sobota, 18 kwietnia 2015

Od Michaela

Był wczesny ranek a jak siedziałem w jednym w pół wykończonych
pokoi, ten ma zostać moim biurem. Chwilowo jeszcze w nim
śmierdzi potem i pleśnią która nieustannie mnie prześladuje w
tej ruderze. Pokój był niemalże pusty, ciemne zielone ściany,
okno ze staromodną zasłonką, parę szafek i po środku solidne
dębowe biurko, na nim rozłożyłem papiery i wszystko starałem
się zebrać do kupy, przydały by się jakieś pieniądze bo ubywają
non stop a przybywać nie chcą. Chciałbym wyremontować cały dom
ale on jest wielkości małego zamku, a z moimi dochodami będzie
to żmudny proces. Niedawno ogłosiłem swoją działalność w
tutejszej gazecie i na forach internetowych, teraz nic tylko
pozostaje czekać. I po chwili jak na zawołanie zadzwonił
dzwonek do drzwi. Powoli zgarnąłem papiery na bok i poszedłem
przywitać gościa. Za drzwiami stała kobieta o ciemnych krótkich
włosach, dość wysoka w wieku około 28 lat, trzymała w dłoniach
torebkę i patrzyła mi się prosto w oczy.
-Dzień dobry, Pan Michael Abad ?
-Zgadza się. A Pani ?
-Anna Sails. Widziałam ogłoszenie i..
Przerwałem
-Zapraszam do środka, proszę wybaczyć ten bałagan ale dopiero
się urządzam.
Zaprowadziłem Anne do gabinetu zabierając po drodze jedno z
krzeseł będące w salonie, postawiłem je z drugiej strony
biurka. Teraz siedzieliśmy na przeciw siebie. Cera kobiety
pokazywała widoczne ślady zmęczenia życiem. Nigdy nie lubiłem
tej sceny gdy osoba która ma mi opowiedzieć o swoich problemach
siedzie przed moim biurkiem, panuje wtedy atmosfera jak gdy
nauczyciel pyta ucznia przy tablicy.
-A więc o co chodzi ?
-Widzi Pan do niedawna miałam normalną rodzinę mąż, dzieci i
pies, rodzinka jak z obrazka ale kilka dni temu wszystko
zaczęło się psuć,zaczęło się to od tego że  mój mąż prawie
potrącił jakąś dziewczynę, dzięki Bogu policja zniwelowała ten
przypadek i dostał tylko kare grzywny plus dwa dni w więzieniu.
Ale po tym wydarzeniu on już nie był taki sam, nie darzył mnie
uczuciami a przecież praktycznie co tydzień dostawałam jakiś
miły prezent od niego typu kwiatki, on naprawdę mnie kochał a i
dzieci, im też nie ukazuje uczuć, jest dla nich surowy i non
stop krzyczy. Chciałam od niego odejść ale proszę mi uwierzyć
nie potrafię przecież musi być jakieś logiczne wytłumaczenie
tego, od tak nikt nie może się zmienić.
Zapadła  chwila cichy.
-Mogę zapalić ?
Podszedłem do okna i je otworzyłem.
-Proszę bardzo ale przy oknie.
-Dziękuje

-A oprócz tego nieokazywania uczyć zauważyła Pani coś jeszcze ?
-Tak. Pewnej nocy znów był taki jak przedtem, leżeliśmy wtedy w
łóżku, i ku mojemu zdziwieniu przytulił mnie, powiedział że
wszystko będzie dobrze, że kocha mnie i dzieci ale słyszy
głosy, jest chory, nikt nie może mu pomóc... powiedział że mam
go zabić. Rozumie Pan ?! Osoba którą kocham ponad własne życie
chce żebym zbiła! Płakał, pamiętam że jego łzy leciały
strumieniami po mojej szyi.
Podszedłem do Anny i objąłem ją ramieniem, lekko przytulając.
-Proszę się trochę uspokoić, wiem ze jest Pani ciężko ale
nalegam. I co było dalej - oparłem się o biurko
-Gwałtownie mnie puścił, a jego oczy nie miały źrenic, były
białe. Śmiertelnie się wtedy przestraszyłam i pobiegłam na górę
do dzieci. Rano wszystko znów było oziębłe i suche, boje się
własnego męża ale uczucie mnie przy nim trzyma. Proszę aby Pan
się dowiedział co się dzieje z moim mężem, od czego jest taki.
Jestem w  stanie dużo zapłacić.
-O cenie porozmawiamy później teraz muszę dowiedzieć się paru
rzeczy.
-Słucham
-Muszę zobaczyć się z Pani mężem i obejrzeć wasz dom.
-Z domem nie ma problemu a z mężem nigdy nic nie wiadomo,
wychodzi i nie mówi gdzie, często go nie ma.
Podąłem jej swoją wizytówkę.
-Proszę dzwonić gdy się pojawi albo gdy będę mógł wpaść
obejrzeć dom.
-Zapraszam teraz, nie ma na co czekać.

                                                                           . . .

Zaparkowałem auto na podjeździe domu Anny. Dom znajdował się na
 sporym osiedlu. Był wysoki z niskim dachem koloru zielonego.
Dookoła rozchodziła się równo przycięta trawa z kilkoma tujami,
gdzieś na boku przy ogrodzeniu była piaskownica i miejsce na
grillowanie. Zaraz gdy Anna otworzyła drzwi wejściowe wyskoczyła
 mała dziewczynka.
-Mamo ! Tata krzyczał
Wtuliła się mocno w swoją matkę, była wyraźnie wystraszona i
nie miała zamiaru odejść na krok od Anny.
-A gdzie babcia ?
-Tata ją wygonił
-A Mery ?
-Z tatą.
Anna wysłała córkę do piaskownicy i szybko wparowała do domu w
poszukiwaniu dziecka a ja zaraz za nią.
-Ja górę ty dół - rozkazała
Ale poszedłem za swoim wyczuciem i wyminąłem Anne na schodach,
szybko wszedłem do pokoju dziewczynek i tam zobaczyłem, dobrze
zbudowanego mężczyznę o ciemnych włosach, miał białe oczy,
rozmawiał z Mary, ale gdy mnie spostrzegł, wyskoczył przez okno
i gdzieś uciekł. Spojrzałem się na Anne stojącą w progu pokoju,
stała osłupiała, patrzyła się na dziewczynkę.


Też zauważyłem co z Mary było nie tak ale starałem nie dać po
sobie tego poznać, tak aby Anna myślała że to tylko wymysł jej wyobraźni. Położyłem na barku małej dłoń i ona natychmiast wróciła do normalności.
-Moja mała Mary, co jej jest ? - spytała nadal z przerażeniem
patrząc się na dziewczynkę
-Już nic, w samą porę przyszliśmy.
Po tych słowach podbiegła do córki i ją przytuliła.
-Gdyby mąż wrócił proszę dzwonić - powiedziałem wychodząc z
pokoju
-Teraz wiem że to nie jest nic normalnego, to są jakieś moce
szatańskie, proszę zabrać je od mojej rodziny.
Powiedziała rozpłakana a ja tylko przytaknąłem.
       
                                                                              . . .

Wychodząc z domu zauważyłem męża Anny stał na drugiej ulicy i
patrzył się wprost na mnie, długo nie myśląc poleciałem za nim
i gdy już go prawię miałem zajechał mi drogę samochód, a ja
przytuliłem maskę, na szczęście zdążyłem wyhamować i tylko
trochę mną gibło.
-Jak ty biegasz imbecylu ?!
Wyszła młoda brunetka
-Sorry ale..
-Co ale ? Nie ma ale ! przez takich jak ty są wypadki, a
później było by na mnie.
Otrząsnąłem się i wyjąłem notatnik z kurtki, narysowałem na nim
szybki szkic kwiatka i wręczyłem jej go.
-Tak na przeprosiny, w pobliżu żywych nie ma więccc.. Jestem
Michael a ty ?
Dziewczyna chwile przyglądała się szkicowi i odparła.
-Tiffany
-Gdzie Pani jedzie ?
-Do domu
-A to ja zapraszam Cię na hmm... kręgle ? a może jazdę konną ?
Nie żeby był w tym jakiś pod tekst ale tak na przeprosiny.
-Dobrze - długo się nie zastanawiała, była pewna siebie,
wiedziała czego chce.
-Problem w tym że ja też jestem tu samochodem
-Problem ? Ja go nie widzę, pojedziemy do mnie, zostawię auto i
pojedziemy na kręgle.

                                                                         . . .

Tiffany świetnie grała w kręgle lecz czasami ich waga ją
przechylała. Zrobiliśmy zakład, jak ja pierwszy pięć razy zbije
wszystkie  to wygrywam i na odwrót. Było już trzy-dwa dla niej i
 czułem że tracę swoją męską godność, więc żeby wybić ja z
rytmu zaproponowałem chwile odpoczynku na kanapach przy torze.
-A jak wygram to co ? Nie ustaliliśmy wygranej - zaśmiała się
lekko pijana
-Hmm.. jak wygram to dasz się zaprosić na kolejny wypad gdzieś
a jak ty tooo..
-Too później wymyśle swoja nagrodę, a teraz do gry !
Zatrzymałem ja gdy wstawała, upadła ciężko na czerwoną,
skórzaną kanapę. Dookoła grała jakaś taneczna muzyka, i
tłoczyło sie pełno ludzi a światła wirujące po pomieszczeniu
robiły kompot z mózgu.
-Chciałbym trochę porozmawiać, tak po prostu.
-Porozmawiać ? A to słuchaj co ci powiem - uderzyła mnie lekko
w kolano ze śmiechem osoby która niedługo za dużo wypije -
właśnie wracałam od swojej przyjaciółki Diany gdy na maskę
samochodu wyskoczył mi jakiś kolo z którym teraz jestem na
kręglach. O ! jak Diana wyzdrowieje to musisz ją poznać. Może
pójdziemy razem na jakąś imprezę ?
-No nie wiem, ja nie pije.
-Napijesz się, ze mną musisz. - powiedziała i wstała do gry -
no dawaj teraz twoja kolej.
Po godzinie dalszej gry Tiffany wygrała, kolejną godzinę
rozmawialiśmy i zdążyła w miarę wytrzeźwieć , odwiozłam ją do
domu i wróciłem do siebie.

Jeszcze zanim wziąłem się za dalszą pracę wskoczyłem do Ivy i zostawiłem jej na oknie kwiatka z podpisem Michael, na łodydze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz