wtorek, 12 maja 2015

Od Michaela

Nastał ranek, za oknem słychać było ptaki, słońce padało prosto przez okno i
świeciło na łóżko, obok mnie leżała Ivy. Cały przebieg wieczoru pamiętam bez
problemu chodź też nie mało wypiłem. Pamiętałem całą namiętną noc z Ivy, mam
nadzieje że ona też co nieco pamięta w końcu aż tak bardzo się nie narąbała.
Gdy ja wstałem ona jeszcze spała. Zrobiłem śniadanie dla niej i dla siebie. Miała
wyjątkowo twardy sen. Gdy jadłem przyszedł do mnie sms.
-I jak misia z Marry Blood ?
-HAHA nie wierzę, mobilny archanioł ?
-Dziś wykonaj zadanie inaczej Sam zginie.
-Wal się
-23:59
Rzuciłem telefon na drugi koniec stołu i nie kończąc śniadania ubrałem się i
prze-teleportowałem się do Meksyku gdzie w mieście Ocosingo miałem znaleźć nie
jaką Marry. Zanim zacząłem poszukiwania napisałem sms do Ivy. ,,Hej, jak tam po
nocy ? Zrobiłem śniadanie jak chcesz to zostań u mnie"
Był problem ze znalezieniem Marry, miasto było spore a nawiedzonych domów wcale nie mało. Wszedłem do kawiarenki na rogu z nadzieją że ktoś mnie nakieruje.
-Jedną.. - w trakcje zamawiania dostrzegłem samotnie siedzącą dziewczynę - dwie kawy, tam do tego stolika - wskazałem
Bez słowa usiadłem na przeciwko ciemnowłosej.
-Hej mała
-Mała jest twoja pała ja mogę być najwyżej niska
-auć, zabolało
-Miało
-Lubisz kawę ?
-Lubisz się obijać ?
-Co ?
Dziewczyna stanowczo oparła jeden łokieć o stół  i wskazując palcem na mnie mówiła.
-Jestem Kim i wiem co chcesz i czego szukasz, jestem po to żeby ci pomóc.
-A więc powiedz co chcę wiedzieć
-Jak ci powiem będziesz chciał działać na własną rękę, zaprowadzę cię i zajmiemy się tą krwawą sprawą razem.
-Jak mam ci ufać ?
-Nie masz wyjścia
Kim wstała i poszła do drzwi, ja nie czekając na zamówienie podążyłem za nią.
-Jakbyś mi powiedziała poszło by szybciej a mi zależy na czasie.
-Zdążymy
Wsiedliśmy do jej auta i w milczeniu dojechaliśmy pod jeden z domów na osiedlu.
-To tu ?
-Tak.Jakiś czas temu mieszkała tu spokojna rodzina, no wiesz rodzice i trójka dzieci, do momentu gdy młodzi wpadli na zabawę w wywoływanie Marry, niedługo po tym wszyscy zginęli.
-Nie obchodzi mnie kto, co, kiedy, chcę ją tylko zapuszkować i mieć problem z głowy.
Kim spojrzała się na mnie z pogardą i wyszła z auta, ja też.
-Masz pomysł jak ją przymknąć ? -spytałem
-Gdy zobaczysz ją w lustrze musisz je zbić.
-Nie wydaje się trudne
-Zginiesz gdy tylko spojrzysz na jej twarz
-Uwierz tak wstrętnej gęby nie chcę oglądać.
Staliśmy już pod drzwiami mieszkania, wydawało się wszystko normalne ale gdy tylko Kim otworzyła drzwi wiedziałem że Marry tu jest i nas obserwuje.
-To zaczynamy zabawę - powiedziała Kim
Chodząc po mieszkaniu ustaliłem lokalizacje wszystkich luster, było ich nie mało praktycznie w każdym pomieszczeniu jakieś było.
-To jak ją zwabimy ?
-Nie wiem - odparła
Dochodziła godzina 15 a my już od pół godziny nie mogliśmy jej dostrzec, wiedziała po co przyszliśmy.
Stanąłem przed lustrem w łazience i powiedziałem
-Krwawa Marry, Krwawa Marry, Krwawa Marry. Wyłaź suko, miejmy to już z głowy.
Do łazienki weszła Kim
-I jak ?
-Nic, uparta jest.
-Myślałam że będzie więcej się działo, każdy kto tu wchodził widział ją w przeciągu 5 min.
-Boi się mnie - powiedziałem z nutką żartu
-A tak w ogóle jak masz na imię ?
-Nie wiesz? Myślałem że jeśli wiesz po co przyszedłem  to też wiesz że mam na imię Michael
-Sprawę z Marry śledzę już dłuższy czas, sporo ludzi który usłyszeli tą historię przyjeżdża tu z myślą że rozprawią się ze swoim koszmarem czy coś, wyglądałeś jak jeden z nich, widać był że potrzebujesz informacji a przeczucie mi mówiło że chodzi o Marry.
-Głupio by wyszło jakby mi nie chodziło o Marry a naprzykrzał o ubikacje - zażartowałem
-Może i masz rację, ale zaryzykowałam
Nagle kantem oka zauważyłem w lustrze ponurą postać Marry.
-Jestem - powiedziała Marry jakby dławiąc się krwią
-Zgiń !
Kim rzuciła się na lustro z małym młotkiem do rozbijania szyb w np:  autobusach
-Pudło-głos dobiegał z korytarza
Pobiegliśmy w jego stronę ale wielkie lustro na ścianie było puste. Uchyliłem drzwi do pokoju obok aby zerknąć na małe lusterko przy łóżku ale tam też było pusto, wziąłem je ze sobą i wróciłem na korytarza.
-Może zbierzmy wszystkie lustra do jednego pokoju ? - spojrzałem  się na Kim za którą stało duże lustro.
-Wtedy miała by przewagę, większe pole manewru.
Nagle zauważyłem że w cieniu szafy w odbiciu na lustrze za Kim, czai się Marry. Odbiłem jej odbicie w małym lustrze i natychmiast je zbiłem. Nie zdążył bym dolecieć do dużego.
-Udało się ?- spytałem patrząc się na odłamki
-Nie wiem, nie wpadłabym na pomysł z odbiciem odbicia.
-Jak się dowiemy ?
-Zostańmy tu jakiś czas i próbujmy ją odszukać.
-Ewrr, nudy, ale dobra lepiej się upewnić
Byliśmy razem w tym mieszkaniu do godziny 22, po Marry ani śladu. Przez ten czas spędzony razem zdążyliśmy się trochę poznać. Kim prócz niewiarygodnej urody i zadziornego charakteru nie różniła się niczym od normalnych ludzi.
-Dobra chyba to na tyle - powiedziała idąc do drzwi - powieść cię gdzieś ?
-Nie dzięki - puściłem jej oczko i zaraz po tym znikła za drzwiami. Prze teleportowałem się pod swój dom i miałem już otwierać drzwi ale poczułem że Sam jest w tarapatach. Co jest? przecież pozbyłem się Marry.
Wsiadłem do auta i pojechałem na miasto zza tropem Sama, było ciemno lampy uliczne już powoli gasły. Coś kuło mnie w brzuch od jakiegoś czasu teraz postanowiłem sprawdzić co to takiego ale nadal jeździłem. Tym czymś okazał sie kawałek szkła ze zbitego lusterka, zauważyłem w nim odbicie Marry, zbiłem odruchowo kawałek i w ostatniej chwili zahamowałem bo na ulicę wybiegł mi jakiś chłopak, przewróciłem go tylko. Wyszedłem z auta zobaczyć czy jest cały.
-Żyjesz ?
-Tak, ale będzie siniak - powiedział poszkodowany
Wstał.Był to Sam
-Dean ? - mocno zszokowany Sam patrzył sie na mnie
Nie odpowiedziałem, uśmiechnąłem się tylko.

-Dean! - krzyknął szczęśliwy -Dean ! - krzyknął wkurzony, minął mnie i poszedł przed siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz