niedziela, 17 maja 2015

Od Michaela

Po wydarzeniu z Samem wróciłem do domu, otwierając drzwi wejściowe usłyszałem za sobą głos Ivy
-Michael ! jak dobrze cię widzieć - podbiegła i mnie przytuliła
-Yy.. no hej Ivy, coś się stało ?
-Nie, nie, nic, wszystko jest w porządku - pocałowała mnie w policzek i weszła do domu,.. Na prawo od drzwi frontowych była kuchnia Ivu właśnie tam była i wstawiała wodę w czajniku.
-Co się stało ? - spytałem pewien że jest coś nie tak, nie miałem siły na nowe problemy ale chciałem wiedzieć
-Przecież mówiłam że nic, chcesz kawę ?
-Mnie nie oszukasz. - powiedziałem stanowczo
Ivy seksownym krokiem podeszła do mnie i gorąco pocałowała, podniosłem ją i zabrałem do sypialni.

Potrzebowałem się wyluzować i zapomnieć o problemie z Samem
Położyłem ją na łóżku i zacząłem rozbierać, ale w tym momencie zadzwonił telefon i Ivy szybko poprawiła koszulkę. Zrezygnowany i lekko wkurzony odebrałem telefon który miałem w kieszeni. Ivy wstała z łóżka i szybko poszła do kuchni.
-Co jest ?
-Michaelu jesteś nam potrzebny
Osobą dzwoniącą był Castiel jeden z archaniołów
-Słyszałem to już, co tym razem ?
-Bóg nie daje rady, przez ciebie zbliża się apokalipsa.
-Co ?! jakiego tym razem stwora mam złapać ?
-Całe piekło
-Kpisz sobie !
-Michaelu musisz przyjść do nieba, tylko ty jesteś w stanie nam pomóc.
-Później. - rozłączyłem się i poszedłem do kuchni w której była Ivy, speszona piła herbatę.
-Coś się dzieje ? - spytała
-Mam kilka spraw do załatwienia ale to nie ważne. Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć co się stało ?Wiem że jest coś nie tak.
-Wszystko w porządku
Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Bez słowa opuściłem kuchnie i przywitałem gościa, był nim starszy facet.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry, jest Pan detektywem ?
-Tak, Michael
-Chciałem prosić Cię o pomoc
-Proszę wejść.
Zaprowadziłem go do pokoju ,,przesłuchań" Usiadłem za biurkiem.
-Jakiś czas temu moja córka Diana miała wystąpić w balecie, to była jej szansa, przygotowywała się na to bardzo długo ale nie przyszła, i dotąd jej nie ma, gdzieś zaginęła, na pewno ktoś ją porwał czy coś, ona by nie odpuściła tego występu bardzo pragnęła się wybić. Byłem na policji ale do nich mówić to jak do ściany, dużo zapłacę, proszę ją tylko odnaleźć.
-Wie Pan gdzie może być ?
-Byłem w każdym takim miejscu ale jej nie ma, może ktoś ją wywiózł ?
Może dzieje jej się krzywda ! Bardzo proszę zająć się tą sprawą. To moja wizytówka jakby Pan chciał przyjechać albo zadzwonić - podał mi kartkę z danymi
-A przed jej zniknięciem działo się coś dziwnego ? podejrzanego ?
-Hmm.. raczej nie
-Zajmę się tym, nic nie obiecuje ale postaram się.
-Dziękuje
Mężczyzna wyszedł a zaraz za nim weszła Ivy, i usiadła na kancie biurka
-Każdy ma problemy, większe lub mniejsze, i każdy potrzebuje wsparcia.
-No i ja staram się im je zapewnić a przynajmniej rozwiązać ich problemy.
-Nie masz czasami dość ?
-Może i mam ale nie ma na to czasu
-Może być kiedyś odpoczął ? wiesz jakieś wakacje czy coś ?
-Nie potrzebuje tego ale może kiedyś.
Po chwili ciszy i krótkiego zastanowienia.
-Ivy, mam jeszcze parę spraw do załatwienia, uważaj na siebie.
Zniknąłem i pojawiłem się na obrzeżu miasta przy nie małym parku, niedaleko była też plaża. Stał tam Sam, cicho spacerował, wyglądał na zamyślonego. Stałem za nim i nie wiedziałem od czego zacząć, czy w ogóle do niego zagadać.

-Sam ! - zawołałem go
Zatrzymał się
-Chcę porozmawiać, jak nie chcesz to możesz pójść dalej. - powiedziałem patrząc się na jego plecy
Odwrócił się i spojrzał mi się prosto w oczy.

-Możemy pójść w spokojniejsze miejsce ?
Tym razem też tylko kiwnął głową na tak. Idąc w ciszy przez 10 min, jeden koło drugiego poszliśmy koło mostu, tam było o wiele mniej ludzi i mniejszy hałas.
-Hem, no nie wiem od czego zacząć
-Udawałeś śmierć ? - spytał
Lekko się uśmiechnąłem
-Nie. Sam ja naprawdę umarłem

-To dlaczego jesteś tu teraz obok ?
-Jak ci powiem to nie uwierzysz
-Gadaj
-Gdy umarłem okazało się że mam jakąś moc dzięki której wsysam wszystkie paranormalne czy jakieś tam stworzenia czy ich moce, gdy byłem w niebie załatwiłem w ten sposób parę aniołów, archaniołów i prawie zabiłem Boga, i to nie sprawiło mi żadnego problemu, to było jak jedzeniu zupy takiej dość ostrej, po tym odesłali mnie do piekła a tam wessałem kilka demonów, między innymi Izaka, Abadona, Elblisa czy jak mu tam, miałem też zatargi z Szatanem i stamtąd też mnie wyrzucili i jestem tu, na ziemi wessałem jeszcze Dżina, kilka wampirów i innych ogólnie wszystkiego po trochu.
Sam spojrzał się na mnie jak na idiotę i wstał przez słowa.
-Mówiłem że mi nie uwierzysz.
-Udowodnij.
Zmieniłem oczy na czarne.
-Dlaczego nie wróciłeś do mnie ?
Zmieniłem oczy do normalnego stanu
-Bałem się że to będzie dla ciebie za duża trauma, i nie chcę na ciebie zwalać jakiś demonów czy chuj wie czego.
-Dean pamiętasz impale ?
-Jest tu ?!
Impala była moim samochodem od bardzo długiego czasu, każdą wolną chwilę w nią wkładałem, znajduje się w niej wiele sentymentów. Nie raz składałem ją od zera, gdy przeżywała wypadki. Była elementem łączącym życie Sama i moje.
Sam bez słowa poszedł gdzieś przed siebie a ja za nim. Doszliśmy do parkingu przed barem. Widząc impalę podbiegłem do niej jak dzieciak i przytuliłem się do niej.
-Przepraszam, mała. Już nigdy cię nie zostawię - powiedziałem  
-Nie tknięta, nawet jednej ryski nie ma od tamtego czasu, dbałem o nią tak jak ty. - powiedział Sam
Odwróciłem się do niego i troskliwie spojrzałem prosto w oczy.
-Tęskniłem bracie.
Podszedłem do niego i mocno go przytuliłem.

-Chciałem dobrze - powiedziałem - naprawdę tęskniłem
-Dwa lata się nie odzywałeś, mam tak po prostu ci wybaczyć ?
-Jakbyś mógł
-Też tęskniłem - odwzajemnił uścisk.
Pojechaliśmy na jakieś wzgórze z widokiem na morze i lasy. Usiedliśmy na masce Impali i jak za dawnych czasów piliśmy piwo.

 W takich momentach zgrywaliśmy sie w jedno było w tym coś wyjątkowego. Opowiedziałem mu o trochę o tym co się wydarzyło, on zrobił to samo a gdy się ściemniło i pojawiły się gwiazdy siedzieliśmy w ciszy i obserwowaliśmy niebo, rozumieliśmy się bez słów. Brakowało mi tego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz