sobota, 23 maja 2015

Od Michaela

To było oczywiste że Ivy nie będzie przy mnie bezpieczna bo prędzej czy później
dostane pewnie na nią zlecenie ale nie mogłem jej tego powiedzieć. Dobrze że Sam
jest normalny i nic mu nie zagraża z tej strony.
-Wcześniej jeździłeś jakimś dżipem, skąd masz ten samochód ?
Spytała Ivy gdy siedzieliśmy w restauracji popijając wino.
-To moja kochana Impala, długo by opowiadać.
-Mamy cały wieczór - uśmiechnęła się i wzięła łyka
-Nawet dwa wieczory by nie starczyły aby opowiedzieć o niej, w skrócie jest
najważniejszą rzeczą w moim życiu.
-hmm... rzeczą. A osobą ?
Tu mnie miała ,powinienem powiedzieć że ona ale było jednak inaczej, Sama znam od zawsze ją od niedawna.
-Nie chcę kłamać, jesteś dla mnie ważna ale jest najważniejszy jest Sam
-Sam ?
-Tak jakby brat, historia z poprzedniego życia ale też długo by opowiadać, teraz
tak czasu nie miałem bo siedziałem z nim
-Wcześniej nic o nim nie mówiłeś
-Myślał że nie żyję i nie chciałem rozwlekać tej sprawy.
-Masz sporo tajemnic
-Ty też, jesteś córką mojego największego wroga, już kiedyś miałem z nim
spotkanie i w cale nie było sympatyczne
-Widziałeś go kiedyś ?
-Wtedy jeszcze byłem słaby, zbierałem moce. Tylko dzięki jednej cząstce od pewnej
osoby udało mi się wyjść z piekła.
-Cząstce ?
Do restauracji wszedł Sam, usiadł przy mnie i Ivy.
-Hej jestem Sam
-Ivy - przedstawiła się speszona
-Co jest ? - spytałem
Sam się trochę zamotał, tak jakby szukał jakiegoś dobrego kłamstwa
-Może spędzimy wieczór w trójkę ? Samemu nie chce mi się siedzieć
Spojrzałem się na zwiedzoną minę Ivy ale zgodziłem się na propozycje Sama
-Chodź Ivy, zmienimy trochę wygląd naszych wieczorów.
Wsiedliśmy do Impali i pojechaliśmy na wzgórze gdzie dzień wcześniej byłem z
Samem. Siedzieliśmy na masce auta i patrzyliśmy w gwiazdy,

ja i Sam byliśmy cicho ale Ivy podjęła rozmowę.
-To jak to z wami jest ?
-Ale co jak ? - spytał Sam
-No nic o tobie nie wiem
W trakcje tej rozmowy opowiedzieliśmy trochę Ivy o sobie i o Impali, o naszym
życiu i o dwuletniej rozłące.
-Chciałabym mieć to już za sobą.. może wyjedziemy gdzieś razem i zapomnimy o tym wszystkim ? - spytała Ivy
-Jakby było to takie proste - odparłem popijając wino
Po tych słowach zrobiło mi się strasznie duszno wstałem i moje oczy zrobiły się
czarne, nie mogłem ustać na nogach, coś we mnie nie chciało czegoś słuchać.
Upadłem na ziemię ale opanowałem to coś, poczułem jak Sam trzyma mnie
Po chwili film mi się urwał.
Było jasno, nic oprócz światła mnie otaczającego nie widziałem, raziło mnie w
oczy ale mój wzrok spoczął na sylwetce która powolnym krokiem zbliżała się. Był
to mężczyzna w długim cielistym płaszczu, miał skrzydła, zgadywać mogłem że był archaniołem.
-Witaj Michael
-Hej. Castiel? - poznałem go po głosie - co tym razem ?
-Wiemy kim jest Ivy.
-Jest pod moją pieką !
-Na razie nie wydaliśmy sądu nad nią, liczymy na to że wykonasz to co postanowimy w jej sprawie.
-Jeśli postanowicie jej pomóc
-To nie będzie takie łatwe
-Jesteście niebem do cholery !
-Jesteśmy osłabieni a oni rosną w siłę
-Jak wymyślicie jakiś konkretny plan to dajcie znać teraz wróć mnie do nich
-Ty wymyśl jakiś plan
-Macie od tego Boga
O własnych siłach wróciłem do żywych, obudziłem się w jakieś starej chatce.
Czułem bolesne pulsowanie w głowie. Wstałem z łóżka i w drugim końcu pokoju
zauważyłem Ivy rozmawiającą z Samem. Urządzili sobie pogaduchy o sprawach mało
ważnych typu wczorajsza pogoda. W domu śmierdziało starością i kurzem.
-O patrz kto wstał - Sam mnie dostrzegł
-Michael ! - powiedziała moje imię trochę za bardzo entuzjastycznie niż chciała - co to miało znaczyć ? - podeszła do mnie
-Zadzwonił ktoś do mnie to musiałem odebrać, nastąpiły komplikacje na linii i no wiesz - chciałem obrócić to całe wydarzenie w żart
-O czym ty mówisz ?
Sam zza jej plecami pomachał rękoma naśladując anioła, tym gestem chciał się spytać czy to przez niebo tak sie urwałem, kiwnąłem głową na tak. Ivy spojrzała się na Sama poddenerwowana.
-Powinnam o czymś wiedzieć ?
-Ale to się fajnie złożyło ja mieszaniec wszystkiego, dobra dusza z córką diabła kto by pomyślał.
-On wie ? - Ivy szepnęła do mnie
-Teraz sie dowiedział o tobie
Ivy spojrzała na Sama a on jakby nigdy nic machnął ręką że rozumie i się tym nie przejmuje.
-Spoko, jestem w stanie to pojąć. Dean możemy pogadać na osobności ? - powiedział
-Jeśli twoje imie z poprzedniego życia to Dean a to po przemianie to Michael, jak mam do ciebie mówić ? - spytała ignorując prośbą Sama
-Jak chcesz.
Minąłem ją i poszedłem z Samem przed dom. Byliśmy w jakieś starej dzielnicy, drewniak w którym sie obudziłem nie różnił sie prawie niczym od pozostałych domów ułożonych w rzędzie.
-Co ty sobie wyobrażasz ! Jestem człowiekiem i wiele zrozumiem ale to już za wiele, Dean ty jesteś po stronie Boga ona Szatana, to się nie klei.
Nie odpowiedziałem
-Oni wiedzą o niej ?
-Tak ale już sprawa jest rozwiązana wszystko wraca do normy, możemy wyjechać i zostawić to wszystko - skłamałem ale faktycznie chciałem odetchnąć i wyjechać, chociaż na jakiś czas pożyc normalnie, wiem że w ten sposób problemy i zobowiązania nie znikną ale może na chwilę zdołam pozbierać myśli i odpocząć.
-a ona ?
-Pojedzie z nami
-Zmieniłeś się przez te dwa lata
Wróciłem do drewniaka i podszedłem do Ivy.
-Wyjeżdżamy, wszystkie nasze problemy się rozwiązały nie musisz już pilnować Diany, nie masz już żadnych zobowiązań ja też, jesteśmy nienormalnie-normalni.
-Michał to nie prawda.
-Prawda, zostawiamy to wszystko i wyjeżdżam.
-Tak nie można
-Chcesz odpocząć i wyjechać z nami ? Prędzej czy później tu wrócimy ale na razie odpocznijmy od tego.
Stałem przed nią i wpatrywałem się jej w oczy a ona patrzyła na mnie badawczo.

-Jak będą przez to jakieś problemy to nie ręczę za siebie.
Przytuliłem ją i gorąco pocałowałem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz