Zgromadzenie rady i przesłuchanie dziewczyny miało się odbyć za trzy dni. Za namową siostry postanowiłem sprawdzić co tam słychać u tej Diany.
Idąc korytarzem słyszałem pozdrowienia od moich towarzyszy. Uśmiechałem się lekko. Nagle podeszła do mnie pewna brunetka. Zmrużyłem oczy. Jak ona miała na imię...
- Cześć. Pewnie mnie nie pamiętasz... Jestem Eva.
A no tak. Eva.
- Pamiętałem - skłamałem bez zająknięcia.
Uśmiechnęła się słabo.
- Masz do mnie jakąś sprawę? - spytałem szybko nie ukrywając zniecierpliwienia.
- Ah, no tak - mruknęła, a uśmiech zniknął jej z twarzy. Chyba zrozumiała, że nie mam ani czasu ani ochoty na pogawędki - Wzywa cię Ataman Brave cię wzywa.
Uniosłem brwi.
- Teraz? - spytałem.
- Za pół godziny masz się u niego stawić - odparła sucho. Zmieniła ton i mimikę. Chyba zrozumiała, że z flirtu nici.
- Spokojnie zdążę - odparłem zadowolony i minąłem ją.
Usłyszałem jeszcze jak wciąga powietrze przez zaciśnięte zęby.
- Słuchaj... - zaczęła. Odwróciłem się ciekawy tym co mi ma do powiedzenia, kiedy nagle usłyszałem krzyk strażników.
Eva czy jak jej tam umilkła nagle. Odwróciłem się instynktownie dotykając broni. Czym prędzej pobiegłem w stronę odgłosów.
Okazało się, że dochodzą one ze lochów. W głębi duszy podejrzewałem co się stało. Zbiegłem po schodach i stanąłem jak wryty, choć prawie nic nie potrafiło wprowadzić mnie we taki stan.
Dwa demony właśnie atakowały strażników. Jakim sposobem się tu dostały?! Każdy demon, który przekroczył próg Arce zawsze stawał w płomieniach, ponieważ światło bijące ze stropu, każdego spalało. Mimo iż w lochach było ciemno, to runy i magia docierały również tu... Co jest grane?!
Jednak nie miałem czasu się nad tym zastanawiać. Usłyszałem jak ktoś się dobija na zewnątrz z celi Diany... Odpowiedzialność za to, aby nie uciekła jeszcze bardziej wprawiła mnie w bojowy nastrój.
Demony nie były najgroźniejsze. Dość szybko dwóch strażników poradziło sobie z jednym. Zielona posoka trysnęła na nogę jednego z nich. To był chyba... Mark?!
Spostrzegłem jak kwas wypala nogawkę strażnika. Zauważyłem zdziwiony, że nie ma on na sobie stroju bojowego, tylko zwykłe ludzkie spodnie. Gdy zobaczyłem, jak demon przymierza się, by zaatakować odsłoniętą nogę Marka...
Mój miecz instynktownie błysnął w powietrzu. Trafiłem w odsłoniętą część szyi potwora. Gdy jego głowa odpadła, zdrowo trysnęło na nas. Na szczęście dzięki szybkiemu refleksowi odsunęliśmy się.
Usłyszałem jak z celi obok, ktoś drapie paznokciami w drzwi. Spojrzałem Markowi w oczy, który jeszcze lekko dyszał. Był młody i niedoświadczony, dopiero zaczynał.
- Widzisz jak się kończy nienoszenie stroju bojowego? - spytałem.
Chłopak zawstydzony spuścił oczy. Zerknąłem na demony, które jeszcze nie zniknęły.
To naprawdę przestało mi się podobać.
Zaczęły migać, akurat wtedy kiedy nadbiegła większa część Arce. Atman Brave przecisnął się przez tłum i przerażony popatrzył jak wreszcie znikają potwory.
Zerknął na mnie zwężonymi oczyma.
- Co ty tutaj robisz Eternal?
- Szedłem aby sprawdzić czy panna Sciorra czegoś nie potrzebuję - odparłem chłodnym głosem.
- Idź do mojego gabinetu - przykazał.
- Chciałabym jednak najpierw sprawdzić jak ma się...
- Dobra, dobra - uciął - Byleby szybko.
Gdy otwierałem drzwi, słyszałem jeszcze za sobą.
- A wy powiedzcie mi na Anioła co tutaj się...
Ktoś krzyknął.
Ktoś bardzo blisko mnie.
Ktoś kto mimo wielu dni spędzonych w celi, nadal pachniał perfumami.
I ktoś kto od dłuższego czasu stał mi na nodze.
- Możesz ze mnie zejść? - syknąłem.
- To ty tutaj wszedłeś bez pukania - fuknęła, ale posłusznie odsunęła się ode mnie.
Roześmiałem się.
- Bez pukania! Proszę, jaka księżniczka. Jeszcze jej trzeba do celi więziennej pukać.
Zapadła cisza. Nie widziałem wyrazu twarzy Diany, więc palnąłem bezmyślnie.
- Trochę tu ciemno.
- Naprawdę? - spytała ironicznie.
Przewróciłem oczami i wyjąłem papierosa. Udało mi się go jakoś odpalić w tej czerni.
Blask bijący od niego trochę oświetlił pomieszczenie, więc mogłem spokojnie patrzyć na twarz Diany i emocje malujące się na niej.
Kątem oka zauważyłem skrzynkę stojącą pod ścianą. Podsunąłem ją sobie i usiadłem.
Milczałem. Diana nie wiedząc co ze sobą zrobić podeszła pod ścianę. Z założonymi rękami patrzyła przed siebie.
Cisza się przedłużała, jednak mi to nie przeszkadzało. Wiedziałem, że ona zaraz się złamię. I miałem rację.
- Wypuście mnie - zażądała, jednak wyczułem, że jej głos trochę się załamał.
- Jeszcze trzy dni - odparłem.
- Trzy dni? A potem mnie... po prostu wypuścicie?
Parsknąłem śmiechem
- Nie wiem. Zależy jaką decyzję wyda Mentor.
Znów zapadła cisza.
- Mentor? - przerwała ją po chwili
Nie odpowiedziałem, a ona ponowiła pytanie.
- Kto to jest ten Mentor? Ktoś w rodzaju sędzi, tak?
- Mhm - przytaknąłem rozbawiony. Niech będzie sędzia.
Zaczęła przechadzać się po celi.
- Nic wam nie powiem - odparła buntowniczo.
- Zobaczymy - uśmiechnąłem się lekko wciągając dym w płuca.
Zmarszczyła noc.
- Ty palisz?
- Nie widać? - spytałem ironicznie, a ona zacisnęła szczęki.
- Chcecie mnie... torturować ?
Teraz naprawdę mnie rozbawiła. Wybuchnąłem śmiechem.
- Nie będzie takiej potrzeby.
- Co masz na myśli? - zmrużyła oczy.
Zerknąłem na tace z jedzeniem uparcie stojące po lewej stronie drzwi. Na jeden z nich chleb już zaczął pleśnieć. Zaskoczony zerknąłem na nią.
- No no... Wytrzymała jesteś.
- I będę - ucięła - Nie zdradzę swojej... - urwała raptownie i przyłożyła sobie rękę do ust.
- No kogo? - spytałem rozbawiony.
- Nie twoja sprawa - odparła szorstko a ja oparłem się o ścianę.
- Słuchaj... - powiedziałem łagodnie - Jeśli nie będziesz jeść, nie będziesz jasno myśleć. A jeśli nie będziesz jasno myśleć, nie będziesz mogła się bronić na radzie.
- Kiedy ja nawet nie wiem, za co mam się bronić - mruknęła.
Podniosłem się. Szkoda mi się jej odrobinę zrobiło, ale sama sobie na to zasłużyła.
- Dowiesz się w najbliższym czasie. Przyjdę po ciebie i zaprowadzę cię na radę - zakomunikowałem - I jedz... Gwarantuję ci, że nie zatruliśmy tego jedzenia - uśmiechnąłem się jeszcze i wyszedłem z celi.
O dziwo nie próbowała uciec.
A teraz do Atmana.
Miałem nadzieję, że nie będę miał żadnych problemów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz