Minęło sporo czasu odkąd Ivy była u mnie, przez ten okres zdążyłem
wykończyć dom, teraz wygląda zupełni inaczej. Dom jest białego koloru, w słoneczne dni aż razi w oczy. Wymieniłem dachówki i teraz żadna nie wygląda na średniowieczną, wyrzuciłem też stare rynny bo chodź były ładne i z charakterem nie nadawały się do użytku. Ogród jeszcze ma kilka
niedociągnięć ale z czasem będzie idealny.
W środku jest jasno i przestronnie, starałem się wypędzić stary wygląd i jak najbardziej
unowocześnić mieszkanie. Najważniejsze było to że pozbyłem się pleśni i
teraz w domu panuje świeża bryza leśna.
Stałem na środku sporego holu tyłem do drzwi frontowych i podziwiałem
wyniki swojej pracy. Nawet schody na piętro już nie skrzypiały, było
trochę z nimi zabawy ale udało się je naprawić nie wyrzucając zabytkowych zdobień.
Gwałtownie poczułem coś czego nie potrafię opisać,to narastało, kiedyś
to znałem teraz już nie pamiętam co to znaczy, grzebałem myślami w
pamięci ale nic, po chwili ktoś zadzwonił do drzwi. Otrzepałem ręce, w
sumie nie potrzebnie bo nie były brudne i podszedłem do drzwi, nie wiem
dlaczego bo nigdy tego nie robię, spojrzałem przez dziurkę w drzwiach.
Widząc osobę stojącą za drzwiami zrobiło mi się gorąco, szybko
odwróciłem się i przywarłem plecami do drzwi, jakby za nimi czekała
pewna śmierć lub demoniczne psy chcące uregulować pakt ale nie to było
jeszcze coś gorszego. Nie wiedziałem co zrobić, miałem chaos w głowie i
nie mogłem pozbierać myśli.
-Co teraz, co teraz ? - powiedziałem do siebie
Ta osoba zadzwoniła do drzwi jeszcze raz, i to zmotywowało mnie do
działania. Odsunąłem się od drzwi na jakieś 5 metrów i myślami je
otworzyłem.
-Proszę wejść do pokoju przy kuchni, zaraz tam przyjdę - miałem nadzieje że mój głos zabrzmi trochę poważniej.
Nie oglądając się wszedłem nerwowym krokiem na górę i szybko skryłem się w łazience.
-Co ja mam zrobić ? - zadałem sobie podświadome pytanie.
Stanąłem przed lustrem przy umywalce i chciałem zmienić wygląd, ale
przez mętlik toczący się w mojej głowie nie mogłem utrzymać
transformacji na długo. Po kilku próbach odpuściłem.
Załamany usiadłem na desce klozetowej i szukałem jakiegoś wyjścia z
sytuacji. Nagle mam ! Na grzejniku wiszącym na ścianie łazienki była już
sucha kominiarka na twarz, odkrywała tylko oczy. Bez wahania zarzuciłem
ją i zszedłem do pokoju przesłuchań gdzie czekał gość. Zasunąłem rolety
i zgasiłem światło, aby zupełnie zaciemnić pokój, jedynym źródłem
światła była mała lampka na biurku. Usiadłem cały w nerwach na skórzanym
krześle, po drugiej stronie siedział Sam.
Jakieś dwa lata temu zanim zostałem tym kim jestem on był moim
najlepszym przyjacielem, był jak brat. Wszystko robiliśmy razem, nauka
jazdy na rowerze później motorze i samochodzie, pierwsze balety i
dziewczyny, to on zachęcił mnie do fachu detektywa gdy ja chciałem
zostać tylko policjantem. Lepszego człowieka na świecie nie ma, ale
skończyło sie to gdy umarłem, stało się to nagle przed śmiercią byliśmy
umówieni jeszcze na zawody motocyklowe, wszystko dokładnie pamiętam. Nie
chciałem po ,,zmartwychwstaniu" wracać do niego bo sądziłem że tak
będzie lepiej, dostał by jakiegoś szoku czy coś no i ja ściągam tylko
kłopoty, nie mogę mieć nikogo bliskiego ponieważ taka osoba stała by się
moim słabym punktem którego ktoś mógłby wykorzystać. Nie chcę aby on się
mieszał w sprawy których normalni ludzie nie pojmują, dobrze było tak
jak było do tej pory a teraz on siedzi u mnie w gabinecie i czegoś chcę ale czego ?
-A więc o co chodzi ? -spytałem poprawiając jeszcze kominiarkę przy szyi
-Po co Ci kominiarka ?
-Wczoraj paskudnie zalałem sobie twarz wrzątkiem i lekarz tak zaradził,
abym nie zdejmował kominiarki. - szybko wymyśliłem wytłumaczenie - myślę że nie będzie to bardzo przeszkadzać
-Może i nie.
-A więc o co chodzi ?
-Jestem Sam Winchester. Dwa lata temu czułem się obserwowany praktycznie
non stop, znajdywałem u siebie w domu poprzesuwane przedmioty i jestem
pewien że to nie ja je ruszałem. Rok później zacząłem widzieć jakiś
ludzi często chowające się gdzieś za mną, jednego już prawie dwa razy
potrąciłem. I w tym roku cztery razy napadały na mnie te osoby, byli
jacyś dziwni, nic nie mówili, nawet nie mlaskali chyba też nie oddychali.
-Byłeś u psychiatry ?
-Byłem
-I co ?
-Stwierdził że nic mi nie jest
-Dobrze. A coś się wydarzyło te dwa lata temu ? Dość konkretnie mówisz o
czasie w którym zaczęło się to dziać.
Nastała chwila ciszy sam, miał zakłopotaną minę myśliciela.
-Dwa lata temu zmarł niespodziewanie mój brat. Byłem z nim naprawdę blisko.
-Hmm... nie jestem psychiatrą i nie będę wnikał w twój umysł, zajmę się tą sprawą. A gdzie mieszkasz ?
-Mieszkam kawał drogi stąd i przyjechałem specjalnie do Pana, znalazłem
pozytywne opinie w internecie na Pański temat, ale aktualnie mieszkam w
hotelu kilka kilometrów stąd.
-Proszę podać mi swój nr telefonu
Podsunąłem mu notatnik.
-Dziwnę ale masz głos taki jak miał Dean. - skończył pisać nr
Zmieniłem głos na bardziej ochrypnięty co raczej zabrzmiało śmiesznie
nisz profesjonalnie.
-Co ? nie możliwe.
-I jakie Pan podejmie działania ?
-A takie tam
Wstałem i pokazałem mu wyjście.
-Skontaktuje się z Panem jak coś będę wiedział, będzie Pan obserwowany i
w ogóle i dowiem się co się kryje za tym problemem. - powiedziałem w
trakcje gdy praktycznie wypychałem go z domu
Zamknąłem drzwi i jeszcze przez dziurkę spojrzałem czy idzie, schodził właśnie ze schodów. Odwróciłem się i zauważyłem stojącego na drugim końcu holu anioła.
-Czego chcesz ? - spytałem napinając się do walki
-Biedny Sam. Pamiętasz go jeszcze ? - powiedział niezwykle irytującym głosem
-Zostawcie go ,on nie jest niczemu winien
-Może i nie ale dzięki niemu ty będziesz nasz
-Niby czemu ?
-Dołącz do nas i pomóż a Sam nadal zostanie nie świadomym głupim człowiekiem.
-Zamknij się ! - wybuchłem
-Zrobimy tak. Ty pójdziesz ze mną a Sam spokojnie wróci tam skąd przyjechał jak oczywiście będzie chciał, ale zapewniam Cię że nie zrobimy mu krzywdy. Co ty na to ?
-A jeśli się nie zgodzę ?
-Sam umrze
Rozległ się biały blask i ja razem z aniołem zniknęliśmy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz