czwartek, 30 kwietnia 2015

Od Diany

Kiedy ten Cole wyszedł spojrzałam się na jedzenie. Byłam głodna jednak nie zjadłam nawet kęsa. Wolę umrze z głodu niż jeść jedzenie niewiadomego pochodzenia. A jak jest otrute?!
Po pewnym czasie poszłam spać. Nie wiedziałam nawet która jest godzina.

Tęskniłam za tatą... Może i nie był moich prawdziwym ojcem ale wychował mnie i to on był zawsze przy mnie.
Martwiłam się o niego. Ciekawe ile minęło od porwania. Tata pewnie teraz staje na głowie by mnie odszukać. Policja i media są pewnie powiadomione.
Było mi z tego powodu sutno. Tata nie zasłużył sobie na takie coś. On mnie kocha i teraz pewnie jest załamany. Dlaczego mu to zrobiłam? Gdybym nie wychodziła w nocy z domu... Byłabym teraz przy nim... bezpieczna.

****

Kiedy wstałam miałam mieszane uczucia. Byłam głodna, przestraszona, zdezorientowana, załamana ale także miałam ochote z kimś porozmawiać. Povprostu odezwać się do kogoś. Przebywanie  samemu w zamkniętym pomieszczeniu może sprawić iż każdy zwariuje. Nikt normalny nie wytrzymał by dlugo bez kontaktu z drugim człowiekiem.
Zastanawiałam się co mogą chcieć ode mnie porywacze. Pieniędzy nie chcą podobno. Wiedzą o moim darze jednak ja zaprzeczam iż go mam. Nic nikomu nie powiem. Podpisałam cyrograf a w jednej z zasad w nim zapisanych było dochowanie tajemnicy.
Nadal zastanawiem się czy poddanie się przeznaczeniu było dobrą decyzją. Jednak... sama nie wiem. Od przeznaczenia się nie ucieknie. Ono zawsze się spełnia. Więc po co miałabym to odwlekać? No ale walka nawet przegrana lecz z dobrymi intencjami, w dobrym celu jest najważniejsza. Jednak teraz nie moge nic zrobić. Jedyne co zostało mi to czekanie aż zakończy się umowa z cyrografu. Mama kiedy zapytałam jej się czy jest on taki jak inne, na 10 lat powiedziała że tak jednak nie byłam pewna czy to prawda. Jednak po co miałaby kłamać? Jest moją mamą, chce dla mnie jak najlepiej! Nie zrobiłaby nic co nie byłoby dla mnie dobre.
Wychowywanie się bez matki jest trudne. Inne dziewczynki dowiadywały się wszystkiego o dojrzewaniu od swoich matek a ja? Od opiekunek, gosposi... To nie jest fajne. Lecz miałam z nimi dobry kontakt. Były w jakimś stopniu dla mnie jak matki. A teraz kiedy mam przy sobie (a raczej miałam zanim mnie porwano) moją prawdziwą i jedyną mamę... czułam się szczęśliwsza.. a przynajmniej w jakimś stopniu. Gdyby nie te całe demony i tak dalej było by doskonale. Jakoś bym funkcjonowała normalnie z tym swoim darem. Może wtedy nawet bym go nie miała? I wtedy byłoby inne moje przeznaczenie.
Nie chciałam być zła. Chciałam być dobra. No ale los chciał inaczej. Bogini Fortuna jest znana z tego że lubi się zabawiać. Jednym daje innym odbiera.
Drzwi się otorzyły nagle. Do pomieszczenia wszedł chyba ochroniarz. Położył mi na stoliku jedzenie poczym wyszedł. Tego też nie zjadłam mimo iż bylam głodna. Wolę umrzeć z głodu.
Usiadłam w wygodniejszej pozycji i skupiłam się.
-Mamo-staralam się nawiązać więź telepatyczną.
Zero odpowiedzi.
-Mamo jestem przetrzymywana. Nie wiem czego porywacze chcą ale wiedzą o darze.
Nic. Cały czas to samo.
-Pomocy!
Cisza. Jednak warto chociaż starać się...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz