"Jest na świecie taki rodzaj smutku, którego nie można wyrazić łzami. Nie można go nikomu wytłumaczyć. Nie mogąc przybrać żadnego kształtu, osiada ciasno na dnie serca jak śnieg podczas bezwietrznej nocy,,
Maska karego auta zrobiła się ciepła w miejscu gdzie siedziałem, lakier połyskiwał w świetle fajek czarnych camel.Miasto rozciągające się na horyzącie, ozdobione światłami mieszkań i lamp ulicznych wyglądało niesamowicie, lubię ten widok, przypomina mi o sile niszczycielskiej ludzi, może i jedna jednostka nie zdziała wiele ale już miliony potrafią zniszczyć cały świat, trochę jak choroba rozprzestrzeniająca się w organizmie. A ja? Byłem jedną z tych mrówek, żyłem i umarłem niestety na tym się nie skończyła moja rola na świecie, nie chciałem tego, to poprostu samo się robiło, byłem przestraszony małym człowieczkiem który nie może pojąć iż stał się kimś więcej. Ja jeden mogę zniszczyć świat ale mogę go też uratować, to trochę za wiele
na psychikę kogoś kto ma korzenie w zwykłym ludzkim ciele, i to jest właśnie moja słabość. Niszczyć świat? Nie widzę w tym sensu, przecież jest piękny, ratować? a jak nie to coś się stanie? Czy ode mnie zależy co dalej będzie z tym wszystkim? Od tego jest Bóg. Żyłem nie najgorzej, spróbowałem wielu przyjemności
jak i bólów. Zrobiłem chyba wszystko co mogłem, przeżyłem swoje życie jak najlepiej. Ostatnimi czasy miałem jeszcze iskrę sensu istnienia dzięki Ivy ale ona znikła, wydałem się dla niej zbyt dziwny? Pewne jest to ze uciekła ode mnie, nie będę jej szukał na sile. Szczerze to mój problem jest tylko taki ze chciałbym umrzeć ale tak na dobre ale nie mogę, błąkam się po światach jak ta zagubiona dusza. Chciałbym już odpocząć, porzucić ten wieczny mętlik w głowie, czy to depresja? Nie powiedziałbym to po prostu błaganie o chwilę otuchy, szkoda ze wszystko nie może wrócić do normy. Hmm może i jeszcze chciałbym pożyć, w końcu nie wielu zdarza się zmartwychwstanie ale żyć tak już na normalnie, bez wiecznego otępienia, zacząłem palić, wmawiałem sobie ze to mi pomaga ale, kogo ja będę oszukiwał, to robi we mnie jeszcze większe zamieszanie. Nie chce być nieśmiertelny, chce umrzeć lub żyć po staremu. Tęsknię za przeszłością.
-A tak w ogóle od kiedy palisz? - Spytał Sam odkładać piwo na bok
-od tygodnia. Ale już nie pale już z tym koniec. A ty?
-Od twojej śmierci, wszystko zaczęło mi się burzyć i tak jakoś wyszło.
- nie ma to jak szukać wsparcia w fajkach, rzuć to już żyje.
-Teraz już nie mogę, a chciałbym.
-No to jesteś w klatce zbudowanej z tytoniu. Opłaca ci się to? Sam się ograniczasz.
-Oj nie marudź, na coś trzeba umrzeć.
-No może, może i masz rację
-Co ty się taki cichy zrobiłeś?
-Bo jeszcze wystarczająco nie wypiłem - zaśmiałem się próbując zakryć moje rozkminy.
-To trzy mjej kolejne !
Sam schylił się w przeciwną stronę od mojej i sięgnął po piwo które potem mi dał.
Kontem oka zauważyłem sylwetkę anioła między drzwiami. Chciałem się na czymś wyładować.
-Sam ja zaraz przyje.
Gdy Zszedłem z maski auta ono trochę się uniosło. Szedłem pewnym krokiem patrząc sie przed siebie, w trakcję przeładowałem broń która noszę na specjalne okazje.
Parę metrów spaceru w głąb lasu znalazłem swój cel, Castiel stał z rozłożonymi skrzydłami i nie spuszczał mnie z oczu. Bez słowa wystrzeliłem w jego głowę 3 kule.
Przeleciały przez niego jakby przez mgle.
-To jest bez celowe - powiedział opanowany głosem
-Wiem. - Schowałem broń - ale potrzebowałem tego. Czego chcesz? -Chcemy nauczyć cie zamykać portale piekielne
-A ja chcę odpocząć, spierdalaj, może innym razem
Odwróciłem się i ruszyłem w stronę Sama. Pewnie po głosie wystrzałów niedługo tu przyjdzie.
-Michaelu, jesteś zbawiony i wyjątkowy powinieneś przestać zachowywać się jak dziecko i współpracować.
-Nie prosiłem się o to.
Sam pojawił się między drzewami i Castiel zniknął.
-Coś się stało? !
-Wszystko po staremu
-Jakbyś teraz umarł nie wiem czy dałbym sobie radę z tym drugi raz.
Tymi słowami Sam mnie wielce zdołował. Ale jak już raz sobie z tym poradził drugi raz też by dał radę, on mnie nie potrzebuje. Nie chętnie bym go zostawił ale wole śmierć.
..
Z samego ranka gdy Sam jeszcze spał, ogarnąłem się i zająłem się remontem impali.
" Żadna noc nie może być aż tak czarna, żeby nigdzie nie można było odszukać choć jednej gwiazdy. Pustynia też nie może być aż tak beznadziejna, żeby nie można było odkryć oazy. Pogódź się z życiem, takim jakie ono jest. Zawsze gdzieś czeka jakaś mała radość. Istnieją kwiaty, które kwitną nawet w zimie.,,

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz