Obudziłam się w szpitalu, na korytarzu świeciło pustkami a ja nie mogłam z początku się ruszyć. Wszystko mnie bolało, poczułam dziwny głód, poczułam pragnienie pozbawienia kogoś życia. Słyszałam śmiechy w mojej głowie, ciarki przeszły mi po plecach a ja zaczęłam się bać.
Po chwili straciłam nad sobą kontrolę, nie wiedziałam co robię. Wstałam, wyszłam na korytarz i podeszłam do pielęgniarki. Stała tyłem, więc mogłam ją zaskoczyć. Odwróciła się, a ja... nawet nie wiem co zrobiłam.
-W czym pani pomóc...? Coś nie tak?
-Zamknij się kurwo. - powiedziałam kilkoma głosami i... dalej nie wiem co się stało.
Ocknęłam się dopiero po jakimś czasie. Stałam na środku korytarza a mnie właśnie ściągała ochrona. Pielęgniarka wykrwawiała się na podłodze, przeraził mnie ten widok. Zaczęłam się denerwować, trząść i sama nie wiedziałam co mogę zrobić by uniknąć tego by mnie zapuszkowali.Nie uwierzą w żadne moje słowo które bym im przedstawiła z tego wydarzenia.
Nagle znikąd zjawił się jakiś mężczyzna. Mówił spokojnie do ochrony, nie wiem jakim cudem przekonał ich do tego by mnie puścili wolno, ale byłam w szoku. Potem zniknęłam ze szpitala i trafiłam do... dziwnego miejsca które wyglądało na pierwszy rzut oka jak niebo.
-Gdzie jestem? - spytałam roztrzęsionym głosem.
-W niebie.
-A ty kim jesteś?
-Castiel.
-Archanioł...? - spytałam niepewnie.
-Tak, zgadza się. Wiesz czemu cię tu wziąłem?
-Nie...
-Stanowisz zagrożenie dla świata. Jesteś przejściem przez które można dostać się do nieba i piekła, demony o tym wiedzą. Wiesz o wiele więcej na temat piekła a my chcemy wyciągnąć z ciebie te informacje.
-Nic nie wiem...
-Natomiast wie wiele twoja dawna znajoma... Beathe, tak?
-Nie wie nic o mnie...
-Wie więcej, niż ci się wydaje.
Zamknęli mnie w jakimś pomieszczeniu. Wiedzą o ciąży?Chyba nie, skoro jeszcze mnie nie zabili. A chyba mieli by to w planach. Wieczorem wszedł do klitki ktoś inny, młody blondyn. Skierował wzrok na mnie i jego usta przekształciły się w ciasną kreskę.
-Ile wiesz na temat piekła?
-Nic nie wiem. - wstałam. - Nic nie wiem!
-Kłamiesz. Wyczuwam to. - zaśmiał się i zbliżył do mnie.
-Uderzysz mnie? - spytałam i odsunęłam się o kilka kroków.
-Wiem już wystarczająco o tobie. Jesteś w ciąży, mam powiedzieć to archaniołom?
-Zamknij się.
-Kto jest ojcem?
-Nikt.
-To znaczy, że zostałaś zapłodniona przez piekło?
-To znaczy, że guzik cię to obchodzi kto jest ojcem.
-Dowiem się.
-Wtedy co zrobisz?
-Sprowadzę tu ojca dziecka.
-Nie rób tego.
-Jesteś niebezpieczna. Dziecko w tobie to demon jeśli ma geny diabła.
-Skąd wiesz, że Lucyfer to mój ojciec?
-Nie wiedziałem. - uśmiechnął się. - Wkopujesz się w coraz większe gówno.
-Nic mi nie zrobicie.
-Zrobimy. Nie damy ci jeść, zginiesz tu.
Nagle rzuciłam się na niego ale on odepchnął mnie w porę.
-Przepraszam... - szepnęłam. - Przepraszam... - powiedziałam głośniej. - To nie ja... Przepraszam cię... - leżałam na ziemi i wytarłam krew z czoła.
Zacisnął zęby i odszedł. Potem zaraz wrócił.
-Czekaj, kojarzę cię. Twoje imię?
-Ivy...
-To już wiem, czemu mi nie pasowałaś wtedy.
-Co...? Jak to? Przepraszam, ale kim jesteś?
-Cole. - mruknął i szybko wyszedł z pomieszczenia.
-Wypuśćcie mnie... chcę do domu... do San Francisco... Do Michaela...do dawnego życia! - walnęłam w kraty.
-Ile będziecie mnie tu trzymać?! - wrzasnęłam ale była cisza. - Boże... przepraszam za to co robię... -szepnęłam i usiadłam pod ścianą.
Nie miałam siły z tym walczyć. Nie chciałam być zła. Chciałam być dobra, normalna... wrócić do San Francisco...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz