- Postaraj się z nią jeszcze raz porozmawiać Cole - powiedział Mentor.
Westchnąłem.
- Rozmawiałem. Rozmawiałem tysiąc razy.
- Jej dar bardzo by nam się przydał. Jeśli przeszłaby na naszą stronę...
Mentor nie dokończył. Ja też się nie odzywałem. Mijały minuty, a on czekał cierpliwie na moją odpowiedź. Wreszcie odparłem.
- Ona jest naprawdę uparta. Nie zdradzi swojego rodu.
- Podpisała pakt na 10 lat. Po tych 10 latach może dołączyć do nas...
- Wątpię - uciąłem.
Mentor spochmurniał.
- Nie wiem jak to zrobisz, jednak nakładam na ciebie obowiązek przekonania jej do nas.
- Trzymaniem jej 24/7 w celi na pewno w tym nie pomoże - odparłem z przekąsem.
Mentor odwrócił się.
- Jeśli uznasz to za słuszne, możesz ją wziąć do siebie Eternal - powiedział - Masz wziąć na siebie jej treningi, zdrowie i to żeby czuła się dobrze. Masz jej przyszłość w swoich rękach. Wykorzystaj to dobrze, jeśli nie chcesz się narazić na mój gniew, Cole.
***
- Będzie z nami mieszkać?! - krzyknęła moja siostra wstając nagle od stołu i przewracając szklankę, która roztrzaskała się na podłodze.
Złapałem się za głowę.
- W połowie Anielica i taka niezdara - mruknąłem do siebie.
- Co się dzieje? - spytał Victor wchodząc do kuchni, a za nim Beathe.
Westchnąłem.
- Lena jest odrobinę nadpobudliwa - zauważyłem.
- Sam jesteś nadpobudliwy - burknęła, jednak zaraz się rozweseliła - Diana będzie z nami mieszkała!
- Tego nie powiedziałem... - zacząłem, jednak Victor wszedł mi w słowo.
- Jaka Diana?
Beathe przewróciła oczami.
- No ta sławna teraz, wszyscy o niej mówią. Naprawdę nie kojarzysz?
- Ale czy ja... - zacząłem ogłupiały, jednak Lena już zaczęła biegać po domu.
- W tym wolnym pokoju gdzie kiedyś spała Ivy, zrobimy jej sypialnię. Nie wiesz czy Diana lubi kolor fioletowy?
- Boże... - mruknąłem do siebie, przykładając sobie dłoń do twarzy.
- Będzie trzeba zakuć ją w kaganiec - zauważył rozbawiony Victor - Nie przepuści okazji do ucieczki.
- Ty wstrętny erotomanie - syknęła Beathe - Tobie tylko kagańce i kajdanki w głowie.
Victor wzruszył ramionami.
- W końcu jestem mężczyzną...
- Żaden kaganiec nie będzie potrzebny! - krzyknęła Lena z pokoju - Myślę, że Diana będzie chciała z nami współpracować.
Poszedłem za Leną i oparłem się o framugę drzwi.
- Myślę, że ta różowa pościel szczególnie przypadnie jej do gustu - zauważyłem złośliwie.
- Nie znasz się - mruknęła pod nosem siostra, jednak myślami była gdzieś daleko.
Westchnąłem. Oni wszyscy tak się napalili, a ja nawet nie wiedziałem, czy będę w stanie wziąć na siebie taką odpowiedzialność. Mentor wydał mi polecenie, ale zawsze można było go jakoś przekonać do zmiany decyzji...
Jednak widząc szczęśliwą twarz mojej siostry, która dawno tak się nie cieszyła, zrezygnowałem z tego pomysłu.
Ehh... Najwyżej pobawię się w niańkę. Cóż to dla mnie 10 lat? Jakoś damy radę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz