niedziela, 17 maja 2015

Od Michaela

Stałem pod drzwiami Ivy, zapukałem.
Ivy patrzyła na mnie przez małą szybkę w drzwiach

-Mogę wejść ?
-Nie, co chcesz ?
-Jesteś zła ?
-Nie, zajęta
-Ale zajęta i zła ?
-Nie no co ty- powiedziała sarkastycznie -  to co chcesz?  bo nie mam czasu
-A czym jesteś taka zajęta ?
-Nie twój interes, ty mi nie mówisz co i jak.
-O to chodzi ?
-Nie.
-A to mogę wejść
-Nie!
-A może kolacja ?
-Nie mam czasu
-Wiesz że jakbym chciał to bym tam wszedł ?
-Wiem,
-Ale nie robię tego bo cię szanuje.
-I co z tego ?
-To może zgodzisz się na kolację ? Wyskoczymy gdzieś razem.
-Powiedziałam już coś, jak będę miała czasu to się odezwę może
-Poczekaj chwilę
Schyliłem się i wysmarowałem twarz krwią, po czym znów parzyłem w szybkę.
-Ale Ivy, ja jestem ranny ! Nie pomożesz ? - udawałem kalekę
-Michał daj spokój
Zatkała okienko metalową płytką przystosowaną do tego i odeszła od drzwi.
Odwróciłem się i machnąłem ręką do Sama który siedział w Impali, żeby podjechał.
Wsiadłem do auta po drodze wycierając twarz w chusteczkę. Sam ruszył przed siebie.
-Wkurzyła się ale kto ją wie o co.
-To baba, jej nie zrozumiesz.
-Jest ważna
-Co ty gadasz ! jakaś dziewczyna jest dla ciebie ważna ! to naprawdę musi być zajebista - zdziwił sie i zażartował Sam
-Długa historia
-Mamy czas
-Innym razem, teraz muszę iść w takie jedno miejsce
-Czyli ?
-Niebo bracie, niebo
Bez chwili czekania na reakcje Sama, zniknąłem z auta i pojawiłem się przed wielką bramą do nieba.
-Haloo ! miałem przyjść więc jestem ! Nic się tu nie zmieniło.
Do bramy podszedł Castiel, anioły i inne w niebie wyglądają ciut inaczej, jeśli zdołały przybrać postać ludzką to są ludźmi ze skrzydłami a jeśli nie to są jaskrawo-białymi obłokami. Kiwnął głową w moją stronę i nagle pojawiłem się na jakieś radzie. Mury były z jasnego kamienia tak jak i stuł, za oknami było tak jasno że nie dało się dostrzec nic prócz białej poświaty bijącej w oczy.
Przy stole siedziało kilka archaniołów,Castiel usiadł obok jednego.
-No jestem, a teraz co ?
Jedno z krzeseł trochę odsunęło się od stołu, Castiel powiódł na nim wzrokiem a później spojrzał się na mnie na znak że mam usiąść na miejscu.
Zająłem swoje miejsce i nagle dookoła pojawił się czysto biały ogień, nie było już widać ścian jedynie płomienie, lecz nie dawały ciepła, było raczej chłodno.
Anioły skłoniły głowy w geście modlitwy, zrobiłem to samo, nie wiedziałem co mruczą pod nosem, czułem się jak idiota. Po chwili mnie olśniło i głos zaczął wydobywać się ze mnie, nie kontrolowałem go przez chwilę ale nie trwało to długo.
Każdy się wyprostował, jedno z krzeseł nadal było puste.
-Bóg się boi
Powiedział jeden z archaniołów
-Mnie ? - spytałem z niedowierzaniem
-Potrafisz kontrolować to coś ? To wchłanianie ?
-Chyba tak, nie wiem.
-Musisz się jeszcze wiele nauczyć, posiadasz moce o których sam nie zdajesz sobie sprawy
Raz za razem zabierał głos inny anioł
-Moc wchłaniania była do stąd nie znana, musiałeś zmutować i stworzyć nowe dary. Musimy to ujarzmić, zagrażasz światu.
-Ta no od razu całemu światu - zakpiłem
-Zagrażasz Bogu a Bóg to świat
-Jaja sobie robicie jest jeszcze szatan i w ogóle
-Szatan to jedynie archanioł który jako jedyny się zbuntował, jest nasiąknięty złem. Przez wieki stworzył piekło, nie znaczy to że jest nie pokonany, do chwili gdy nie zabrałeś Bogu części mocy, potrafił on zamykać portale tworzone na ziemi przez siły nieczyste. Teraz jest to nie możliwe.
-Jak mam oddać tę część mocy Bogu ?
-Nie da się. Jesteś tylko w tym wyjątkowy że posiadasz kilka umiejątnośći których nie ma nawet sam Bóg ,ale znamy, znasz tylko jedną czyli wchłanianie.
-I co w związku z tym ?
-Jeszcze nie mamy planu. Chcieliśmy Cię tylko uświadomić.
Nieoczekiwanie pojawiłem się s powrotem w Impali, Sama nie było w aucie.
Nie chciało mi się go szukać więc zacząłem trąbić autem. Przechodnie patrzyli się na mnie jak na niepełnosprawnego. Po chwili z baru wyszedł zażenowany Sam z frytką w ustach.
-Co ty robisz ?! - powiedział przeżuwając
-O jesteś ! Stęskniłem się - powiedziałem z uśmiechem

-Idiota
Sam wszedł do auta i ruszyliśmy przed siebie.
-I jak tam w niebie ?
-A nic nowego
-Dziwnie to brzmi
-Wiem - zrobiłem głupią minę, przygryzając dolną wargę
-To o co tym razem chodzi ?
-Bóg się mnie boi
-Ta no i co jeszcze ?
-Nie no serio i teraz muszę tak jakby zastąpić go w kilku zadaniach.
-Hmm?
-Zamykać portale otwierane przez szatana, ale ni chuja nie wiem jak to robić
-Widzę że raczej z tobą nudzić mi się nie będzie - odparł i nastała cisza


                                                                          ...

Byłem w piekle. Czułem przeraźliwy ból. Chciałem krzyczeć ale nie mogłem. Moja skóra była przebita hakami, wisiałem, w otchłani. Dławiłem się krwią. Zalał mnie pot. Nikogo nie było. Dusił smród stęchlizny. Pioruny raz po raz trafiały w medalowe pręty, czułem jak olbrzymia energia przepływa przez moje ciało, paliłem sie od środka.

Obudziłem się w łóżku, cały zalany potem, ciężko dyszałem. To było tylko wspomnienie, nienawidzę snów właśnie przez to że przypominają o tym co było kiedyś. Cudem udało mi się z tamtą wyrwać i teraz nie chcę już wracać.
Odrzucając kołdrę na bok, trzymałem się dłonią za gardło i mówiłem do siebie, uczucie braku mowy było bardzo dziwne.
Tej nocy Ivy się nie odezwała, szczerze wątpiłem że się odezwie.
Ogarnąłem się i impalą pojechałem do szpitala w którym pracowała Ivy.
Gdy wchodziłem przez szklane drzwi dostrzegłem Ivy.
Podszedłem do niej po swojemu, tak aby mnie na pewno nie przeoczyła.

Uśmiechnęła się ale zaraz zmieniła grymas na poważny.
-Czego chcesz ?
-Spotkać się - puściłem jej oczko i dałem różę którą zerwałem z pobliskiego podwórka
-Po co ?
-Stęskniłem się. Może gdzieś razem wyskoczymy ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz