-Co to jest do cholery? - szepnęłam i nerwowo szorowałam rękę.
-Ivy,Ivy,Ivy... jesteś moja, wiesz o tym. - odwróciłam się i zobaczyłam swojego brata.
-Co ty mówisz?! Jesteś moim bratem!
-Już dawno powinnaś wiedzieć, że jesteś przeznaczona dla diabła. - pokręcił głową.
Zbliżyłam się do niego i zacisnęłam zęby.
-Nie obchodzi mnie ten cały diabeł.
-Właśnie z nim rozmawiasz, więc moja droga... spokój. - nagle otoczył go mrok, postać mojego brata przeobraziła się w wielkiego czarnego mrocznego stwora z czerwonymi oczami. Szponami ściskał moje gardło. - teraz lepiej, zamknij się, z łaski swojej. Niedługo umrzesz, nie obchodzi mnie twój anioł struż, nie ma go tu, masz mnie, zawsze byłem.
Zobaczyłam swojego brata przede mną. Przestraszona i roztrzęsiona popchnęłam go.
-Zostaw mnie. Mam dość tego wszystkiego. Po prostu mnie zostaw!
-Przed nim sama się nie obronisz! - krzyknął za mną. - Będzie za tobą chodził!
-Zamknij się! - krzyknęłam i wyleciałam na ciemną ulicę.
Nagle zobaczyłam w szybie samochodu jak moje oczy stają się czarne. Moje dłonie mocniej poczerniały, leciał z nich dziwny dym, jakby mrok otaczał moją osobę... Przeraziłam się jeszcze bardziej.
-Nie... nie,nie,nie... zostaw mnie... - szepnęłam.
Usłyszałam tylko śmiech.
Potem działy się rzeczy, których nie chciałam robić. Coś mną zawładnęło, prowadziło mnie do ludzi, zabijałam ich. Za mną podążała policja, ale znikałam im z oczu, nie widzieli mnie. Czułam w sobie niewyobrażalną siłę, władzę... nie podobało mi się to.
Na zakręcie spotkałam jakąś brunetkę, spytała się mnie, czy wszystko w porządku. Jednak stać mnie było tylko na jedno słowo. To powiedziałam ja, nie diabeł, który właśnie mną zawładnął.
-Uciekaj, szybko.
-Słucham...?
-UCIEKAJ! - wrzasnęłam ale potem straciłam kontrolę.
Dziewczyna nawet nie zdążyła ruszyć, rzuciłam się na nią tylko ogłuszając. Nagle diabeł mnie opuścił, zostałam sama w pustym zaułku. Wytarłam szybko ślady krwi z ust i potem znalazła mnie policja.
Niestety, odebrał mnie mój brat. Nie wiem jak to zrobił, bo byłam winna zabójstwom i całej rozróbie w mieście. Colin trzymał mnie mocno za rękę i kazał wracać do domu, jednak gdy odszedł ja poszłam do jednej z pobliskich restauracji, tu było pusto. Nawet braman nie stał za ladą. Poszłam do łazienki i zmyłam resztę zaschniętej krwi z twarzy.
Usłyszałam jak ktoś wchodzi do środka, jednak nie przejęłam się tym. Zignorowałam to. Kroki słyszałam do tej ubikacji. Stanęłam jak słup soli, drżąc. Ktoś rzucił się na mnie, był to Colin.
-Mówiłem, do domu. Nie ładnie, trzeba takie suki jak ty pilnować. Zgadnij kto to? Tym razem nie twój braciszek... zabawmy się trochę, co?
Znów odpłynęłam. Nie wiedziałam co robię, podążyłam za bar, był tam młody chłopak i jakaś dziewczyna, całowali się. Gdy mnie zobaczyli oderwali się od siebie a gdy chłopak chciał się odezwać... przyłożyłam mu.
Zastanawiam się, co ja właściwie robię? Przecież to moje ciało, mój umysł... Nie jestem dość silna, by z tym walczyć. Teraz wiem, jak poważne jest opętanie. Teraz sama je przechodzę, sam diabeł nie chce odpuścić i na dodatek zabiłam człowieka, pomogłam opętać dziewczynę, przeprowadziłam kolejnego demona z piekieł... ile mogę czekać na coś dobrego? Jestem złem, trzeba mnie gdzieś zamknąć. Od razu powinnam się gdzieś do kogoś z tym zgłosić, z moimi problemami... powinnam powiedzieć wszystko Bea... lub nie. Sama poleciałaby do aniołów i pewnie by mnie zniszczyli, już zapewne wiedzą o rozszerzeniu się opętań w mieście przeze mnie. Nie umiem panować nad sobą, skąd mam wiedzieć, kiedy przeprowadzam z piekieł demony?
Uderzyłam chłopaka, a on upadł. Dziewczyna krzyknęła, a za mną ktoś się pojawił.
-Dosyć tego. Chodź.
-Zostaw mnie! - krzyknęłam, a raczej to ten demon, bo powiedział to nieludzkim głosem. - Ona jest moja widzisz? - pokazał zaczernione ramię. - Zaszczyt, prawda? Sam diabeł ją opętał... nie opuszczę jej. Nigdy!
-Opuścisz. Teraz. - dotknął mojego czarnego ramienia i wtedy odzyskałam władzę nad ciałem.
-Michael...? Skąd ty tu...
-Widziałem opętaną dziewczynę, gdy przywróciłem jej świadomość powiedziała, że jakaś blondynka ją zaatakowała, pomyślałem o tobie.
-Każda atakująca blondynka to muszę być ja...?
-Chodź stąd. - złapał mnie za ramię i wyprowadził. - Mówiłaś, że wszystko jest dobrze.
-Nie chciałam nikogo wprowadzać w kłopoty, tym bardziej, że zabiłam człowieka...
-Nie zabiłaś, demon tylko go opętał, z tego co wiem nie byłabyś w stanie zabić człowieka na tak niskim poziomie opętania.
-Chcę przestać... Nie chcę tego robić, niech to mnie zostawi...
-Na razie będziesz pod moją opieką.
-Wolę nie być traktowana jak dziecko... Mam wszystkiego dość.
-A ja wolę, żeby nie dobrali się do ciebie aniołowie, wtedy będziesz miała pozamiatane.
-Gdy mnie zabiją... demony przestaną pojawiać się na świecie?Do tego dążysz?
-Tak... ale jesteś też dobra. Możesz ratować ludzi przywracając im życie, możesz być równie dobrze człowiekiem dobrym ale też złym...
-Jak mam wybrać?
-Na razie... musisz czekać. A od teraz widzę, że sytuacja nie jest lekka. - spojrzał na moją czarną rękę i poprowadził mnie gdzieś przed siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz