-Jak to się mówiło...? - szepnęłam do siebie. - Przecież nie znam łaciny...
-Znasz.
Usłyszałam głos Lucyfera, już zapamiętałam jego głos. Wiedziałam kto mówił do mnie w każdej chwili gdy nikogo nie było w moim pobliżu. Znałam tylko jego głos z piekła, gdy tam wejdę... poznam więcej.
-Znam? - powtórzyłam zagubiona.
Nagle jakby coś we mnie wepchnęło te słowa. Nagle umiałam łacinę, moja wiedza językowa poszerzyła się, ruszyła naprzód.
-Ad infernum remittuntur.
Moje oczy stały się czarne, żyły poczerniały... pod moimi oczami skóra popękała, nie wyglądało to źle. Wyglądało to dziwnie, interesująco i nawet... do twarzy mi w tym było. Schowałam telefon. Słyszałam w okół krzyki przepełnione bólem, cierpieniem. Było to straszne. Zaciskałam dłonie by wytrzymać nagły ból głowy. Podeszły do mnie dwa wielkie psy. Cofnęłam się o krok, ale one jakby... skuliły się przede mną. Podeszły do mnie i każdy szedł po mojej lewej i prawej stronie. Szłam za nimi, bałam się ruszyć. Szczerze mówiąc wiedziałam gdzie mnie prowadzą.
Przede mną stanął w ludzkiej postaci sam Lucyfer. Nie przestraszyłam się go. Wyprostował się i krzywo uśmiechnął zadowolony, że się zjawiłam.
-Jednak jesteś. - ruchem ręki odesłał psy. - Podoba ci się tu?
-Nie bardzo. - skrzywiłam się. - Jestem tu by porozmawiać o tym kim jestem.
-O, no proszę. Może oprowadzę cię tutaj?
-Byle byś mi powiedział kim jestem.
-Dobrze. Chodź.
-Chciałabym się zapytać o jedną rzecz... Czy tu jest ktoś o imieniu Diana?
-Słyszałaś o niej również?
-Tak. Trudno nie słyszeć...
-Pokażę ci ją.
Przeniósł nas gdzieś, a ja tylko patrzyłam na dziewczynę. Biedna, pobita i zmasakrowana. Zakryłam usta dłonią i spojrzałam na Lucyfera.
-Mogłabym ją zabrać...?
Wyśmiał mnie.
-Gdzie? Nie będzie bezpieczna.
-Jeśli jakiś anioł będzie w pobliżu... automatycznie trafi tutaj. Będzie ze mną bezpieczna, anioły jej nie dostaną. Wiesz jakie są moje możliwości, moce i umiejętności. Zabiorę ją i oddam gdy dojdzie do normalnego stanu.
Stanął za mną i spojrzeliśmy na nieprzytomną Dianę.
-Ona cierpi. Tak się tutaj czują ci, którzy tu nie pasują, lub którzy oszukali piekło.
-Mimo wszystko zaopiekuje się nią. Jeśli nie ma haczyka.
-Minus bycia moim dzieckiem... Moje dzieci wiedzą kiedy kłamię. Mają... taryfę ulgową do póki nie zdradzą piekła.
-Bądź spokojny.
-A więc... Powiem tylko, że będąc pół demonem pół aniołem jesteś pół martwa pół żywa.Masz wszystkie moce które mają i demony i anioły, masz wstęp i do nieba i do piekła. Jesteś wyjątkowa, możesz dawać życie ale i zabijać... Niebo nie wie kim jesteś, ja wiem. Nikt inny. Więc jeśli ktoś się dowie będzie chciał cię mieć dla siebie. A ja chcę cię mieć w swoich szeregach.
-Wiem jakie to jest twoje obiecywanie Lucyferze.
-Wiadomo jak jest w piekle. Ale przemyśl to.
-Nie będę o niczym myśleć. Zabieram stąd Dianę i zwrócę ją gdy jej się polepszy.
Wróciłam do swojego domu wraz z Dianą. Była lekka, trzymałam ją na rękach. Odłożyłam na łóżko i zadbałam o to by jej rany szybko się zagoiły. Skoro mogłam dawać życie i je odbierać... mogę też wyleczyć. Sprawiłam, by się obudziła. Diana wystraszona tylko spojrzała na mnie i odsunęła się.
-Kim jesteś?
-Spokojnie. - uśmiechnęłam się. - Jesteś bezpieczna. Nic ci nie zrobię.
-KIM JESTEŚ?
-Mam na imię Ivy Brinley... A ty to Diana, prawda?
-Tak... czego chcesz? Gdzie jestem?
-Na pewno nie w piekle. Chcę cię wyleczyć... dobrze?
-Nie wiesz kim jestem...
-Wiem dlaczego byłaś w piekle. Tam ludzie nie trafiają, tylko martwi.
-Kim jesteś?
-Żebym to ja sama wiedziała. Jesteś głodna?
-Trochę... może...
-Pierwsza zasady bycia tutaj. Jeśli je złamiesz trafisz do piekła. - kiwnęła głową. - Więc jesteś u mnie i nie robisz niczego dla aniołów. Nie jesteś tutaj trzymana siłą, możesz wychodzić. Ale jeśli ktoś z aniołów cię złapie trafisz do piekła. Czuj się tu jak u siebie w domu... Nikomu nie mów że tu jesteś.
-Dobrze...
-Kiedy się źle czujesz... mów mi o tym. Jestem lekarzem, nie ugryzę. - uśmiehnęłam się. - Wiem... że może ci być trudno mi zaufać... ale proszę... postaraj się... to ważne. Przysięgam, że nie zrobię ci krzywdy.
-A przysięgasz, że nie wrócę do tamtego miejsca gdzie mi robili te wszystkie rzeczy...?
Przegryzłam wargę. Musiałam skłamać, by nie wystraszyć jej.
-Tak. Obiecuje. Ale jeśli anioł będzie chciał cię zabrać... pójdziesz nim, cokolwiek z nim zrobisz... wrócisz tam od razu i nic tego nie zatrzyma.
-Dobrze.
-To mój numer telefonu, tu telefon domowy. A... i słyszałam że twój tata cię szuka. Pewnie tęsknisz za domem... jeśli chcesz zabiorę cię tam , będziemy niewidzialne więc spokojnie nikt nas nie zauważy. Zabierzemy kilka twoich rzeczy... zobaczysz tatę... Co ty na to?
Kiwneła głową z uśmiechem.
-Nareszcie jakiś szczery uśmiech. Ja się stąd nie ruszam.Nie zostawię cię teraz. - mrugnęłam do niej i napisałam smsa do Michaela.
''Jestem zajęta. Nie wiem kiedy się spotkamy... jestem u siebie w domu. Radziłabym pukać zanim cokolwiek zrobisz.''
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz