-Widzisz Ivy w jakiś sposób dostałaś powiedzmy ,,dar" ale on teraz
działa na twoją nie korzyść, to wszystko leży w psychice i napisaniu
własnej ,,instrukcji obsługi" nowych umiejętności. Musisz to jakoś
ogarnąć bo inaczej to ogarnie ciebie.
-Jak mam to zrobić? mam patrzeć się na te wzory i wyłapać jakiś
zaszyfrowany kod ?
Złapała się za rękę na której był wzór i głupkowato się na to spojrzała.
-Zupełnie nie o to chodzi
-A więc o co ? wytłumacz.
-Widzisz jak ja dostałem swój pierwszy ,,dar" no raczej przekleństwo,
nie potrafiłem nic z tym zrobić, nie czułem się jakiś wyjątkowy tylko
zwykły, miałem farta że to coś nie próbowało działać na moją nie
korzyść, i tak po trochu pisałem ,,instrukcje obsługi" samego siebie i
tego co jest we mnie, nadal to robię. Ty masz pecha bo walczysz na czas,
to coś chcę cię przejąć a ty nie możesz na to pozwolić i musisz tym czymś zawładnąć.
-Jak ?
-Te, bo ja psychologiem nie jestem i nie ogarniam tej twojej małej
główki, musisz sama jakoś wczuć sie w siebie najlepiej gdzieś w zaciszu,
tylko musisz próbować i się nie poddawać, musisz być Panią tego czegoś.
-Aaaa wszystko jasne ! mam siedzieć i myśleć. Udawajmy że rozumiem.
-Musisz działać szybko.
-Nie ogarniam. Muszę szybko zrobić coś czego nie rozumiem.
-Zrozumiesz, tylko się wsłuchaj w siebie.
-No dobra, masz może wino ?
-Dla ciebie wino znajdzie się wieczorem
Puściłem jej oczko a ona się zaśmiała. Po chwili ktoś zapukał do drzwi,
stanąłem dęba i próbowałem sobie przypomnieć gdzie położyłem
kominiarkę.
-Michael ? ktoś dzwoni do drzwi.
Powiedziała i spojrzała się na mnie, gdy nie dostała odpowiedzi sama poszła otworzyć drzwi.
-Jest detektyw ?
Słyszałem co drugie słowo z ich rozmowy.
-Tak jest, proszę wejść.
Olśniła mnie i szybko wleciałem do łazienki, tam właśnie zostawiłem kominiarkę.
-Michael ?! Gdzie jesteś ?
-Już idę - mój głos zabrzmiał nieco komicznie
Wszedłem do kuchni, stał tam Sam z Ivy.
-Znów ktoś na mnie napadł, mówiłeś że się tym zajmiesz.
-Zdarzają się wpadki, teraz - pomachałem rękoma na końcu wskazując na Ivy - byłem trochę zajęty.
Sam trochę się speszył
-Rozumiem.
-Zaostrzę obserwacje i całą twoją sprawę
Powiedziałem wskazując mu drzwi. Sam wyszedł z dezaprobatą.
-Yy.. Michael po co ci ta kominiarka ?
-Długo by opowiadać
Ściągnąłem ją i rzuciłem na stół.
-Dobra nie ważne, jesteś dziwny. Muszę wracać do pracy.
-Powiedziała nie dziwna ! To ty masz mega tatuaż na ręce - odparłem żartobliwie
-Oj mniejsza, zawieziesz mnie czy sama mam pójść ?
Wyjąłem z szafki w kuchni jedno wino i pomachałem butelką.
-Może wino ? - uśmiechnąłem się zaczepnie
-O patrz znalazło się wino dla mnie po południu, a miało być wieczorem -
powiedziała nieco komicznie i zaraz spoważniała - może przyjdę na kolację
-Jesteś pewna że chcesz mnie zostawić samego ? A jak znajdę sobie kogoś
do towarzystwa - powiedziałem żartobliwie i się na nią spojrzałem po swojemu.
-Tak. - odparła stanowczo.
Odwiozłem ją do pracy, po drodze cały czas pytając czy jest pewna.
Podeszła do jakieś dziewczyny przy szpitalu, ja widząc to trąbnałęm i z
pisakiem odjechałem, 3 sekundy później wysłałem Ivy sms ,,Ale pewna że
pewna ?'' Jak ja lubiłem ją wkurzać, robiła wtedy fajne miny.
Po drodze do domu zajechałem do sklepu spożywczego. Położyłem zakupy
na stole i zaczęłam je rozpakowywać, gdy odkładałem mleko do lodówki
zauważyłem stojącego w salonie archanioła, głupkowato się na niego
spojrzałem i rzuciłem w niego jajkiem, które rozlało się na nim ale zaraz znikło.
-Była umowa
-A wy jej nie dotrzymaliście - odwróciłem się i kontynuowałem poprzednią czynność
-Jeszcze nic dla nas nie zrobiłeś, masz do wykonania pierwsze zlecenie.
-Wiem nawet jakie
-Hmm?
Odwróciłem się do niego trzymając w uniesionych nad głową rękach mleko i chleb.
-Rozpakować zakupy
Nagle z mojej dłoni wyrwało się mleko i spadło mi na głowę, była to sprawka archanioła
-Weź się tak nie gorączkuj, co tam dla mnie masz ? - znów wróciłem do zakupów
-Demon Blood Mery,
-Krwawa Mery ? żartujesz sobie ? jej horrory były słabe.
-Meksyk, Stan Chiaps, miasto Ocosingo
-Zajmę się tym jutro.
-Masz na to tydzień.
-A przez ten czas Sam jest bezpieczny ?
-Nie
Archanioł wyparował a ja skończyłem z zakupami, teraz pora na gotowanie.
Byłem świetnym kucharzem, lubiłem na ostro ale do pikantnego pije się delikatne wino a Ivy raczej za owym nie przepada, zdecydowałem się na coś lżejszego. Najgorsze było sprzątanie kuchni, nie przepadam za nim ale się przełamałem i aż lśni. Poszedłem do sypialni trochę się ogarnąć, mając lustro zauważyłem siebie kantem oka, wróciłem się i przejrzałem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz