- Zajebany kundel! - syknął gdzieś z przodu Victor, a ja omal na niego nie wpadłem.
Sam przekląłem, a oburzona Lena szybko zareagowała.
- Zachowujecie się jak dzieci! Przestańcie! Jeszcze obudzicie domowników.
Przewróciłem oczami, jednak musiałem przyznać siostrze racje.
- To tak jak wcześniej ustaliliśmy - mruknąłem - Ja i Victor idziemy do pokoju tej dziewczyny.
- Diany - uściślił Victor.
Westchnąłem.
- No dobrze. Diany. A wy dwie stoicie na czatach - zwróciłem się do Leny i Beathe - Matt trzyma wartę z zewnątrz. Postarajcie uciszyć się tego kundla.
- Ostatnio, wydawało mi się, że było ich trzy... - mruknęła Beathe, jednak nie zwróciłem na to uwagi.
Na zwierzęta nasza obecność działała kojąco, więc pies szybko zamilkł.
- To było chyba tu - ruszyłem po schodach na górę, a za mną Victor.
Gdy doszliśmy do odpowiednich drzwi zerknąłem na towarzysza.
- To tu, c'nie?
- Chyba tak - mruknął.
Ostrożnie je pchnąłem. Całe szczęście nie zaskrzypiały. Podłoga też była cicho. Tu akurat nasza zasługa, bo gdy tylko chcieliśmy, mogliśmy być dosłownie bezszelestni.
Drzwi zamknęły się same. Od razu na skórze wyczułem obecność kogoś trzeciego, jak nie czwartego... Rozejrzałem się czujnie i podszedłem parę kroków.
Spodziewałem się w łóżku tej dziewczyny.
Z zaskoczeniem stwierdziłem, że...
Nie ma jej tu.
Zerknąłem na Victora.
- Hmm.. Bracie, wydaje mi się, że pomyliliśmy pokoje.
Towarzysz zdziwiony obejrzał się za siebie.
- To niemożliwe. Jestem pewny, że to t u.
- W takim razie mieszkanka postanowiła przenieść się gdzieś indziej na tę noc...
- Ale czuję ją - odparł Victor - jest w tym domu na pewno.
- Ja też - poparłem go.
Gdy wychodziliśmy, rzuciłem ostatnie spojrzenie na łóżko. Bardzo możliwe, że demon (jeśli był) podążył za Dianą, gdziekolwiek się znajdowała. Raczej niemożliwe było, by tu został i spokojnie czekał.
Jednak wychodząc nie mogłem pozbyć się wrażenia, że ktoś mnie obserwuje...
- Mamy mało czasu - mruknąłem do Victora - Za niedługo będzie świtać, a wykrycie demona i wybawienie go z domu będzie naprawdę długie...
Towarzysz pokiwał głową i zaczął schodzić na dół.
- Już po wszystkim? - spytała zaskoczona Lena.
- Nie ma jej w pokoju... - mruknąłem.
- Więc to logiczne, że może spać albo w salonie, albo w gościnnym. Tutaj z nami jej raczej na kanapie nie ma, więc w tył zwrot chłopcy i na górę marsz - odparła Beathe.
Westchnąłem. Ta dziewczyna, to jednak miała łeb.
Całe szczęście nie długo nam zajęło namierzenie jej. Nie mieliśmy tak wykształconego zmysłu węchu jak np. wampiry. Czuliśmy od nich dużo słabiej, ale bez porównania lepiej od ludzi.
Diana czy jak jej tam było, rzucała się po całym łóżku. Wchodząc do pokoju odczułem jeszcze mocniej niż w tamtym czyjąś obecność. Victor zaczął powoli badać pokój, a ja podszedłem do łóżka.
Księżyc wyszedł zza zasłony i nagle oświetlił jej twarz.
Zaskoczony cofnąłem się.
To niemożliwe...
Pochyliłem się nad nią, starając się nie oddychać. Ostrożnie dotknąłem jej włosy.
Była do niej tak niesamowicie podobna, że przez chwilę miałem ochotę...
Jednak po chwili natychmiast się odsunąłem.
Powoli się odwróciłem i spytałem Vicotra, jakby nic się nie stało.
- Masz coś?
- Właśnie...
W tej chwili usłyszeliśmy jakiś hałas z dołu. Do pokoju wpadła Lena.
- Chłopaki! Wynosimy się! Ojciec się obudził i zaraz wejdzie na górę.
Natychmiast otworzyłem okno. Przepuściłem Lenę, Beathe i Victora przodem. Słyszałem kroki na korytarzu, jednak postałem jeszcze chwile i rzuciłem ostatnie spojrzenie dziewczynie.
Po chwili wyskoczyłem. Zapomniałem na śmierć zamknąć tego okna, a zorientowałem się dopiero gdy wracaliśmy.
Westchnąłem cicho. Miałem nadzieję, że nikt się nie zorientuje.
- Znowu klapa - mruknęła Beathe - Dziś znów będziemy musieli tu przyjść?
- Nie mamy wyjścia - odpowiedziałem zamyślony - To mi wygląda na wielkiego demona.
Dziewczyny zamilkły, a ja bez słowa szedłem przed siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz