Stawka była naprawdę bardzo wysoka. Jeśli teraz trafię... wygram samochód. Gość który go postawił patrzył na mnie nienawistnie. Szybko zrozumiał, że jestem mocnym przeciwnikiem. Niestety, swojego samochodu już nie mógł odzyskać.
Wokół nastała taka cisza, że tylko kiepska muzyka płynąca z głośników drugiej sali mogła ją przerwać. Znajdowaliśmy się w tzw. "pomieszczeniu dla VIP-ów". Osobiście bawiła mnie ta nazwa, ale jak grać to grać.
Spojrzenia rywali wyrwały mnie z zamyślenia. To był spontan. Strzeliłem w żółtą bilę i...
Zakląłem pod nosem. Odbiła się od bok stołu.
Wydawać by się mogło, że samochód przeleciał mi obok nosa. Wiedziałem że to trochę nie fair, jednak skupiłem całą swoją siłę woli na tej małej kulce.
I udało się. Trafiła do łuzy.
Właściciel, a raczej były właściciel samochodu wytrzeszczył oczy. Uśmiechnąłem się lekko i wyjąłem papierosa.
- To... oszust! - ryknął na całe gardło i rzucił się w moją stronę.
Zanim zareagowałem, dopadli go ochroniarze. To nawet lepiej, przynajmniej Lena nie będzie robiła awantur, że znowu się poobijałem, bo miałem dziwnego pecha walczyć na raz z paroma kolesiami.
Sędzia podał mi kluczyki od samochodu, zapisując coś na kartce.
- Stoi przed budynkiem - powiedział i odszedł.
Tego faceta słychać było jeszcze na schodach. Rozbawiony pokręciłem głową i zaciągnąłem się.
W tej samej chwili do środka wszedł Victor. Szybkim krokiem podszedł do mnie.
- Tak myślałem, że cię tu znajdę - rzucił.
- To dobrze myślałeś - odparłem śledząc go rozbawionym wzrokiem.
- Znowu wkurwiłeś jakiegoś "cwanego milionera"?
- Wygrałem bmw e90.
- Nie wystarczy ci tych aut? - spytał rozbawiony.
- Mogę ci go dać jak chcesz - odparłem.
- Nie dzięki - przewrócił oczami po czym dodał - Jest sprawa.
- Tak myślałem - odparłem wypuszczając dym z ust.
- Diany... Nie da się odnaleźć.
Spojrzałem mu prosto w oczy.
- Da się - powiedziałem powoli - oczywiście, że się da...
- Sam Szatan się nią zainteresował - powiedział powoli.
Zignorowałem jego słowa.
- Słuchaj, jestem za nią odpowiedzialny tak? - syknąłem - To ja ją w mieszałem w tą całą sprawę.
- Miałeś rozkaz ją przyprowadzić... - powiedział cicho.
- Którego nie musiałem wcale wykonywać - szepnąłem.
- Dobrze wiesz że musiałeś - syknął.
Nastała cisza. Po chwili odezwałem się.
- Jeśli trzeba wejdę do piekła aby jej odszukać.
- Spróbuj - rzucił i minąwszy mnie ruszył do wyjścia.
Ruszyłem za nim i szybko go dogoniłem.
- Dobrze wiem, że mi pomożesz - odparłem pewny siebie idąc tyłem.
- To się grubo mylisz - powiedział - Nie chcę narażać i ciebie i mnie na szybką śmierć. Piekło to nie nasz wymiar. Możemy walczyć z demonami ale na ziemi.
- W takim razie pójdę sam.
- Ani mi się waż - odparł zły.
- W takim razie choć ze mną - powiedziałem.
- Przemyślę to - uciął.
Stanąłem naprzeciwko niego i spojrzałem mu w oczy.

- Nie ma czasu Victor - odparłem wyjmując peta z ust, po czym skierowałem się do samochodu. Jeśli on nie pójdzie ze mną... pójdę sam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz