niedziela, 12 kwietnia 2015

Od Cole

- No i pięknie! - warknąłem rzucając w stronę swoich towarzyszy - Jak wy o wszystko potraficie się zatroszczyć!
- Cole, spokojnie... - moja siostra próbowała mnie uspokoić, kładąc mi rękę na ramieniu, ale odtrąciłem ją.
Beathe wbiła wzrok w podłogę.
-  Tylko na nią nie krzycz - uprzedził mnie Victor - Nie jest niczemu winna.
Wypuściłem powoli powietrze z ust i powiedziałem.
- Dobra. Słuchajcie. Trzeba się skupić.
Po chwili wszyscy usiedliśmy. Beathe usiadła po mojej lewej i cały czas obserwowała mnie z obawą.
- To jak? Ktoś ma jakiś pomysł? - spytałem.

https://media4.giphy.com/media/9LoXooKpjZbG0/200.gif
- Myślę, że nie powinniśmy jej teraz usuwać pamięci... - zaczęła powoli moja siostra.
Matt położył swoją dłoń na jej dłoni.
- Kochanie, ale ta dziewczyna zbyt wiele wie...
- Matt ma rację - przyznał Victor - Ona tego nie wytrzyma psychicznie.
- Beathe, a ty jak myślisz? - zwróciłem się do niej. W końcu przyjaźniła się z nią.
- Ivy... - zaczęła. A więc tak ona ma na imię - Jest naprawdę wytrzymała psychicznie. Matka od nich odeszła, a mimo to jest twarda i nie okazuje jak bardzo ją to boli.
Vicotr parsknął.
- Ale odejście matki to nie to samo co nawiedzenie demona.
Zapadła cisza.  W duchu wszyscy przyznaliśmy mu rację.
- A ty Cole? - spytała Lena - Nie wyraziłeś się na ten temat.
Opadłem na oparcie i z westchnieniem uścisnąłem sobie nasadę nosa.
- Trzeba z nią porozmawiać. Ale metafizycznie się nie da - uśmiechnąłem się ironicznie - Trzeba ją znaleźć.
Moja siostra zrobiła dziwną minę.


http://images5.fanpop.com/image/photos/29200000/Amanda-S-amanda-seyfried-29241869-500-318.gif

- Pewnie poszła do kawiarni. Jest tuż obok - stwierdziła Beathe.
- Doskonale - odparłem i podniosłem się z kanapy.
Ubraliśmy peleryny i założyliśmy kaptury na głowę. Wraz z Vicotrem i Beath, poszedłem przodem. Moja odważna i wiecznie nieustraszona siostra, chyba teraz trochę podupadła na duchu. Rzuciłem znaczące spojrzenie Mattowi, aby nie spuszczał jej z oczu.
Z jakiegoś budynku dochodziła głośna muzyka. W tym mieście to normalne, jednak na rękach czułem nie spotykane u mnie nigdy dreszcze. Gęsta mgła sprawiała, że mimo mojego nadludzko wykształconego wzroku nie widziałem co jest parę metrów dalej. Nie bałem się. Jedyne o co się martwiłem, to o moją siostrę, która w świetle ulicznej latarni, wyglądała naprawdę blado.
Gdy wreszcie dotarliśmy do tej kafejki, okazało się, że jest... pusta.
Beathe zamarła i złapała się za głowę.
- Nie ma jej tu... - szepnęła.
Nagle z oddali dobiegł nas czyiś krzyk. W mgnieniu oka wyszedłem na zewnątrz, akurat gdy rozpędzony pocisk trafił prosto na mnie.
Trzęsąca się, mokra i rozhisteryzowana kulka, okazała się tą dziewczyną... Ivy wytrzeszczała szeroko oczy i pokazywała gdzieś za siebie.
- Tam! Tam!
- Co tam? - spytałem rozdrażniony. Lubiłem, aby podawano mi informację, prosto i do rzeczy.
- Dziewczyna... - wychlipała i zachwiała się na nogach.
Złapałem ją w locie, gdy upadała.
- Jaka dziewczyna? - wyszeptałem.
- Leży na poboczu  - mruknęła jeszcze i znów zemdlała.
Pokręciłem powoli głową w niedowierzaniu. Nawet ja miałem na dzisiejszą noc dość. A co dopiero ona...
- Beathe i Lena - zwróciłem się do nich -  Weźmiecie Ivy na górę i zajmiecie się nią do naszego powrotu?
Beathe skinęła głową i z łatwością wzięła Ivy na ręce. Lena, mijając mnie, szepnęła.
- Uważaj na siebie  - i już ruszyły w stronę domu.
Odwróciłem się do Victora i Matta.
- Wiem, że za sprawy ludzkich wypadków, odpowiadają ludzcy stróże prawa... - zacząłem - Ale ta noc jest zbyt dziwna żebyśmy zignorowali to wydarzenie - pokiwali głowami - Chodźmy to sprawdzić. Mam nadzieję, że jedyną rzeczą, którą będziemy musieli zrobić to zadzwonienie po karetkę pogotowia...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz