niedziela, 17 maja 2015

Od Ivy

  Spojrzałam mu w oczy i obejrzałam się. Znów popatrzyłam na Michaela i przewróciłam oczami, on zaś zrobił minę zbitego psa. 
-Pracuję...
-Można zawsze zauroczyć panią dyrektor, ordynatora...
-Chcesz zauroczyć ordynatora? - parsknęłam. - Pracuję. Idź sobie. 
-Mam klęknąć? 
-Mich...
  On ku mojemu zdziwieniu klęknął. 
-Bogini moja...
-Dobra wstań...
-Ale sama mówiłaś...
-Wstań! 
  Ludzie patrzyli się na nas dziwacznie, a ja nadal nie wiedziałam co zrobić. Zacisnęłam zęby i spojrzałam się na niego zła. 
-Dobra... kończę pracę za pół godziny...
-Chodź. I tak przez te pół godziny nic nie będziesz robić. 
-Ale mam dyżur. 
-Nie prawda, nie masz. Twój grafik mówi co innego.
-To szpital, zawsze coś może się zmienić.
-To NAJLEPSZY szpital w San Francisco, daj spokój. 
  Zniknął, a po chwili pojawił się przede mną. 
-Załatwione. Chodź. 
  Siedziałam w jego samochodzie i przypomniałam sobie o Dianie. Miałam się nią opiekować a potem zwrócić do piekieł. Musiałam mieć na nią oko w innym wypadku zemści się na mnie Lucyfer. Słowo mój ojciec nie przechodziło mi łatwo przez gardło. 
-Zawieź mnie na chwile do domu. Mojego domu. 
-No dobra, a powiesz mi czemu dzisiaj rano mnie nie wpuściłaś?
-Po prostu nie. Powiem ci... MOŻE... dzisiaj na kolacji.
  Weszłam do domu a tam pustka. Zdenerwowana spojrzałam na Michaela. 
-Co jest?
-Zniknęła. 
-Kto?
-Diana!
-Czekaj, czekaj... słyszałem o niej...
-Wszyscy o niej słyszeli. Miałam ją pilnować...
-Kto ci kazał?
  Przemilczałam odpowiedź. Myślałam gdzie może być. Przecież nie mogę jej tak puścić! 
-Chodź ze mną..
-Co? Jak? Gdzie?
-Złap mnie za rękę. 
  Przeniosłam się za jej umysłem. Byłam w jej pokoju. Siedziała z tatą na dole. Poprosiłam Michaela żeby przywołał ją tutaj, ja tego nie potrafiłam. 
-Wytłumaczę ci potem... - szepnęłam.
  Diana weszła do pokoju, zamknęłam drzwi na klucz i spojrzałam się na Dianę wściekła. 
-Co tu robisz?! - pisnęła.
-Miałaś się nie ruszać z domu.
-Nie chciałam tam być! Chciałam do ojca!
-Gdybym chciała zostałabyś tam i umierała. Naprawdę nie chcę by stało ci się coś złego ale lepiej myśleć jak widzę tylko o sobie. 
-Kto to? - spytała patrząc na Michaela.
-Ktoś kto nic a nic nie wie o tym co się tu odpieprza. 
-Słuchaj, jeśli ciebie nie dostarczę do piekła to ja będę miała przechlapane. 
-Nie obchodzi mnie to! 
-Dobra. Więc nie obchodzi mnie to co się z tobą stanie.
  Przeniosłam nas do piekła. Zostawiłam po drugiej stronie Michaela. 
-Szybka akcja. - mówię do Diany. - Albo idziesz tam sama, albo wysyłam cię do aniołów. Wtedy demony same po ciebie przyjdą.
-Kim ty jesteś?Nie chcę tu być!
-Ja też nie chcę żebyś tu była i cierpiała. Ale wystawiłaś moje zaufanie za drzwi. Nie zaufam ci kolejny raz. Ja chcę mieć normalne życie...
-Ja też chcę takie mieć! Nikt mi nie pozwala robić tego co mi się podoba, chcę do taty, chcę mieć życie takie jakie miałam...
-Będziesz je mieć jeśli choć trochę ci zależy na tym żeby nic się nie stało komuś, komu na tobie zależy. 
-Mówisz o sobie? Czemu mam ci ufać?
-Bo nie mam powodów by cię zabijać i by cię ranić. Chcę bym ja miała normalne życie ale nie jestem w stanie go mieć. Wiesz kim jestem? To ja przepuszczam do tego świata demony i duchy. Gdyby nie ja to duchów byś nie widziała. Miałabyś życie idealne... Ale ja jestem winna temu co się stało w twoim życiu, gdyby nie ja duchów byś nie widziała i demony by nawet nie wiedziały że istniejesz... Dlatego kiedy uda mi się jakoś zapanować nad swoim darem... to wszystko jakoś się powinno naprawić, anioły same zadziałają... Na razie jesteś bezpieczna, po prostu bałam się, że u ojca nie będziesz bezpieczna. 
-Po prostu daj mi tam być... jeszcze trochę... proszę. 
-Dobrze... Ale uważaj na siebie, dobrze? 
  Kiwnęła głową i podziękowała mi. Teleportowałam się do Michaela. 
-Idziemy? - spytałam kierując się w stronę restauracji. 
-Czekaj. - zatrzymał mnie. - Powiedz mi teraz co się dzieje. To ta Diana, tak?
-Tak... 
-Co sie dzieje w twoim życiu...?
  Spuściłam wzrok i westchnęłam.
-Jestem córką diabła, samego Lucyfera... pierwszą córką... 
-S...Słucham?!
-Nie wiedziałam tego... Ale jestem córką diabła, jestem pół demonem pół diabłem, nie demonem... a DIABŁEM. Nie wiem czy to źle, nie wiem czy to źle być tym kim jestem... Byłam w piekle,rozmawiałam z Lucyferem... Zaufał mi ale jeśli zawiodę... zniszczy mnie. Jeśli Diana styknie się z jakimś aniołem to w sekundzie znajdzie się u Lucyfera... 
-Czemu nic mi nie mówiłaś?
-Masz swoje sprawy na głowie. - spojrzałam się na niego. - Nie chcę Ci dokładać swoich. 
-Nie dokładasz. Jesteś ważna dla mnie... Pomógł bym...
-Nie możesz teraz pomóc. Jeśli archanioły dowiedzą się kim jestem będą chcieli mnie unicestwić albo... zapobiec przepuszczaniu demonów, duchów i innych stworzeń do tego świata.
-Masz racje... ale nie pozwolę żeby cokolwiek ci zrobili. Na razie anioły i archanioły nic nie wiedzą że istniejesz...
-Rzecz w tym... że boję się o to, że jeśli nie anioły to demony mnie dopadną... a ja chcę mieć normalne życie... w miarę... 
-Może powinienem...
-Nie. - przerwałam mu. - Nie chcę żebyś się usuwał z mojego życia. Kiedy się pojawiłeś wszystko się polepszyło... jest dobrze tak jak jest. Nie mogę się pakować do piekła już więcej... muszę unikać demonów, diabła i aniołów... wieść normalne życie ze świadomością kim jestem i co mogę robić jako pół diabeł pół anioł... Jeśli mnie nie zabiją to zamkną gdzieś a tam nie będzie ciebie... tego co lubię robić... widziałam co tam się dzieje, nie chcę tam wracać...
-Jesteś ze mną bezpieczna. - szepnął i mnie pocałował.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz