... Byłam w piekle,rozmawiałam z Lucyferem... Zaufał mi ale jeśli zawiodę... zniszczy mnie. Jeśli Diana styknie się z jakimś aniołem to w sekundzie znajdzie się u Lucyfera... 
-Czemu nic mi nie mówiłaś?
-Masz swoje sprawy na głowie. - spojrzałam się na niego. - Nie chcę Ci dokładać swoich. 
-Nie dokładasz. Jesteś ważna dla mnie... Pomógł bym...
-Nie możesz teraz pomóc. Jeśli archanioły dowiedzą się kim jestem będą chcieli mnie unicestwić albo... zapobiec przepuszczaniu demonów, duchów i innych stworzeń do tego świata.
-Masz racje... ale nie pozwolę żeby cokolwiek ci zrobili. Na razie anioły i archanioły nic nie wiedzą że istniejesz...
-Rzecz w tym... że boję się o to, że jeśli nie anioły to demony mnie dopadną... a ja chcę mieć normalne życie... w miarę... 
-Może powinienem...
-Nie. - przerwałam mu. - Nie chcę żebyś się usuwał z mojego życia. Kiedy się pojawiłeś wszystko się polepszyło... jest dobrze tak jak jest. Nie mogę się pakować do piekła już więcej... muszę unikać demonów, diabła i aniołów... wieść normalne życie ze świadomością kim jestem i co mogę robić jako pół diabeł pół anioł... Jeśli mnie nie zabiją to zamkną gdzieś a tam nie będzie ciebie... tego co lubię robić... widziałam co tam się dzieje, nie chcę tam wracać...
-Jesteś ze mną bezpieczna. - szepnął i mnie pocałował.

Od Diany

Może i ta dziewczyna była dla mnie dobra i w ogóle ale jakoś wolałam nikomu nie ufać.
Zyskałam możliwości zobaczenia sie z tatą wiec zamierzałam skorzystać. Kiedy byłam w swoim domu z tą Ivy byłam w szoku. Wszędzie był bałagan. Gosposia akurat starała sie posprzątać. Poszłam szybko do gabinetu taty. Weszłam a to co zobaczyłam było straszne.
Wszędzie walały sie puste butelki. Tata siedział w fotelu z głową opartą na rękach.
-Tato..-odparłam lecz on mnie nie słyszał.
Za to ja słyszałam to co mówił.
-Zawiodłem cię.. miałem cie bronić.. opiekować się tobą.. a ja dopuściłem do tego by mi cie zabrano..
Podeszłam do niego i miałam ochotę go przytulic lecz wiedziałam że on mnie nie poczuje.
-Diana.. chodźmy już

***

W domu tej dziewczyny tylko czekałam aż wyjdzie.
-Diana ja jadę i wrócę za jakieś 2 godziny. Jesteś tu bezpieczna. Czuj sie jak u siebie.
Wyszła a ja odczekałam tylko aż będę pewna że nie wróci teraz po coś.
Zaczęło sie ściemniać.
Wyszłam z domu i zaczęłam biec w stronę lasu.




Byle jak najszybciej do domu. Po pewnym czasie wybiegłam na ulicę. Musiałam dotrzeć do miasta.
Po 10 minutach zobaczyłam radiowóz policyjny. Ucieszona z ulgą pomachałam policjantom i zaczęłam do nich biec.
-Diana?-zapytał jeden który był kolegą mojego taty kiedy zobaczył mnie w świetle.
-Tak..
-Dziecko gdzieś ty sie podziewałaś?
-W piekle..
Pomogli mi wsiąść do samochodu po czym zabrali mnie na pogotowie.
Kiedy robiono mi badania na salę wpadł mój tata.
-Tato..-powiedziałam a on przytulił mnie szybko płacząc..
Dopiero teraz czułam sie bezpieczna.. jednak wiedziałam ze niebezpieczeństwo czai się wszędzie..

Od Michaela

Stałem pod drzwiami Ivy, zapukałem.
Ivy patrzyła na mnie przez małą szybkę w drzwiach

-Mogę wejść ?
-Nie, co chcesz ?
-Jesteś zła ?
-Nie, zajęta
-Ale zajęta i zła ?
-Nie no co ty- powiedziała sarkastycznie -  to co chcesz?  bo nie mam czasu
-A czym jesteś taka zajęta ?
-Nie twój interes, ty mi nie mówisz co i jak.
-O to chodzi ?
-Nie.
-A to mogę wejść
-Nie!
-A może kolacja ?
-Nie mam czasu
-Wiesz że jakbym chciał to bym tam wszedł ?
-Wiem,
-Ale nie robię tego bo cię szanuje.
-I co z tego ?
-To może zgodzisz się na kolację ? Wyskoczymy gdzieś razem.
-Powiedziałam już coś, jak będę miała czasu to się odezwę może
-Poczekaj chwilę
Schyliłem się i wysmarowałem twarz krwią, po czym znów parzyłem w szybkę.
-Ale Ivy, ja jestem ranny ! Nie pomożesz ? - udawałem kalekę
-Michał daj spokój
Zatkała okienko metalową płytką przystosowaną do tego i odeszła od drzwi.
Odwróciłem się i machnąłem ręką do Sama który siedział w Impali, żeby podjechał.
Wsiadłem do auta po drodze wycierając twarz w chusteczkę. Sam ruszył przed siebie.
-Wkurzyła się ale kto ją wie o co.
-To baba, jej nie zrozumiesz.
-Jest ważna
-Co ty gadasz ! jakaś dziewczyna jest dla ciebie ważna ! to naprawdę musi być zajebista - zdziwił sie i zażartował Sam
-Długa historia
-Mamy czas
-Innym razem, teraz muszę iść w takie jedno miejsce
-Czyli ?
-Niebo bracie, niebo
Bez chwili czekania na reakcje Sama, zniknąłem z auta i pojawiłem się przed wielką bramą do nieba.
-Haloo ! miałem przyjść więc jestem ! Nic się tu nie zmieniło.
Do bramy podszedł Castiel, anioły i inne w niebie wyglądają ciut inaczej, jeśli zdołały przybrać postać ludzką to są ludźmi ze skrzydłami a jeśli nie to są jaskrawo-białymi obłokami. Kiwnął głową w moją stronę i nagle pojawiłem się na jakieś radzie. Mury były z jasnego kamienia tak jak i stuł, za oknami było tak jasno że nie dało się dostrzec nic prócz białej poświaty bijącej w oczy.
Przy stole siedziało kilka archaniołów,Castiel usiadł obok jednego.
-No jestem, a teraz co ?
Jedno z krzeseł trochę odsunęło się od stołu, Castiel powiódł na nim wzrokiem a później spojrzał się na mnie na znak że mam usiąść na miejscu.
Zająłem swoje miejsce i nagle dookoła pojawił się czysto biały ogień, nie było już widać ścian jedynie płomienie, lecz nie dawały ciepła, było raczej chłodno.
Anioły skłoniły głowy w geście modlitwy, zrobiłem to samo, nie wiedziałem co mruczą pod nosem, czułem się jak idiota. Po chwili mnie olśniło i głos zaczął wydobywać się ze mnie, nie kontrolowałem go przez chwilę ale nie trwało to długo.
Każdy się wyprostował, jedno z krzeseł nadal było puste.
-Bóg się boi
Powiedział jeden z archaniołów
-Mnie ? - spytałem z niedowierzaniem
-Potrafisz kontrolować to coś ? To wchłanianie ?
-Chyba tak, nie wiem.
-Musisz się jeszcze wiele nauczyć, posiadasz moce o których sam nie zdajesz sobie sprawy
Raz za razem zabierał głos inny anioł
-Moc wchłaniania była do stąd nie znana, musiałeś zmutować i stworzyć nowe dary. Musimy to ujarzmić, zagrażasz światu.
-Ta no od razu całemu światu - zakpiłem
-Zagrażasz Bogu a Bóg to świat
-Jaja sobie robicie jest jeszcze szatan i w ogóle
-Szatan to jedynie archanioł który jako jedyny się zbuntował, jest nasiąknięty złem. Przez wieki stworzył piekło, nie znaczy to że jest nie pokonany, do chwili gdy nie zabrałeś Bogu części mocy, potrafił on zamykać portale tworzone na ziemi przez siły nieczyste. Teraz jest to nie możliwe.
-Jak mam oddać tę część mocy Bogu ?
-Nie da się. Jesteś tylko w tym wyjątkowy że posiadasz kilka umiejątnośći których nie ma nawet sam Bóg ,ale znamy, znasz tylko jedną czyli wchłanianie.
-I co w związku z tym ?
-Jeszcze nie mamy planu. Chcieliśmy Cię tylko uświadomić.
Nieoczekiwanie pojawiłem się s powrotem w Impali, Sama nie było w aucie.
Nie chciało mi się go szukać więc zacząłem trąbić autem. Przechodnie patrzyli się na mnie jak na niepełnosprawnego. Po chwili z baru wyszedł zażenowany Sam z frytką w ustach.
-Co ty robisz ?! - powiedział przeżuwając
-O jesteś ! Stęskniłem się - powiedziałem z uśmiechem

-Idiota
Sam wszedł do auta i ruszyliśmy przed siebie.
-I jak tam w niebie ?
-A nic nowego
-Dziwnie to brzmi
-Wiem - zrobiłem głupią minę, przygryzając dolną wargę
-To o co tym razem chodzi ?
-Bóg się mnie boi
-Ta no i co jeszcze ?
-Nie no serio i teraz muszę tak jakby zastąpić go w kilku zadaniach.
-Hmm?
-Zamykać portale otwierane przez szatana, ale ni chuja nie wiem jak to robić
-Widzę że raczej z tobą nudzić mi się nie będzie - odparł i nastała cisza


                                                                          ...

Byłem w piekle. Czułem przeraźliwy ból. Chciałem krzyczeć ale nie mogłem. Moja skóra była przebita hakami, wisiałem, w otchłani. Dławiłem się krwią. Zalał mnie pot. Nikogo nie było. Dusił smród stęchlizny. Pioruny raz po raz trafiały w medalowe pręty, czułem jak olbrzymia energia przepływa przez moje ciało, paliłem sie od środka.

Obudziłem się w łóżku, cały zalany potem, ciężko dyszałem. To było tylko wspomnienie, nienawidzę snów właśnie przez to że przypominają o tym co było kiedyś. Cudem udało mi się z tamtą wyrwać i teraz nie chcę już wracać.
Odrzucając kołdrę na bok, trzymałem się dłonią za gardło i mówiłem do siebie, uczucie braku mowy było bardzo dziwne.
Tej nocy Ivy się nie odezwała, szczerze wątpiłem że się odezwie.
Ogarnąłem się i impalą pojechałem do szpitala w którym pracowała Ivy.
Gdy wchodziłem przez szklane drzwi dostrzegłem Ivy.
Podszedłem do niej po swojemu, tak aby mnie na pewno nie przeoczyła.

Uśmiechnęła się ale zaraz zmieniła grymas na poważny.
-Czego chcesz ?
-Spotkać się - puściłem jej oczko i dałem różę którą zerwałem z pobliskiego podwórka
-Po co ?
-Stęskniłem się. Może gdzieś razem wyskoczymy ?

Od Ivy

  Nie wiedziałam czy dobrze robię. Po prostu szłam w kierunku lasu. Skoro sama jestem portalem do piekła, nieba i ziemi to mogę przejść gdzie chcę sama. Chcę się więcej o sobie dowiedzieć a Michaela nie będę w to mieszać. Sama sobie z tym poradzę. Stanęłam gdy byłam już z daleka od miasta. Wyjęłam telefon i spojrzałam na zgaszony ekran. 
-Jak to się mówiło...? - szepnęłam do siebie. - Przecież nie znam łaciny... 
-Znasz. 
  Usłyszałam głos Lucyfera, już zapamiętałam jego głos. Wiedziałam kto mówił do mnie w każdej chwili gdy nikogo nie było w moim pobliżu. Znałam tylko jego głos z piekła, gdy tam wejdę... poznam więcej. 
-Znam? - powtórzyłam zagubiona. 
  Nagle jakby coś we mnie wepchnęło te słowa. Nagle umiałam łacinę, moja wiedza językowa poszerzyła się, ruszyła naprzód. 
-Ad infernum remittuntur.
  Moje oczy stały się czarne, żyły poczerniały... pod moimi oczami skóra popękała, nie wyglądało to źle. Wyglądało to dziwnie, interesująco i nawet... do twarzy mi w tym było. Schowałam telefon. Słyszałam w okół krzyki przepełnione bólem, cierpieniem. Było to straszne. Zaciskałam dłonie by wytrzymać nagły ból głowy. Podeszły do mnie dwa wielkie psy. Cofnęłam się o krok, ale one jakby... skuliły się przede mną. Podeszły do mnie i każdy szedł po mojej lewej i prawej stronie. Szłam za nimi, bałam się ruszyć. Szczerze mówiąc wiedziałam gdzie mnie prowadzą. 
  Przede mną stanął w ludzkiej postaci sam Lucyfer. Nie przestraszyłam się go. Wyprostował się i krzywo uśmiechnął zadowolony, że się zjawiłam. 
-Jednak jesteś. - ruchem ręki odesłał psy. - Podoba ci się tu?
-Nie bardzo. - skrzywiłam się. - Jestem tu by porozmawiać o tym kim jestem.
-O, no proszę. Może oprowadzę cię tutaj?
-Byle byś mi powiedział kim jestem. 
-Dobrze. Chodź. 
-Chciałabym się zapytać o jedną rzecz... Czy tu jest ktoś o imieniu Diana?
-Słyszałaś o niej również?
-Tak. Trudno nie słyszeć...
-Pokażę ci ją. 
  Przeniósł nas gdzieś, a ja tylko patrzyłam na dziewczynę. Biedna, pobita i zmasakrowana. Zakryłam usta dłonią i spojrzałam na Lucyfera. 
-Mogłabym ją zabrać...?
  Wyśmiał mnie.
-Gdzie? Nie będzie bezpieczna. 
-Jeśli jakiś anioł będzie w pobliżu... automatycznie trafi tutaj. Będzie ze mną bezpieczna, anioły jej nie dostaną. Wiesz jakie są moje możliwości, moce i umiejętności. Zabiorę ją i oddam gdy dojdzie do normalnego stanu. 
  Stanął za mną i spojrzeliśmy na nieprzytomną Dianę. 
-Ona cierpi. Tak się tutaj czują ci, którzy tu nie pasują, lub którzy oszukali piekło. 
-Mimo wszystko zaopiekuje się nią. Jeśli nie ma haczyka. 
-Minus bycia moim dzieckiem... Moje dzieci wiedzą kiedy kłamię. Mają... taryfę ulgową do póki nie zdradzą piekła. 
-Bądź spokojny. 
-A więc... Powiem tylko, że będąc pół demonem pół aniołem jesteś pół martwa pół żywa.Masz wszystkie moce które mają i demony i anioły, masz wstęp i do nieba i do piekła. Jesteś wyjątkowa, możesz dawać życie ale i zabijać... Niebo nie wie kim jesteś, ja wiem. Nikt inny. Więc jeśli ktoś się dowie będzie chciał cię mieć dla siebie. A ja chcę cię mieć w swoich szeregach. 
-Wiem jakie to jest twoje obiecywanie Lucyferze. 
-Wiadomo jak jest w piekle. Ale przemyśl to.
-Nie będę o niczym myśleć. Zabieram stąd Dianę i zwrócę ją gdy jej się polepszy. 
  Wróciłam do swojego domu wraz z Dianą. Była lekka, trzymałam ją na rękach. Odłożyłam na łóżko i zadbałam o to by jej rany szybko się zagoiły. Skoro mogłam dawać życie i je odbierać... mogę też wyleczyć. Sprawiłam, by się obudziła. Diana wystraszona tylko spojrzała na mnie i odsunęła się.
-Kim jesteś?
-Spokojnie. - uśmiechnęłam się. - Jesteś bezpieczna. Nic ci nie zrobię. 
-KIM JESTEŚ?
-Mam na imię Ivy Brinley... A ty to Diana, prawda?
-Tak... czego chcesz? Gdzie jestem?
-Na pewno nie w piekle. Chcę cię wyleczyć... dobrze?
-Nie wiesz kim jestem...
-Wiem dlaczego byłaś w piekle. Tam ludzie nie trafiają, tylko martwi. 
-Kim jesteś?
-Żebym to ja sama wiedziała. Jesteś głodna?
-Trochę... może...
-Pierwsza zasady bycia tutaj. Jeśli je złamiesz trafisz do piekła. - kiwnęła głową. - Więc jesteś u mnie i nie robisz niczego dla aniołów. Nie jesteś tutaj trzymana siłą, możesz wychodzić. Ale jeśli ktoś z aniołów cię złapie trafisz do piekła. Czuj się tu jak u siebie w domu... Nikomu nie mów że tu jesteś. 
-Dobrze... 
-Kiedy się źle czujesz... mów mi o tym. Jestem lekarzem, nie ugryzę. - uśmiehnęłam się. - Wiem... że może ci być trudno mi zaufać... ale proszę... postaraj się... to ważne. Przysięgam, że nie zrobię ci krzywdy.
-A przysięgasz, że nie wrócę do tamtego miejsca gdzie mi robili te wszystkie rzeczy...?
  Przegryzłam wargę. Musiałam skłamać, by nie wystraszyć jej. 
-Tak. Obiecuje. Ale jeśli anioł będzie chciał cię zabrać... pójdziesz nim, cokolwiek z nim zrobisz... wrócisz tam od razu i nic tego nie zatrzyma. 
-Dobrze. 
-To mój numer telefonu, tu telefon domowy. A... i słyszałam że twój tata cię szuka. Pewnie tęsknisz za domem... jeśli chcesz zabiorę cię tam , będziemy niewidzialne więc spokojnie nikt nas nie zauważy. Zabierzemy kilka twoich rzeczy... zobaczysz tatę... Co ty na to?
  Kiwneła głową z uśmiechem.
-Nareszcie jakiś szczery uśmiech. Ja się stąd nie ruszam.Nie zostawię cię teraz. - mrugnęłam do niej i napisałam smsa do Michaela.
  ''Jestem zajęta. Nie wiem kiedy się spotkamy... jestem u siebie w domu. Radziłabym pukać zanim cokolwiek zrobisz.'' 

Od Cole

 Zmrużyłem oczy pochylając się nad stołem. Zastanawiałem się czy bardziej opłaca mi się uderzyć w czerwoną czy żółtą bilę. Żółta była dużo bardziej oddalona od łuzy, jednak... Miała lepszy do niej dostęp niż czerwona.
Stawka była naprawdę bardzo wysoka. Jeśli teraz trafię... wygram samochód. Gość który go postawił patrzył na mnie nienawistnie. Szybko zrozumiał, że jestem mocnym przeciwnikiem. Niestety, swojego samochodu już nie mógł odzyskać.
 Wokół nastała taka cisza, że tylko kiepska muzyka płynąca z głośników drugiej sali mogła ją przerwać. Znajdowaliśmy się w tzw. "pomieszczeniu dla VIP-ów". Osobiście bawiła mnie ta nazwa, ale jak grać to grać.
  Spojrzenia rywali wyrwały mnie z zamyślenia. To był spontan. Strzeliłem w żółtą bilę i...
Zakląłem pod nosem. Odbiła się od bok stołu.
Wydawać by się mogło, że samochód przeleciał mi obok nosa. Wiedziałem że to trochę nie fair, jednak skupiłem całą swoją siłę woli na tej małej kulce.
I udało się. Trafiła do łuzy.
Właściciel, a raczej były właściciel samochodu wytrzeszczył oczy. Uśmiechnąłem się lekko i wyjąłem papierosa.
- To... oszust! - ryknął na całe gardło i rzucił się w moją stronę.
Zanim zareagowałem, dopadli go ochroniarze. To nawet lepiej, przynajmniej Lena nie będzie robiła awantur, że znowu się poobijałem, bo miałem dziwnego pecha walczyć na raz z paroma kolesiami.
 Sędzia podał mi kluczyki od samochodu, zapisując coś na kartce.
- Stoi przed budynkiem - powiedział i odszedł.
Tego faceta słychać było jeszcze na schodach. Rozbawiony pokręciłem głową i zaciągnąłem się.
W tej samej chwili do środka wszedł Victor.  Szybkim krokiem podszedł do mnie.
- Tak myślałem, że cię tu znajdę - rzucił.
- To dobrze myślałeś - odparłem śledząc go rozbawionym wzrokiem.
- Znowu wkurwiłeś jakiegoś "cwanego milionera"?
- Wygrałem bmw e90.
- Nie wystarczy ci tych aut? - spytał rozbawiony.
- Mogę ci go dać jak chcesz - odparłem.
- Nie dzięki - przewrócił oczami po czym dodał - Jest sprawa.
- Tak myślałem - odparłem wypuszczając dym z ust.
- Diany... Nie da się odnaleźć.
Spojrzałem mu prosto w oczy.
- Da się - powiedziałem powoli - oczywiście, że się da...
- Sam Szatan się nią zainteresował - powiedział powoli.
Zignorowałem jego słowa.
- Słuchaj, jestem za nią odpowiedzialny tak? - syknąłem - To ja ją w mieszałem w tą całą sprawę.
- Miałeś rozkaz ją przyprowadzić... - powiedział cicho.
- Którego nie musiałem wcale wykonywać - szepnąłem.
- Dobrze wiesz że musiałeś - syknął.
Nastała cisza. Po chwili odezwałem się.
- Jeśli trzeba wejdę do piekła aby jej odszukać.
- Spróbuj - rzucił i minąwszy mnie ruszył do wyjścia.

http://33.media.tumblr.com/1cb085f237414184d70a6c030859e0d4/tumblr_inline_n1c7ryra2t1syhljh.gif
Ruszyłem za nim i szybko go dogoniłem.
- Dobrze wiem, że mi pomożesz - odparłem pewny siebie idąc tyłem.
- To się grubo mylisz - powiedział - Nie chcę narażać i ciebie i mnie na szybką śmierć. Piekło to nie nasz wymiar. Możemy walczyć z demonami ale na ziemi.
- W takim razie pójdę sam.
- Ani mi się waż - odparł zły.
- W takim razie choć ze mną - powiedziałem.
- Przemyślę to - uciął.
Stanąłem naprzeciwko niego i spojrzałem mu w oczy.

 https://media1.giphy.com/media/AAubthEVNZHjO/200.gif
- Nie ma czasu Victor - odparłem wyjmując peta z ust, po czym skierowałem się do samochodu. Jeśli on nie pójdzie ze mną... pójdę sam.

Od Michaela

Po wydarzeniu z Samem wróciłem do domu, otwierając drzwi wejściowe usłyszałem za sobą głos Ivy
-Michael ! jak dobrze cię widzieć - podbiegła i mnie przytuliła
-Yy.. no hej Ivy, coś się stało ?
-Nie, nie, nic, wszystko jest w porządku - pocałowała mnie w policzek i weszła do domu,.. Na prawo od drzwi frontowych była kuchnia Ivu właśnie tam była i wstawiała wodę w czajniku.
-Co się stało ? - spytałem pewien że jest coś nie tak, nie miałem siły na nowe problemy ale chciałem wiedzieć
-Przecież mówiłam że nic, chcesz kawę ?
-Mnie nie oszukasz. - powiedziałem stanowczo
Ivy seksownym krokiem podeszła do mnie i gorąco pocałowała, podniosłem ją i zabrałem do sypialni.

Potrzebowałem się wyluzować i zapomnieć o problemie z Samem
Położyłem ją na łóżku i zacząłem rozbierać, ale w tym momencie zadzwonił telefon i Ivy szybko poprawiła koszulkę. Zrezygnowany i lekko wkurzony odebrałem telefon który miałem w kieszeni. Ivy wstała z łóżka i szybko poszła do kuchni.
-Co jest ?
-Michaelu jesteś nam potrzebny
Osobą dzwoniącą był Castiel jeden z archaniołów
-Słyszałem to już, co tym razem ?
-Bóg nie daje rady, przez ciebie zbliża się apokalipsa.
-Co ?! jakiego tym razem stwora mam złapać ?
-Całe piekło
-Kpisz sobie !
-Michaelu musisz przyjść do nieba, tylko ty jesteś w stanie nam pomóc.
-Później. - rozłączyłem się i poszedłem do kuchni w której była Ivy, speszona piła herbatę.
-Coś się dzieje ? - spytała
-Mam kilka spraw do załatwienia ale to nie ważne. Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć co się stało ?Wiem że jest coś nie tak.
-Wszystko w porządku
Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Bez słowa opuściłem kuchnie i przywitałem gościa, był nim starszy facet.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry, jest Pan detektywem ?
-Tak, Michael
-Chciałem prosić Cię o pomoc
-Proszę wejść.
Zaprowadziłem go do pokoju ,,przesłuchań" Usiadłem za biurkiem.
-Jakiś czas temu moja córka Diana miała wystąpić w balecie, to była jej szansa, przygotowywała się na to bardzo długo ale nie przyszła, i dotąd jej nie ma, gdzieś zaginęła, na pewno ktoś ją porwał czy coś, ona by nie odpuściła tego występu bardzo pragnęła się wybić. Byłem na policji ale do nich mówić to jak do ściany, dużo zapłacę, proszę ją tylko odnaleźć.
-Wie Pan gdzie może być ?
-Byłem w każdym takim miejscu ale jej nie ma, może ktoś ją wywiózł ?
Może dzieje jej się krzywda ! Bardzo proszę zająć się tą sprawą. To moja wizytówka jakby Pan chciał przyjechać albo zadzwonić - podał mi kartkę z danymi
-A przed jej zniknięciem działo się coś dziwnego ? podejrzanego ?
-Hmm.. raczej nie
-Zajmę się tym, nic nie obiecuje ale postaram się.
-Dziękuje
Mężczyzna wyszedł a zaraz za nim weszła Ivy, i usiadła na kancie biurka
-Każdy ma problemy, większe lub mniejsze, i każdy potrzebuje wsparcia.
-No i ja staram się im je zapewnić a przynajmniej rozwiązać ich problemy.
-Nie masz czasami dość ?
-Może i mam ale nie ma na to czasu
-Może być kiedyś odpoczął ? wiesz jakieś wakacje czy coś ?
-Nie potrzebuje tego ale może kiedyś.
Po chwili ciszy i krótkiego zastanowienia.
-Ivy, mam jeszcze parę spraw do załatwienia, uważaj na siebie.
Zniknąłem i pojawiłem się na obrzeżu miasta przy nie małym parku, niedaleko była też plaża. Stał tam Sam, cicho spacerował, wyglądał na zamyślonego. Stałem za nim i nie wiedziałem od czego zacząć, czy w ogóle do niego zagadać.

-Sam ! - zawołałem go
Zatrzymał się
-Chcę porozmawiać, jak nie chcesz to możesz pójść dalej. - powiedziałem patrząc się na jego plecy
Odwrócił się i spojrzał mi się prosto w oczy.

-Możemy pójść w spokojniejsze miejsce ?
Tym razem też tylko kiwnął głową na tak. Idąc w ciszy przez 10 min, jeden koło drugiego poszliśmy koło mostu, tam było o wiele mniej ludzi i mniejszy hałas.
-Hem, no nie wiem od czego zacząć
-Udawałeś śmierć ? - spytał
Lekko się uśmiechnąłem
-Nie. Sam ja naprawdę umarłem

-To dlaczego jesteś tu teraz obok ?
-Jak ci powiem to nie uwierzysz
-Gadaj
-Gdy umarłem okazało się że mam jakąś moc dzięki której wsysam wszystkie paranormalne czy jakieś tam stworzenia czy ich moce, gdy byłem w niebie załatwiłem w ten sposób parę aniołów, archaniołów i prawie zabiłem Boga, i to nie sprawiło mi żadnego problemu, to było jak jedzeniu zupy takiej dość ostrej, po tym odesłali mnie do piekła a tam wessałem kilka demonów, między innymi Izaka, Abadona, Elblisa czy jak mu tam, miałem też zatargi z Szatanem i stamtąd też mnie wyrzucili i jestem tu, na ziemi wessałem jeszcze Dżina, kilka wampirów i innych ogólnie wszystkiego po trochu.
Sam spojrzał się na mnie jak na idiotę i wstał przez słowa.
-Mówiłem że mi nie uwierzysz.
-Udowodnij.
Zmieniłem oczy na czarne.
-Dlaczego nie wróciłeś do mnie ?
Zmieniłem oczy do normalnego stanu
-Bałem się że to będzie dla ciebie za duża trauma, i nie chcę na ciebie zwalać jakiś demonów czy chuj wie czego.
-Dean pamiętasz impale ?
-Jest tu ?!
Impala była moim samochodem od bardzo długiego czasu, każdą wolną chwilę w nią wkładałem, znajduje się w niej wiele sentymentów. Nie raz składałem ją od zera, gdy przeżywała wypadki. Była elementem łączącym życie Sama i moje.
Sam bez słowa poszedł gdzieś przed siebie a ja za nim. Doszliśmy do parkingu przed barem. Widząc impalę podbiegłem do niej jak dzieciak i przytuliłem się do niej.
-Przepraszam, mała. Już nigdy cię nie zostawię - powiedziałem  
-Nie tknięta, nawet jednej ryski nie ma od tamtego czasu, dbałem o nią tak jak ty. - powiedział Sam
Odwróciłem się do niego i troskliwie spojrzałem prosto w oczy.
-Tęskniłem bracie.
Podszedłem do niego i mocno go przytuliłem.

-Chciałem dobrze - powiedziałem - naprawdę tęskniłem
-Dwa lata się nie odzywałeś, mam tak po prostu ci wybaczyć ?
-Jakbyś mógł
-Też tęskniłem - odwzajemnił uścisk.
Pojechaliśmy na jakieś wzgórze z widokiem na morze i lasy. Usiedliśmy na masce Impali i jak za dawnych czasów piliśmy piwo.

 W takich momentach zgrywaliśmy sie w jedno było w tym coś wyjątkowego. Opowiedziałem mu o trochę o tym co się wydarzyło, on zrobił to samo a gdy się ściemniło i pojawiły się gwiazdy siedzieliśmy w ciszy i obserwowaliśmy niebo, rozumieliśmy się bez słów. Brakowało mi tego.

Od Diany

Mijały dni a ja cały czas byłam zamknięta w małym pomieszczeniu bez światła. Z zewnątrz docierały do mnie jęki jakiś istot? Bałam się jak nigdy przedtem jednak musiałam być silna.
Po paru dniach drzwi sie wreszcie otworzyły. Wszedł jakiś facet.. demon.  Złapał mnie za rękę i wyciągnął. Zaprowadził mnie do jakiegoś pokoju. Było w nim tylko jeden stół wraz z pasami.. taki jak w szpitalach psychiatrycznych.. oraz stół na którym leżały rożne narzędzia.
Popchnięto mnie na to łózko i zapięto pasy. Nie mogłam sie ruszać.
Do pokoju wszedł inny facet.
-Co powiedziałaś aniołom?
-Nic. -odparłam.
-Kłamiesz.
-Nie.
-Czuje twoje przyśpieszone bicie serca. Kłamiesz.
-Nic im nie powiedziałam czego by nie wiedzieli.
-Nie chcesz gadać?
Spojrzał sie na moje ręce a wtedy zrobiły sie na nich głębokie rany. Krzyknęłam.
-Może jednak zaczniesz współpracować?
-Należę do was. Wróciłam. Czego jeszcze chcecie?!
-Twojej lojalności.
-Tego nigdy nie zyskacie! Podstępem mnie tu zwabiliście. .w wasze szeregi. Po 10 latach nie będę już do was należała.
-Mylisz się.
-Nie. Po 10 latach odejdę.
-Cyrograf nie był na 10 lat.
-Co?
-Był na wieczność. Nawet po śmierci należysz do nas.
-Nie powiedzieliście mi tego! Kłamiesz! Mama by mnie nie okłamała!
-Zrobiła to.
-Nie..
Podejrzewałam ze tak było lecz.. dowiedzenie sie tego było dla mnie szokiem.


****


Po pewnym czasie znów trafiłam do tej ciasnej, ciemnej klitki. Z ran nie leciała już krew.
Mama mnie okłamała. Mówiła że chce dla mnie jak najlepiej zamiast tego sprawiła że stałam sie niewolnicą piekieł.
Nagle do głowy wpadł mi wspaniały pomysł. Demony mogą znikać pojawiać sie gdzie chcą. Są silne...
A ja staję sie powoli taka. Mozę zaryzykować i przyspieszyć proces? Wtedy bym mogła uciec. Uciekałabym całą wieczność.. Może to nie jest najlepsze wyjście ale zawsze jakieś jest.
Co jednak zrobić by tak się stało? Nie miałam pojęcia.
Dziś demony także zabrały mnie do tej dziwnej sali tortur.
-Wyjaw nam gdzie i kto przebywa z tych aniołów. Imiona i nazwiska. Bariera którą się otaczają nie pozwala nam się tego dowiedzieć
-Nie wiem.
-Kłamiesz.
Oczywiście że kłamałam. Jednak miałam trzy wyjścia.. 1.przemienić się, 2.poddać się 3.dać się zabić lub samej się zabić.
Posobiście nie podobało mi się żadne.
-Gadaj albo oberwiesz.
-Nic wam nie powiem. Nie poddam się. Tam się przekonali że potrafię być nieustępliwa.
Demon kiwnął głową do drugiego loczym wyszedł. Ten drugi podszedł do mnie z uśmiechem na twarzy który wcale nie był przyjemny...
Poerwsze uderzenia bolały jednak potem straciłam chyba czucie.. A. Kiedy zemdlałam nie czułam już nic..

piątek, 15 maja 2015

Od Ivy

  Spotkałam się z Beathe która nie dawała mi spokoju... No, nie spotkałam się z nią tylko ona przyszła do mnie do pracy. Wyglądała strasznie, miała siniaki, była blada i miała wory pod oczami. Byłam zaskoczona, ale od razu się nią zajęłam. Poszłam z nią do mojego gabinetu i zbadałam jej siniaki. Próbowałam dowiedzieć się co się stało. Ona milczała. 
-Co się dzieje? 
-Przyszłam by cię ostrzec...
-Mam to gdzieś. Ty mnie obchodzisz. Co się stało?
-Demony mnie dorwały... Byłam w piekle trzy dni...
-A anioły nic nie pomogły?
-Nie wiedziały o tym. Poza tym nic im nie mówiłam...
-Powinnaś. 
-Chodzi o to, że byłam kiedyś bliską osobą dla ciebie, chcą ze mnie wszystko wyciągnąć. Nic nie mówiłam, nic o tobie nie wiedzą... Ale chcą też odzyskać Dianę, to dziewczyna która widzi duchy...
-Aha... Powinnam..
-Nie, nie powinnaś rozmawiać z demonami. 
-W tej sytuacji nie mam wyjścia. A na razie zostaniesz na obserwacji... żebro jest złamane po prawej stronie, o tutaj... 
-Ałć.. - syknęła. - Nie mogę. Praca u aniołów jest dla mnie bardzo ważna...
-Pracoholizm także muszę wyleczyć. - szepnęłam. - Zawołam pielęgniarki i za moment tu będą. Jeśli stąd wyjdziesz sama po ciebie pójdę. Jutro sprawdzę twój stan zdrowia. 
-Czekaj! Muszę cię ostrzec... Wypuścili mnie ale... Lucyfer kazał mi przekazać ci że... jesteś w ciąży...
-Słucham?! - prawie wrzasnęłam. - jak to w CIĄŻY!?
-Urodzisz diabelskie dziecko... To nazywa się diabelskie nasienie. Nie znamy tego, nigdy nie anioły nie miały z tym do czynienia. Musisz usunąć ciążę...
-Nie wierzę w takie coś. 
-Spałaś z kimś ostatnio?
-Może... 
-Diabeł wykorzystał okazję. Diabelskie nasienie to tylko podmianka...
-Usunę to. - powiedziałam i wyszłam ze szpitala. 
  Od razu wzięłam się za to co powinnam zrobić. Jednak gdy miałam połknąć tabletkę zatrzymałam szybki ruch dłoni do ust. Spojrzałam na swoją dłoń która drżała z niewiadomego powodu. To jedyna szansa by to zabić, zatrzymać rozwój tego. 
  Łyknęłam. Poczułam ulgę, że zabiłam to coś. Jednak skoro było to diabelskie nasienie... to nie łatwo chyba je zlikwidować... przecież to z piekła. Jeśli Beathe tak powiedziała... może to jest takie proste. 
  Poszłam do domu i odczytałam wiadomość od Michaela. Tak... tamta noc była zdecydowanie tą z najlepszych. Szczerze mówiąc nie poznaję siebie gdy myślę co ja wyprawiałam tamtego wieczora i w tamtą noc.
  Wzięłam prysznic, przebrałam się i obrałam kierunek do Michaela. Było jasno, szłam przez las i zatrzymałam się. Spojrzałam w bok, czułam oddech na swoim ramieniu. Jednak gdy to uczucie zniknęło poszłam dalej nie przejmując się tym, że słyszę za sobą kroki. Ktoś łamał gałązki, stąpał głośno, jakby szedł za mną koń. Potem drzewa zaszumiały, czarne ptaki odleciały, jakby coś je przestraszyło. Spojrzałam w górę, zatrzymałam się. Wszystko ucichło, czułam się tak samotna, że miałam ciarki na plecach. Czułam się źle, moje ręce piekły mnie nieznośnie, chciałabym je wyrwać. 
  Spojrzałam w bok, tak. Stał tam mój brat. Zdziwiona, przerażona i zaskoczona jego obecnością stałam dalej w tym samym miejscu. 
-Czego chcesz?
-Zgadnij kim jestem. 
-Moim bratem? - parsknęłam.
-Lekceważysz mnie... nie podoba mi się to. Zrozum... To ja jestem Lucyfer. 
-Słucham?
-Jesteś jedną z moich diabelskich dzieci. A twój brat był tak łatwym celem że uległ mi. 
-Mój ojciec jest...
-A myślisz, że dlaczego odszedł od twojej matki? Przybrałem postać ludzką, uwiodłem twoją matkę i zabrałem się za nią od razu. Wiedziałem kto się urodzi, wiedziałem, że będziesz wyjątkowa i nie spocznę do póki cię nie dostanę do piekła. Na razie niestety nie jest to możliwe bo masz koło siebie kogoś, kto naprawdę mi przeszkadza. Jeśli ja ciebie dotknę... on mi odpłaci. Na szczeście chyba nie wie że może mi cokolwiek zrobić... 
-Ja jestem twoją córką...?
-Pierwszą córką, reszta to mężczyźni. Jednak... nie jesteś taka jaką być powinnaś. Wierzysz w Boga, to mocna wiara która mnie odpycha. Równie dobrze możesz wybrać drogę aniołów jak i demona. Kim chcesz być?
-Wybór to moja rzecz. Na razie nie jestem pewna. Dziecko usunęłam...
  Roześmiał się przeraźliwie. 
-Diabelskie nasienie w pierwszej córce diabła to naprawdę poważna sprawa. Jeśli udało ci się usunąć... to zemszczę się na twojej przyjaciółeczce. 
  Zacisnęłam zęby. 
-Dlaczego zawsze musisz czepiać się mnie?
- Bo jesteś moją jedyną córką. Pół diabłem pół aniołem. Twoje umiejętności i cała ty jesteś jedną wielką zagadką, anioły nie wiedzą o tym kim i czym jesteś, ja mam wolne pole manewru. 
  Zniknął. 
  Szybko poszłam do Michaela, starałam się o tym wszystkim zapomnieć. Udało mi się gdy zobaczyłam Micha. 

czwartek, 14 maja 2015

Od Diany

Spałam właśnie kiedy w domu zrobiło się zamieszanie. Słyszałam podniesione głosy z salonu. Ciekawość była silniejsza i zeszłam zobaczyć co się dzieje. Usiadłam na schodach tak by nikt mnie nie zobaczył.
-Przesadziły! Tak dalej nie będzie!-powiedział Cole.
-Oni wiedzą wszystko... Zrobią wszystko by dopiąć swego!-powiedziała przestraszona Lena.
-Spokojnie. Trzeba to zgłosić radzie.-powiedział jakiś chłopak.
-Oni chcą ją odzyskać.
-To jest wiadome.
Nie mogłam tak dłużej. Oni byli dla mnie mili... A tym bardziej Lena.
Zeszłam po schodach i powiedziałam.
-Oddajcie im mnie. Nic wam wtedy nie zrobią.
-To nie takie łatwe. Nie poddamy sie a już tym bardziej im ciebie nie oddamy.
-Ale wtedy będziecie bezpieczni.
Moje wątpliwości stały się jasne. Nie przystąpiłam do dobrej strony. Moja mama zamąciła mi w głowie. Zrobiłam dużo złego.
-Nigdy nie będziemy a to że im ciebie oddamy nie załatwi sprawy.
-Przemyślałam wszystko. Powiem wam wszystko co tylko chcecie wiedzieć.


****


Zwołano natychmiast radę.
-Chcieliście bym wam wszystko powiedziała. A więc powiem.
-Mów.
-Ale dajcie słowo że po tym jak wam powiem o wszystkim będę wolna.
-Nie oddamy cię demonom.
-Będę wolna albo nic się nie dowiecie.
-Dobrze. Będziesz wolna.
Usłyszałam czyjeś westchnięcie.. Nie spojrzałam się tam.. Mimo iż też czułam wszystkich oczy na sobie.
-Moim darem jest nie tylko rozmowa i widzenie duchów ale także mogę przeprowadzać ich na drugą stronę. Albo do nieba albo do piekła.
-Sama je przywołujesz?
-Tak ale także pojawiają się wbrew mojej woli.
-Dlaczego przystąpiłaś do demonów?
-Zawsze myślałam że jestem dobra... Jednak moim przeznaczeniem jest bycie po złej stronie.
-Wytłumacz nam to.
-Moja matka..
Poczułam ból w głowie a był tak silny że aż nie dokończyłam wypowiedzi. Ktoś się do mojej głowy dostał. Ktoś nie z tego pomieszczenia.. Ktoś zły.
Poczułam że moje ciało nie należy już do mnie
-Nie należy do was. Ona nie jest waszą zabawką.-wydobyło się z mych ust lecz ja tego nie mówiłam.
-Kim jesteś?
-Waszym największym koszmarem.
Znikłam....


*****


Pojawiłam się w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Wiedziałam gdzie jestem. Powiedziałam co miałam i stałam się wolna. Wtedy diabeł przejął moje ciało bo już nie odpierałam nikogo ataków. Porwał mnie do swojej siedziby. Teraz przynajmniej przeze mnie nic nie stanie sie aniołom. A ja podpisałam cyrograf... Byłam własnością piekieł. Myślałam że spotkam jeszcze tatę... Ale tego najwyraźniej nie doczekam sie. Przy pierwszej okazji postaram sie zniszczyć plany demonów. Jednak wiedziałam co się stanie w trakcie tego albo zaraz po tym. Było to pewne.
Zginę...

Od Leny

- Spędzamy ostatnio coraz mniej czasu... - mruknął zrezygnowany Matt.
Nie odzywałam się. Patrzyłam w okno z założonymi rękami.
- Będziesz mi robił teraz problemy tak jak o Ivy kiedyś? -warknęłam. Widząc jego reakcję, odrobinę się zmieszałam. Nie powinnam być tak ostra.
Mój c h ł o p a k, jednak nie pozostawał mi dłużny.
- Postanowiłaś się zabawić w nianię, dobrą przyjaciółkę i wzorową Nefelim. Fajnie. Tylko gdzie ja?
Nic nie odpowiedziałam.
Nie potrafiłam.
Nie mogłam...
Cisza się przedłużała. Na język cisnęły mi się słowa, które na pewno bardzo zraniły by Matt'a.
Wyjrzałam przez okno. Las. Piękny, wielki, stary las. Lubiłam przychodzić do Matthew'a. Siedzieć z nim na werandzie i obserwować widoki. Czasem razem biegaliśmy po lesie...
Dziś też tak mogło być. Moglibyśmy cieszyć się chwilami, których ostatnio mieliśmy coraz mniej...
Ale nie. No bo po co? Matt musiał wyjechać z tekstem, że go "zaniedbuje".
- Odpowiesz coś? - wyrwał mnie z zamyślenia, a ja odwróciłam się.
- Nie mam już ochoty dziś z tobą rozmawiać - ucięłam stanowczym tonem, jak nigdy. Chyba go lekko zaskoczyło. Ruszyłam w kierunku drzwi nie zaszczycając go wzrokiem.
  Gdy zeszłam z drewnianych schodów, słońce już zachodziło. Mimo że zaczęło się ściemniać, postanowiłam iść spokojnie najdłuższą drogą przez las. Potrzebowałam wytchnienia.
Nasunęłam kaptur na głowę i szybkim krokiem weszłam między drzewa. Czułam na sobie wzrok Matta. Wiedziałam, że stoi na schodach, jednak teraz...? Nic mnie to nie interesowało.
Byłam ciekawa co słychać u Diany. Miałam nadzieję, że nie zdążyła uciec np. wyskakując przez okno.
Próbowałam zadzwonić do Cole'a, jednak nie odbierał. Pewnie znów grał w ten swój cały bilard i bawił się kosztem niewinnych dziewczyn, którym wpadł w oko.
Kochałam swojego brata, jednak musiałam przyznać, że serce miał z kamienia. Stopniało lekko tylko raz, dla pewnej dziewczyny...
A po jej śmierci znów skamieniało, wydawać by się mogło... na zawsze...
Jednak ja - jako wieczna optymistka - wierzyłam, że mój brat jeszcze zakocha się w niejednej.
"Próżne nadzieje" - szepnął mi jakiś natrętny głos z tylu głowy, jednak zignorowałam to.
 Nawet nie zauważyłam, że całkiem się ściemniło, gdy przeszłam ledwo połowę głowi. Postanowiłam przyspieszyć i w tej właśnie chwili zauważyłam szelest między krzakami.
- Co jest? - mruknęłam do siebie i odwróciłam się.

http://33.media.tumblr.com/35340a184cb148f62eabe437698d3536/tumblr_mggzap09s81s03bwio1_500.gif
 Nagle ziemia zadrżała pod moimi stopami. W pierwszym odruchu odskoczyłam gwałtownie, jednak zaraz natychmiast się opanowałam.
Tak jak mnie uczono przez wiele lat, błyskawicznie wyjęłam dobrze naostrzony miecz ze sakwy.
- Kto tu jest? - krzyknęłam, a parę kruków zerwało się z koron drzew.
Odpowiedziała mi cisza.
I wtedy właśnie zauważyłam dziwne znaki tworzące się na suchej, spalonej zapewne przez pożar, ziemi.
W pierwszej chwili nie wiedziałam o co chodzi.
Dopiero później zorientowałam się, że jest to zdanie.
Przeraziłam się, gdy zobaczyłam, że wszystkie litery w blasku księżyca wyglądają jak napisane z krwi...
Jednak najgorsze było zdanie, które odczytałam.
"Oddajcie Nam Dianę, przeklęte Nefelim. Albowiem jeżeli tego nie zrobicie, poniesiecie surową karę".
Niewiele myśląc zaczęłam biec.
Każdemu kolejnemu krokowi towarzyszyło przeraźliwe krakanie ptaków i wspomnienie groźby namalowanej czyjąś krwią. 

Od Diany

Nastał wieczór. Cały ten czas spędziłam w pokoju który obecnie należał do mnie. Jednak miałam nadzieje że nie bedzie to trwało długo. Otworzyłam szafę... Lena mówiła że wszystko co jest w tym pokoju jest moje. Wyjęłam jeden ręcznik i znalazłam jakaś piżamę (koszulka i spodenki). Wyszłam z pokoju i spojrzałam na korytarz. Nikogo nie było. Na mój pech łazienka była po drugiej stronie korytarza. Szybko poszłam w jej stronę. Nie chciałam sie na nikogo natknąć.
Na szczęście łazienka była pusta. Weszłam i zamknęłam drzwi. Położyłam rzeczy na pralce i spojrzałam sie w lusterko. Strasznie się zmieniłam. Moja twarz była jeszcze szczuplejsza niż przed porwaniem. Nic dziwnego. Od prawie 3 tygodni nie jadłam za wiele a można powiedzieć że to co podjadałam to tak na prawdę nic.
Rozebrałam sie i weszłam p d prysznic.
Po umyciu sie wytarłam włosy i założyłam piżamę. Była trochę za duża. Był to rozmiar M a ja nosiłam S a nawet ona czasem była za luźna. Jednak nie narzekałam.
Wyszłam z łazienki i ostrożnie przedostałam sie do pokoju. Kiedy już miałam otwierać drzwi poczułam zapach.. jajecznicy. Mój brzuch dał o sobie znać. Cholera. Weszłam do pokoju i usiadłam na łóżku.
Po paru minutach ktoś zapukał do drzwi.
-Diana to ja Lena. Mogę wejść? -usłyszałam.
Niechętnie powiedziałam.
-Tak.
Dziewczyna weszła do pokoju a ku mojemu zaskoczeniu niosła dwa talerze z jajecznicą.
-Przyniosłam ci kolację i jak pozwolisz to zjem swoja z tobą co ty na to?
-Nie jestem głodna ale ty możesz zjeść. -odparłam cicho.
Dziewczyna usiadła na łóżku obok mnie.
-Trzymaj i nie marudź. Głodzili cię tam?
-Nie. Nie byłam głodna.
-Strajk głodowy? Nie za dobrze. Wcinaj. Posmakuje ci.
-Nie jestem głodna.-odparłam a mój brzuch mnie wydał.
-Ty może nie ale twój żołądek domaga sie jedzenia. -zaśmiała sie.
Westchnęłam i wzięłam talerz.
-Nie martw si. Nie jest zatrute. A nawet gdyby to mamy w domu paru facetów którzy zawsze mogą pobawić sie w księcia ratującego królewnę śnieżkę. -zaśmiała sie.
-Dziękuję.-odparłam.
-Nie masz za co. Powiedz mi trochę o sobie.
-Wiecie podobno wszystko o mnie.
Zaczęłam jeść i ona także.
-Nie chcę wiedzieć nic o demonach, twoim darze i tak dalej. Chcę wiedzieć o tobie. Czym sie interesujesz? Możesz mi powiedzieć.
-Mówiłam ze wam nic nie powiem.
-Słuchaj możesz mi zaufać tak samo jak mojemu bratu czy reszcie. Krzywdy ci nie zrobimy a ja bez żadnych podstępów tu przyszłam. Po prostu chcę cie poznać.
-No nie wiem..
-Mów. Śmiało.
-A wiec czym sie interesuję?
-Tak.
-Hmm.. tańcem. A dokładnie baletem.
-O to fajnie! Długo tańczysz?
-Odkąd umiem chodzić.
-Jesteś dobra w tym? Przepraszam nie chce byś mnie źle zrozumiała.. chodzi mi o to czy występujesz gdzieś i takie tam.
-Ostatnio miałam występ z "Jeziora łabędziego".. był bardzo ważny.
-Jak ci poszedł? Pewnie byłaś najlepsza.
-Ni jak mi poszedł.
-Nie rozumiem. Nie było chyba źle.
-Nie było wcale.
-Nie poszłaś?
-Miałam iść. Wszystko było przygotowane.
-To dlaczego nie poszłaś?
-Dzień przed zostałam porwana.
-Oo...-chyba sie speszyła. -Przykro mi.
-Mi też. to była moja okazja no ale cóż.. teraz przynajmniej będę miała więcej czasu jak już nie będę tańczyć.
-Dlaczego? Zostawiasz swoja pasje dlatego ze nie byłaś na jednym występie?
-Nie rozumiesz. Na tym występie miał być ważny facet. Liczyłam ze zainteresuje go i dostane sie do dobrej szkoły baletowej. Ale koniec smutków. I tak pewnie nie wyjdę na wolność.
-E tam.. po prostu zacznij współpracować.
-Jak nie daliście mi powodu bym to robiła. Nawet nie wiem kim jesteście.
-Wierzysz w Boga?
-Skoro jest Diabeł to dlaczego Boga miałoby nie być?
-No właśnie.. a w anioły wierzysz?
-Są demony to dlaczego miało by nie był aniołów?-powiedziałam ponownie.
-No to my jesteśmy aniołami .To znaczy to jest bardziej skomplikowane ale chyba nie muszę cie w to zagłębiać jak sie dzieli anioły?
-Niee..... a... skoro nimi jesteście to dlaczego nie macie skrzydeł? -zapytałam a ona zaczęła sie śmiać.
-Tacy jesteśmy. To my jesteśmy po stronie dobra a demony i tak dalej są złe. Dlatego nie rozumiem dlaczego do nich dołączyłaś.
Nic nie odpowiedziałam. Obiecałam przecież że nic nie powiem.
-Miałam swoje powody.-odparłam tylko.
-No dobrze. Mozę kiedyś nam o nich powiesz.
-Wątpię.
-Nie byłabym taka pewna. Ale nie meczę cie dalej. Uciekam i dobranoc!
Wyszła a ja położyłam sie. Wątpliwości nadal nie znikały a były nawet coraz większe. Może powinnam zacząć z nimi współpracować? Może wtedy wróciłabym do domu?
Zasnęłam...


****


Rano w domu było bardzo cicho. Wstałam po 9. Podeszłam do okna. Nie mogłam nacieszyć sie widokiem nieba. Wtedy zobaczyłam przy drzewach psa. Białego psa podobnego do wilka.



Patrzył sie prosto na mnie. Nie wiedziałam o co mu chodziło.
Kiedy nagle drzwi od domu sie otworzyły spojrzałam sie na osobę która wychodziła. Byli to chłopaki a w tym Cole. Spojrzałam siew stronę drzew lecz nie zobaczyłam już psa. Pewnie uciekł.
Chłopaki gdzieś pojechali.
Ubrałam się i ogarnęłam włosy po czym zeszłam po cichu na duł. W salonie i kuchni nikogo nie było. Skierowałam sie w stronę drzwi frontowych lecz kiedy tylko dotknęłam klamki poczułam nieprzyjemne uczucie a drzwi nie mogłam otworzyć. Super.. zaczarowali dom bym nie wyszła? Ucieczka nie wchodzi w plan jak na razie.
Weszłam o salonu. Zobaczyłam stare pianino. Usiadłam na krzesełku i zaczęłam grac.




Po chwili przestałam i usiadłam na kanapie. Włączyłam TV. Mozę dowiem sie co sie dzieje na świecie.
Wiadomości przykuły moja uwagę. Mówiono o mnie.

"Trzy tygodnie temu zaginęła Diana Sciorra córka sędzi Roberta Sciorra. Los dziewczyny jest dotychczas nieznany. Ojciec Diany prosi porywaczy o kontakt. Mówi że zapłaci każdą cenę by tylko jego córka wróciła cała do domu. Każdy kto widział dziewczyne proszony jest o dostarczenie tej informacji...."
Podano moje zdjęcie.



Pamiętałam kiedy je zrobiono. Było ono zrobione w wakacje w Hiszpanii. Byłam tam z tatą na 2 tygodnie. Były to niezapomniane chwile. Nigdy nie spędziłam z nim aż tyle czasu.
Tata nadal nie stracił nadziei.. nie powinnam sie dziwić. Byłam i jestem jego oczkiem w głowie. Nie podda sie dopóki nie znajdzie chociażby mojego ciała a wtedy nie podda sie dopóki nie znajdzie oprawców. Miałam ochotę płakać. Było mi go szkoda. A to ja zgotowałam mu takie przeżycia. Ale wydostane się stąd jeszcze. Wrócę do domu i znów będzie dobrze.

wtorek, 12 maja 2015

Od Michaela

Nastał ranek, za oknem słychać było ptaki, słońce padało prosto przez okno i
świeciło na łóżko, obok mnie leżała Ivy. Cały przebieg wieczoru pamiętam bez
problemu chodź też nie mało wypiłem. Pamiętałem całą namiętną noc z Ivy, mam
nadzieje że ona też co nieco pamięta w końcu aż tak bardzo się nie narąbała.
Gdy ja wstałem ona jeszcze spała. Zrobiłem śniadanie dla niej i dla siebie. Miała
wyjątkowo twardy sen. Gdy jadłem przyszedł do mnie sms.
-I jak misia z Marry Blood ?
-HAHA nie wierzę, mobilny archanioł ?
-Dziś wykonaj zadanie inaczej Sam zginie.
-Wal się
-23:59
Rzuciłem telefon na drugi koniec stołu i nie kończąc śniadania ubrałem się i
prze-teleportowałem się do Meksyku gdzie w mieście Ocosingo miałem znaleźć nie
jaką Marry. Zanim zacząłem poszukiwania napisałem sms do Ivy. ,,Hej, jak tam po
nocy ? Zrobiłem śniadanie jak chcesz to zostań u mnie"
Był problem ze znalezieniem Marry, miasto było spore a nawiedzonych domów wcale nie mało. Wszedłem do kawiarenki na rogu z nadzieją że ktoś mnie nakieruje.
-Jedną.. - w trakcje zamawiania dostrzegłem samotnie siedzącą dziewczynę - dwie kawy, tam do tego stolika - wskazałem
Bez słowa usiadłem na przeciwko ciemnowłosej.
-Hej mała
-Mała jest twoja pała ja mogę być najwyżej niska
-auć, zabolało
-Miało
-Lubisz kawę ?
-Lubisz się obijać ?
-Co ?
Dziewczyna stanowczo oparła jeden łokieć o stół  i wskazując palcem na mnie mówiła.
-Jestem Kim i wiem co chcesz i czego szukasz, jestem po to żeby ci pomóc.
-A więc powiedz co chcę wiedzieć
-Jak ci powiem będziesz chciał działać na własną rękę, zaprowadzę cię i zajmiemy się tą krwawą sprawą razem.
-Jak mam ci ufać ?
-Nie masz wyjścia
Kim wstała i poszła do drzwi, ja nie czekając na zamówienie podążyłem za nią.
-Jakbyś mi powiedziała poszło by szybciej a mi zależy na czasie.
-Zdążymy
Wsiedliśmy do jej auta i w milczeniu dojechaliśmy pod jeden z domów na osiedlu.
-To tu ?
-Tak.Jakiś czas temu mieszkała tu spokojna rodzina, no wiesz rodzice i trójka dzieci, do momentu gdy młodzi wpadli na zabawę w wywoływanie Marry, niedługo po tym wszyscy zginęli.
-Nie obchodzi mnie kto, co, kiedy, chcę ją tylko zapuszkować i mieć problem z głowy.
Kim spojrzała się na mnie z pogardą i wyszła z auta, ja też.
-Masz pomysł jak ją przymknąć ? -spytałem
-Gdy zobaczysz ją w lustrze musisz je zbić.
-Nie wydaje się trudne
-Zginiesz gdy tylko spojrzysz na jej twarz
-Uwierz tak wstrętnej gęby nie chcę oglądać.
Staliśmy już pod drzwiami mieszkania, wydawało się wszystko normalne ale gdy tylko Kim otworzyła drzwi wiedziałem że Marry tu jest i nas obserwuje.
-To zaczynamy zabawę - powiedziała Kim
Chodząc po mieszkaniu ustaliłem lokalizacje wszystkich luster, było ich nie mało praktycznie w każdym pomieszczeniu jakieś było.
-To jak ją zwabimy ?
-Nie wiem - odparła
Dochodziła godzina 15 a my już od pół godziny nie mogliśmy jej dostrzec, wiedziała po co przyszliśmy.
Stanąłem przed lustrem w łazience i powiedziałem
-Krwawa Marry, Krwawa Marry, Krwawa Marry. Wyłaź suko, miejmy to już z głowy.
Do łazienki weszła Kim
-I jak ?
-Nic, uparta jest.
-Myślałam że będzie więcej się działo, każdy kto tu wchodził widział ją w przeciągu 5 min.
-Boi się mnie - powiedziałem z nutką żartu
-A tak w ogóle jak masz na imię ?
-Nie wiesz? Myślałem że jeśli wiesz po co przyszedłem  to też wiesz że mam na imię Michael
-Sprawę z Marry śledzę już dłuższy czas, sporo ludzi który usłyszeli tą historię przyjeżdża tu z myślą że rozprawią się ze swoim koszmarem czy coś, wyglądałeś jak jeden z nich, widać był że potrzebujesz informacji a przeczucie mi mówiło że chodzi o Marry.
-Głupio by wyszło jakby mi nie chodziło o Marry a naprzykrzał o ubikacje - zażartowałem
-Może i masz rację, ale zaryzykowałam
Nagle kantem oka zauważyłem w lustrze ponurą postać Marry.
-Jestem - powiedziała Marry jakby dławiąc się krwią
-Zgiń !
Kim rzuciła się na lustro z małym młotkiem do rozbijania szyb w np:  autobusach
-Pudło-głos dobiegał z korytarza
Pobiegliśmy w jego stronę ale wielkie lustro na ścianie było puste. Uchyliłem drzwi do pokoju obok aby zerknąć na małe lusterko przy łóżku ale tam też było pusto, wziąłem je ze sobą i wróciłem na korytarza.
-Może zbierzmy wszystkie lustra do jednego pokoju ? - spojrzałem  się na Kim za którą stało duże lustro.
-Wtedy miała by przewagę, większe pole manewru.
Nagle zauważyłem że w cieniu szafy w odbiciu na lustrze za Kim, czai się Marry. Odbiłem jej odbicie w małym lustrze i natychmiast je zbiłem. Nie zdążył bym dolecieć do dużego.
-Udało się ?- spytałem patrząc się na odłamki
-Nie wiem, nie wpadłabym na pomysł z odbiciem odbicia.
-Jak się dowiemy ?
-Zostańmy tu jakiś czas i próbujmy ją odszukać.
-Ewrr, nudy, ale dobra lepiej się upewnić
Byliśmy razem w tym mieszkaniu do godziny 22, po Marry ani śladu. Przez ten czas spędzony razem zdążyliśmy się trochę poznać. Kim prócz niewiarygodnej urody i zadziornego charakteru nie różniła się niczym od normalnych ludzi.
-Dobra chyba to na tyle - powiedziała idąc do drzwi - powieść cię gdzieś ?
-Nie dzięki - puściłem jej oczko i zaraz po tym znikła za drzwiami. Prze teleportowałem się pod swój dom i miałem już otwierać drzwi ale poczułem że Sam jest w tarapatach. Co jest? przecież pozbyłem się Marry.
Wsiadłem do auta i pojechałem na miasto zza tropem Sama, było ciemno lampy uliczne już powoli gasły. Coś kuło mnie w brzuch od jakiegoś czasu teraz postanowiłem sprawdzić co to takiego ale nadal jeździłem. Tym czymś okazał sie kawałek szkła ze zbitego lusterka, zauważyłem w nim odbicie Marry, zbiłem odruchowo kawałek i w ostatniej chwili zahamowałem bo na ulicę wybiegł mi jakiś chłopak, przewróciłem go tylko. Wyszedłem z auta zobaczyć czy jest cały.
-Żyjesz ?
-Tak, ale będzie siniak - powiedział poszkodowany
Wstał.Był to Sam
-Dean ? - mocno zszokowany Sam patrzył sie na mnie
Nie odpowiedziałem, uśmiechnąłem się tylko.

-Dean! - krzyknął szczęśliwy -Dean ! - krzyknął wkurzony, minął mnie i poszedł przed siebie.