Biegłam na salę operacyjną, miałam właśnie ciężki przypadek... Był karambol na moście a w San Francisco to mało spotykane. Było dużo osób rannych, już dwie godziny przyjmowaliśmy,leczyliśmy i uspokajaliśmy pacjentów i ich bliskich choć większość z nich była w tak ciężkim stanie... że nie udaje nam się ich odratować. Dużo było dzieci, dziesięciorga przyjęłam z doktor Wanat na oddział. Od razu zajęłam się bliźniakami, ich matka była nieprzytomna a ojciec... ojciec... śmierć na miejscu.
Orda był ze mną, właśnie nastawił palec otumanionemu mężczyźnie. Jakaś mała dziewczynka za nim chodziła, Daniel krzyknął na mnie bym ją zabrała. On nie lubił tłoku wokół siebie i zwykle wolał być sam gdy pracował nad czymś... dziewczynka go rozpraszała.
-Nie krzycz. - podeszłam do niego i zabrałam dziewczynkę. - Gdzie twoja mama?
-Nie wiem... - rozejrzała się. Trzymała w ręku białego króliczka z różową kokardką, ściskała go mocno - Szukam mamusi...
-Pomogę Ci znaleźć mamę... powiedz mi tylko ile masz lat i jak masz na imię.
-Anna... mam osiem lat.
-Dobrze... em... Czy na moście... jechałaś z mamą?
-Tak, z tatą też...
-Gdzie tata? Umiesz tutaj go wskazać?
Rozejrzała się, pociągnęła mnie wzdłuż sali przez łóżka, rannych, lekarzy i pielęgniarki, na końcu wskazała mi swojego ojca. Dziewczynka poszła do niego a ja kazałam im poczekać. Pobiegłam na spóźnioną operację, ordynator nie był tym zachwycony ale przymknął na to oko. Potem czekała mnie operacja matki tej dziewczynki Anny... Trwała siedem godzin... nie udało mi się jej uratować... teraz... musiałam powiedzieć to rodzinie zmarłej kobiety... że ona nie żyje... Nigdy nie umiałam tego mówić, zawsze lekarzom przychodziło to nie łatwo...
-I co z moją żoną? - przytulił córeczkę do siebie a ja usiadłam zmęczona i smutna, że nie udało mi się nic zrobić. - Niech pani mówi!
-Nastąpił krwotok... serce nie wytrzymało, jej krwinki...
-Niech pani... niech pani przestanie... Mam dość... - przytulił Annę do siebie i powstrzymywał łzy.
Spuściłam wzrok i ja także zrobiłam to co on.
-Przepraszam... - szepnęłam i odeszłam.
Po ciężkiej pracy dopiero rano wróciłam do domu, czekał mnie jeszcze w nocy dyżur więc musiałam zostać... i tak spałam na dyżurze... Choć trochę odpoczęłam. Wyszłam ze szpitala o dziewiątej i poszłam przez las, musiałam i tak iść do Michaela... na umówione spotkanie.
Nagle zobaczyłam Beathe, której nie widziałam dobre pół roku...
-Co tu robisz? - zdziwiłam się.
-Słyszałam u demonów co mówili... o dziewczynie która jest dla nich przepustką do świata żywych!
-Szpiegujesz demony?
-Nie ważne! Taką mam robotę! Ale... Czemu nic nie mówiłaś!? Wiesz, że przepuściłaś demony do pewnego ważnego miejsca które...
-Skąd wiesz, że to ja to zrobiłam?
-Bo słyszałam ich rozmowę dopiero co! Mówiły, że szatan ma co do ciebie plany ale na razie nie ma jak się zbliżyć... co to znaczy!? Jeśli aniołowie się dowiedzą...
-Nie dowiedzą, bo nic im nie powiesz, prawda?
-Mogą sprawdzić mi myśli...
Przekrzywiłam głowę znudzona.
-Nie bajeruj mnie tutaj Beathe... Masz swoje życie z tymi aniołami, mnie to nie dotyczy...
-Dotyczy! Właśnie, że dotyczy! Jeśli się do ciebie doczepią ja nie mam nic do powiedzenia. Już jedną dziewczynę złapali i nie wiadomo jaki jej los! Jest od demonów, ma szanse żeby ją uratować... jeśli szatan się do ciebie uczepił i stworzył cię jako wrota przez które nieświadomie tworzysz i przeprowadzasz demony... sorry, ale będę musieli cię zabić i nie masz nic do gadania!
-Na razie jestem bezpieczna bo niczego nie podejrzewają. Są najwidoczniej głupi i ślepi. Jestem bezpieczna.
-Ivy! Nie mów tak na nich to s...
-W dupie mam to wszystko. Mam normalne życie, pracę, przyjaciela... Dążę do normalnego życia, a ty, anioły, demony i całe to pieprzenie o wrotach mi nie pomaga! - krzyknęłam.
-Musisz to opanować!!!
-Nie wtrącaj się! Nie będę tego opanowywać nikt o tym nie wie i się nie dowie nawet nie wspominaj w tej swojej grupie aniołków że ktoś taki w ogóle istnieje!
-Musisz to opanować...Martwię się... mogę ci pomóc...
-Ktoś już mi pomaga! Wystarczająco wiele dla mnie zrobił, a ty się budzisz po pół roku i mi mówisz, że się martwisz?! Nie pomożesz mi! A tak jest mi wygodnie!
-Kto ci pomaga? - zdziwiła się.
-PRZYJACIEL. Nie twój interes,odczep się!
Poszłam do domu Michaela i przepraszałam go za spóźnienie, jednak on zapewnił, że nic się nie stało i jest okay.
-Głodna?
-Spragniona.
-Znów się schlejesz.
-Nie!
-Kłamiesz!
Zdenerwowana wstrzymałam zła oddech.
-Kocham tą minę! - zaśmiał się a ja poszłam za nim do salonu.
-Mmmm pomóc ci w czymś?
-Nie trzeba.
-Na pewno?
-Tak. - mrugnął do mnie i poszedł.
Usiadłam na kanapie i zamyśliłam się. Skąd Beathe mnie znalazła i dlaczego szpieguje demony? To jej nowa praca u aniołów? Nowe zadanie? Robi za szpiega i żaden demon jej nie złapał... jeszcze... A jak złapią? Będą z niej dusić pewnie to co wie, kto przetrzymuje tam kogo i w ogóle... będzie miała kłopoty. Wtedy powinnam zainterweniować...? Wątpię, że anioły w ogóle się domyślą kto przepuszcza demony do świata żywych. Nic nie zauważyli wcześniej, teraz tym bardziej. Nie powinnam się tym przejmować, szczególnie w takiej miłej atmosferze z Michem.
-Co taka smutna? - spytał wchodząc do pokoju.
-Zamyślona. - uśmiechnęłam się.
-Coś mam...
-Co takiego?
Wyciągnął ze skrzynki wino. Przechwyciłam je z uśmiechem.
-Uuu... - szepnęłam.
-Przypilnuję cię tylko żebyś nie była pijana.
-Dobrze tato. - odparłam.
Teraz powinnam odreagować od pracy, spotkania z Beathe... będzie dobrze. Musi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz