poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Od Michaela

Patrząc się na Ivy siedzącą przy barze miałem mieszane uczucia, 
trochę za dużo piła ale za to zapomniała o problemach, no ale 
alkohol to nie wyjście z sytuacji. 
Podszedłem do Ivy rozmawiającej z jakimś napaleńcem.
-Ivy, chodź na ten wieczór zaplanowałem coś jeszcze - 
wiedziałem że nie będzie chciała szybko opuścić lokalu gdybym 
powiedział ,,koniec zabawy, pora spać" 
-Naprawdę ? a co ? -spytała popijając whisky 
-Zobaczysz 
Nagle popchnął mnie menel siedzący obok niej.
-A ty kim jesteś ? nie widzisz że ja sobie ją zająłem ? - 
powiedział sprośnie spocony ale o atletycznej postawie chłopak
-Chodź Ivy 
Wyciągnąłem do niej rękę i gdy zaczęła wstawać z wysokiego 
obrotowego krzesła bez oparcia wstał ten kolo obok i zamachnął 
się z pięścią na mnie, zatrzymałem uderzenie lewą ręką i jednym 
 ruchem skręciłem mu nadgarstek. 
-Ty skurwielu ! Boli kurwa ! 
Menel złapał się za bolącą dłoń i usiadł zostawiając odchodzącą 
Ivy i mnie w spokoju. Gdy wychodziliśmy z lokalu Ivy zarypała 
jakiemuś dziadowi z liścia.
-Co jest ? - spytałem z ciekawością 
-Klepnął mnie - powiedziała i poszła przodem.
Bezproblemowo omijając zaćpane towarzystwo doszliśmy do auta, 
zamknąłem drzwi, włączyłem cicho muzykę i ruszyliśmy prosto do 
mojego domu. Już dojeżdżałem do bramy gdy w lesie nagle auto 
odmówiło posłuszeństwa i zatrzymało się na środku polnej ścieżki. 
-Co jest ?- spytała Ivy powoli trzeźwiejąc
-Nie wiem, zostań zaraz sprawdzę, nie wychodź z auta. 
Wyszedłem z auta i rozejrzałem się wzrokiem do okoła, potem 
podszedłem do maski i już miałem ją otwierać ale potężna fala 
popchnęła mnie prosto na nią i z głośnym brzdękiem palnąłem 
głową, jeszcze nie zdążyłem się zorientować co się stało a już 
dostałem kolejny cios, przez który upadłem na ziemię. Sprawcy 
nie było widać za to słychać było potężne machanie skrzydłami.
-Castiel ! Odpuść sobie ! - wykrzyczałem mocno wkurzony, ten 
wieczór miał być odpoczynkiem od takich spraw. 
Leżąc na ziemi kolejny raz niewidzialna siła przybiła mnie do 
gleby, szybko wstałem i oparłem się o drzewo, w samochodzie 
widziałem przerażoną Ivy.
-Michael ! - krzyknęła, przyglądając się mi 
Nic nie odpowiedziałem, puściłem jej tylko oczko.

Prze-teleportowałem się w miejsce z którego Ivy nie będzie 
widziała całego zajścia. 
Z nocnej mgły powolnym krokiem wyłonił się archanioł Gabriel, 
jego skrzydła przenikały przez gałęzie drzew, a on sam nie 
spuszczał ze mnie wzroku.
-Nie Castiel tylko Gabriel, trzeba to skończyć tu i teraz, jesteś zagrożeniem. 
-Chcesz mnie zniszczyć bo co ?! - krzyknąłem 
-Dobrze wiesz czemu, Bóg tak chce 
-Maniakalny morderca ! psychol z ciebie ! 
-To nie ja jestem mieszanką całego zła z domieszką dobra, masz 
w sobie cząstkę Boga Michael, musisz umrzeć. - jego głos był 
nad wyraz spokojny przez co wydawał się psychopatyczny.
-Nic nie poradzę na to, nie chciałem tego ! 
-Nikt nie trwa wiecznie. Bóg przez ciebie nie ma wystarczająco 
sił na zatrzymywania zła w piekle, dlatego wiele demonów 
wydostało się na ziemie i robi zamęt, nie szkoda ci tych 
niczemu nie winnych ludzi ? 
-Ja też nie byłem niczemu winien a umarłem! 
-Takie rzeczy się zdarzają, powinniśmy wtedy nie wpuszczać 
ciebie  do bram niebieskich, zamordowałeś wiele bóstw swoją 
obecnością, no i pozbawiłeś Boga części mocy. 
Teraz staliśmy już oko w oko, niecały metr od siebie, on był 
wyższy ode mnie o jakieś 30 cm, emanowała od niego pewność 
siebie i maniakalna chęć zabicia.
-To jak Michael ? Chcesz uratować ludzi ? 
Chwile się zastanowiłem, tak było by chyba lepiej ,ale zabicie 
mnie tylko w założeniu może przywrócić porządek, a nie  chcę 
ginąć na marne. 
-Zrobię to inaczej - powiedziałem już bez unoszenia głosu 
Zaczęła się walka, mój cios wyprzedził jego uderzenie, Gabriel 
uniknął go rozpływając się we mgle, nagle poczułem że 
materializuje się za mną i wysunąłem z pleców macki które go 
unieruchomiły ale nie na długo, teraz pojawił się 3 metry 
ode mnie i palnął mnie falą uderzeniową  na skutek tego walnąłem 
plecami w drzewo które się obaliło. Jeszcze dobrze nie wstałem 
a juz zacząłem atakować jego bariere umysłu, było to jak 
znalezienie szczeliny w szkle, tyle że ja mam tajną broń, nie 
jestem sam we mnie jest wiele innych którzy razem ze mną 
zaczęli atakować mur myślowy archanioła, to go sparaliżowało, 
teraz staliśmy na przeciw siebie bez ruchu. Sprawę  łamania 
bariery pozostawiłem istotą które zabiłem nieumyślenie i teraz 
żyją we mnie, a sam podjąłem atak fizyczny. Przemieniłem się w 
wielkiego demona kształtem przypominającego lwa w końcowej 
facie rozkładu, i skoczyłem na Gabriela, ale ten uniknął ataku 
po prostu kucając, w tej sytuacji nie był w stanie zrobić nic 
innego, nie mógł przerwać obronny umysłu i przez to nie mógł 
się też bronic fizycznie. Obaliłem go skacząc mu na plecy, 
przeobraziłem się s powrotem w człowieka. Archanioł przerwał 
obronę umysłu i teraz już był mój. Finiszując walkę wyrwałem mu 
skrzydła, trysnęła krew 

i rozpadły się w pył tak samo jak ciało Gabriela.
 Otrząsnąłem się i szybko wróciłem do auta, ku mojemu 
zdziwieniu nie było w nim Ivy i na nieszczęście zaczął jeszcze 
padać deszcz. 
-Ivy ! - zawołałem z marną nadzieją że odpowie. 
Kantem oka zauważyłem piekielnego psa. Przez myśl przeszło mi 
,że one mogły coś zrobić Ivy. Natychmiast pobiegłem za nimi, 
wyraźnie szukały kolejnej ofiary niespłaconego paktu z demonem.
Chwilę je śledziłem, one o tym wiedziały ale to ignorowały, 
czuły respekt do mnie. Szła przy nich też dziewczyna, nieco speszona moim towarzystwem ale uparcie tego nie pokazywała, przyjęła postawę psów czyli ignorowanie mnie.
-Ej ty ! - zawołałem. Od niej mogłem się dowiedzieć czy psy nie zrobiły czegoś Ivy, ale ona mnie zignorowała.
Prze-teleportowałem się zaraz przed jej twarzą.
-Ej kochaniutka, wołałem Cię - powiedziałem lekko poirytowany
Dziewczyna stanęła i nie do końca wiedziała co zrobić, czy się odezwać czy ignorować.
-Czego chcesz ? 
-Czy twoje pupilki nie wpadły przypadkiem na pomysł skrzywdzenia blond dziewczyny siedzącej w czarnej Nawarze tu w lesie ? Ma na imię Ivy. 
-Masz szczęście, nie widzieliśmy jej. 
-Na pewno ? 
-Tak.
Delikatnie uniosłem jej brodę tak aby patrzyła mi w oczy a nie w ziemię. 
-Jestem Michael a ty ?
-Bella - powiedziała po chwili szybkiego zastanowienia
-A tak na prawdę, uwierz mi wiem że kłamiesz.
-Diana 
-Miło mi Diano, skłonił bym się i machnął kapeluszem ale go nie mam. - powiedziałem lekko rozluźniając atmosferę - widzę że nowa w zawodzie, szkoda że nie zdążyłem ci pomóc zanim się w to wpakowałaś. 
-Kim jesteś ? - spytała lekko przechylając głowę w prawo
-Detektywem mieszkam tu niedaleko, chcesz to wpadaj, pewnie będzie o czym rozmawiać a teraz sorry ale muszę znaleźć Ivy. 
Nie czekając na odpowiedz znów pojawiłem sie w aucie tym razem Ivy już w nim była.
 Deszcz do tego czasu zdążył zmyć ze mnie ślady krwi. Usiadłem z porzodu i wkurzony mocno trzymając kierownice spytałem.
-Gdzie byłaś ? 
-W lesie.
-Powiedziałem żebyś nie wychodziła z auta, stało się coś podczas mojej nie obecności ?
-Oj nic się nie stało po prostu długo cię nie było. 
Bez słowa pojechałem dalej do domu. Całą drogę do pokoju w piwnicy panowała napięta cisza między nami. 
-Przepraszam Ivy, wkurzyłem się trochę - powiedziałem siadając na łóżku
Usiadła obok i objęła mnie 
-Wszytko w porządku, miałeś prawo do tego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz