sobota, 18 kwietnia 2015

Od Ivy


  Obudziłam się rano około jedenastej i przeciągnęłam się. Brakowało mi moich przyjaciół, czułam się samotna. Mój ojciec mnie opuścił, a przecież jestem z nim taka zżyta... To co, że mam osiemnaście lat... chcę mieć tatę przy sobie... chociaż nie chciałabym go narazić na nieprzyjemne zetknięcie z Colinem... Boję się o siebie, miałabym także obawiać się o życie ojca? To by było zbyt wiele. 
  Wstałam i podeszłam do białej komody. Wyjęłam ubranie i spojrzałam przez okno. Na podjeździe stało znane mi bmw Beathe. Ucieszyłam się, że ją widzę. Nie wiem jak mogłam bez niej wytrzymać tyle czasu. Zobaczyłam kwiat na parapecie, zdziwiłam się. Wzięłam go do ręki i zobaczyłam napis ''Michael''. Byłam zaskoczona, kiedy tu był? Kiedy mi to dał? JAK mi to dał? Miałam tyle na głowie... Po ostatnim spotkaniu z nim minęło sporo czasu... zostawiłam u niego nie dokończone nagranie z egzorcyzmów matki Rose... Poza tym, musiałam odwiedzić panią Fee, jeśli rzeczywiście jest tą Rose z nagrania... mam do niej wiele pytań.
  Powinnam zdzwonić się z Michaelem... lub po prostu się usunąć. Zbyt wiele o mnie wie, albo zbyt mało i będzie chciał się dowiedzieć więcej. Moi znajomi się mnie boją... przerażam ich na samą myśl o moich możliwościach... ale przecież nie skrzywdzę ich... Oni chyba boją się mnie albo demonów które mogę przeprowadzać nieświadomie z piekła na Ziemię... Oby anioły się o tym nie dowiedziały, będzie ze mną kiepsko... 
  Ścisnęłam kwiat w dłoni i zgniotłam go... nieświadomie. Gdy dotknęłam jego płatków on jakby odzyskał z powrotem swój dawny stan. Co to było? Ja naprawdę o sobie mało wiem, nie wiem jak bardzo mogę być niebezpieczna... wiem tylko tyle kim mogę być i kim jestem... Ale w tym problem... ja chcę być normalna... Może mogę jakoś to zmienić...? 
  Pospieszyłam się bardziej, Beathe zaczęła pukać do drzwi. Napisałam jej smsa, że może wejść tylko się ubiorę. Spojrzałam w lustro - widziałam siebie z czarnymi oczami a pod nimi... czarne przerażające żyły. Gdy otworzyłam usta z przerażeniem widziałam swój czarny język, wyglądał jakby miał martwicę... Wszystko we mnie pobladło, cała skóra była jak kartka papieru... Spojrzałam na swoje ręce ale one były normalne. Spojrzałam znów na lustro z przerażeniem gotowa do krzyku, jednak... chyba mi się przewidziało. Zastanawiałam się, gdzie jest mój brat... Zniknął od wczoraj wieczora i nie widziałam go więcej... zaczynałam się bać we własnym domu. O Colina nie miałam się co martwić... teraz ja byłam zagrożona. 
  Nie malowałam się, nie musiałam. Rzadko to robiłam. Chociaż gdy miałam piętnaście lat zaczęłam to robić kosmetykami mojej matki które zostawiła w domu... kiedy jeszcze nie wzięła wszystkich swoich rzeczy z domu...
  Na dole czekała na mnie Beathe. Rzuciłam się jej na szyję powstrzymując płacz. Przeszłam tyle... ten wypadek... to wszystko z demonami... Nie radziłam sobie z tym, mogłabym rzec, że boję się samej siebie. 
-Tęskniłam, tak bardzo tęskniłam Bea! 
  Ona nic nie powiedziała, czułam, a raczej wiedziałam... że się za mną również stęskniła. Była dla mnie teraz jedyną osobą która może być dla mnie rodziną. Ojciec w Szwajcarii w poszukiwaniu natchnienia do książek, brat bliźniak chce mnie zabić... do matki nie mam zamiaru się odzywać... zapomniałam o jej istnieniu - tak mogę powiedzieć. 
  Beathe odetchnęła z ulgą, delikatnie mnie objęła w pasie... brakowało mi tego i brakuje...
-Też tęskniłam Ivy... Kochana moja siostrzyczka... 
-Jak dawno mi tego nie mówiłaś... - zaśmiałam się. - Co się stało, że przyjechałaś?
-Jesteś moją przyjaciółką od przedszkola, jak mogłabym nie przyjechać i łatwo o tobie zapomnieć? Wiem, że masz trudny okres... demony... przeszły Ci te nawiedzenia?
-Tak. - skłamałam. - Jest normalnie od kilku tygodni... cieszę się, że nawiedzenia i opętania u mnie ustały. 
-To super. 
-Kawa, herbata? Wino?
-Kawa. 
-Siadaj a ja zaraz przyniosę. 
  Uśmiechnięta poszłam do przestronnej kuchni i zrobiłam szybko kawę. Przyszłam do salonu i odłożyłam białe kubki na czarnym stoliku po czym przysiadłam się do przyjaciółki. 
-Cieszę się, że jesteś tu ze mną... Potrzebowałam kogoś właśnie teraz...
-A coś nie tak? - spytała zmartwiona.
-Po prostu mnie przytul. - szepnęłam a ona to zrobiła.
-Masz zimne ręce... Jesteś cała lodowata... - przytuliła mnie mocniej i potarła ramiona. 
-Dziękuję, że jesteś... 
-Niedługo muszę...
-Iść? Nie ma sprawy... Ja muszę podzwonić gdzieś i wiesz... 
-Wypiję kawę i pójdę. Jutro też przyjdę. 
-Kiedy będziesz miała czas, dobrze? 
-Jasne. - pocałowała mnie w głowę i westchnęła.
  Kiedy Beathe poszła ja zadzwoniłam do Michaela. Starałam się przynajmniej, bo z początku była cisza. Gdy zrezygnowałam z tego postanowiłam pójść do pani Fee. Nagle na swojej drodze stanął mi Colin. Przeraziłam się ostro, próbowałam obejść go jakoś, ale... bałam się zrobić jakikolwiek ruch. Mógłby mnie uderzyć, zrobić krzywdę... zabić... Nie chciałam dłużej cierpieć, ale bać się musiałam cały czas, dwadzieścia cztery godziny na dobę. 
-Gdzie idziesz, suko? - powiedział znów kilkoma głosami dziwnie patrząc się na mnie. - Oglądałaś egzorcyzmy tej głupiej szmaty, Rose? Własnie u niej byliśmy. Nie żyje! - zaśmiał się potwornie a ja teraz zadzwoniłam po karetkę. 
  Po chwili zjawili się i zabrali ciało pani Fee. Policja zajęła się analizowaniem zabójstwa, jednak wszystko Colin zrobił tak, by wyglądało to na coś innego, jakby sama to sobie zrobiła. Policja uwierzyła, odjechali, a ja weszłam do strasznego, starego, spróchniałego strychu. Usiadłam przed lustrem, obok niego leżało czarne pudełko. Na nim było napisane Kronika opętania. Zdziwiłam się... co to może być? Jednak obok leżał klucz, nie chciałam tego otwierać. Bałam się. Nagle usłyszałam głośny dzwonek telefonu, serce biło mi jak oszalałe. Odebrałam telefon, był to Michael. 
-Przepraszam, że nie odebrałem, po prostu wiesz jak u mnie jest, remontuję wszędzie.... coś się stało?
  Westchnęłam ciężko. 
-Tak.
-Co takiego? 
-Moja sąsiadka została zamordowana przez mojego złego brata bliźniaka, Colina. Policja uznała to za zawał czy coś, w każdym razie... Jestem u niej w domu... znalazłam dziwne pudełko, jest stare, wygląda na coś co długo było w zamknięciu. Jest zakurzone... Na środku ma wydrapany napis, jakby paznokciami czy coś... Kronika opętania... Wiesz może, co to jest? 
-Musiałabyś mi to przynieść, ale raczej nie radziłbym tego otwierać. Kojarzę co to takiego... jest tam siła która nie ma dobrych zamiarów, pewnie to coś w środku będzie chciało cię zabić. Zawsze jesteś taka ciekawa? 
-Ty również jesteś bardzo dociekliwy... i tajemniczy. Swoją drogą... przywiozę to panu Dociekliwemu jeśli nie ma pan nic przeciwko. 
-Raczej to ja powinienem po ciebie przyjechać, po pierwsze nie masz prawa jazdy i nie wiesz do końca jak dojechać do mnie. - zaśmiał się.
-Jak mogłabym nie pamiętać drogi do kogoś kto zgarnął mnie do siebie przy pierwszej lepszej okazji do swojego tajemniczego domu? Przemyśl to, kto ma do ciebie przyjechać. Chyba nie wiesz, że ta dziewczyna z którą właśnie rozmawiasz jest wrotami przez które przechodzą demony... A, no i widziałam dziś siebie jakbym była martwa... to coś znaczy? - milczał. - Jesteś tam? 
-Tak, jestem... Będę po ciebie za chwilę. 
-Nie musisz przyjeżdżać, sama traf... - rozłączył się. - Gadaj tu z takim... - parsknęłam. 
  Gdy byłam u niego usiedliśmy przy stole przygotowałam pudełko do ukazania je Michaelowi. Jednak wstrzymałam się z tym. 
-Znów jesteś smutna? - uniósł brwi. 
-Nie mam powodu do śmiechu panie Tajemniczy. 
-To, że widziałaś śmierć w lustrze nie znaczy, że masz się nie uśmiechać. 
  Zaśmiałam się. 
  Spoważniałam zaraz i sięgnęłam po Kronikę Opętania... Położyłam na środku stołu a on spoważniał, jakby było w tym coś strasznego. 
-Nie powinnaś tego dotykać.
-Dlaczego? 
-Bo skoro przepuszczasz przez siebie nieświadomie demony... możesz do siebie zaprosić to z tego pudełka.
-A co to jest TO z tego pudełka?
-Demon, ale inny. Boi się aniołów i innych istot, ale nie człowieka. Żywi się strachem, jest jak siedem demonów w ciele, co jest trudne. Ukazuje różne ciężkie sytuacje osobiste, przeobrażają je w coś strasznego, twoje największe obawy stają się codziennością. Ten demon żywi się cierpieniem, strachem i bólem. Znęca się przez lata... Nie pozwala umrzeć, ale chce doprowadzić ofiarę do najgorszego stanu psychicznego i fizycznego jakiego nie można sobie wyobrazić... Nie ukazuje się ani nie mówi przez ofiarę. Boi się ukazać. 
-Skąd tyle wiesz... - szepnęłam i spuściłam wzrok. - mógł we mnie wejść? 
-Mógł. Okaże się za parę godzin czy rzeczywiście jesteś opętana. 
-Pierwsze objawy...?
-Będziesz pod jego wpływem, np. możesz podejść do ściany, uderzać głową tak mocno, że zrobisz sobie krzywdę. Raz to widziałem, krew lała się po ścianie. 
  Przerażona zamilkłam. Co teraz ze mną będzie...? 

(Sorry, że nie pisałam... po prostu jestem w okropnym stanie. Nie mogę jechać do Adama... płakałam, tęsknię za nim a nic nie mogę zrobić. Nie miałam siły, teraz wynagrodziłam to wam troszkę dłuższym opowiadaniem... Mam nadzieję, że nie przesadzone... I jutro mam nadzieję także na to, że będziecie na czacie... :) Nudno mi trochę a o nieszczęśliwym (nie)wyjeździe nie mam siły myśleć...)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz