niedziela, 12 kwietnia 2015

Od Ivy

  Weszłam do kuchni oddalając się od tych chłopaków. Beathe spojrzała na mnie jakoś dziwnie zatroskana a Lena... wpatrywała się w kubek herbaty.
-Ja... Ja muszę iść...
-Jak to? Nie możesz, Ivy...
-Skoro część demonów opuściła ludzi to znaczy, że mogę dać wam spokój. Nie chcę się wam narzucać, będzie tak jakbyście mnie nigdy nie poznali.
-Twój brat nie jest opętany, tylko po przemianie. Jest złym człowiekiem na zawsze... - odezwała się Lena a Beath jej przytaknęła.
-Dziękuję za to wszystko co dla mnie próbujecie robić... dzięki za troskę... Ale powinnam wracać do domu, naprawdę. Nie mogę żyć tutaj z wami... wiem, że nie jestem tu mile widziana. To żegnajcie. - spojrzałam na Beathe.
-Do mnie też to było? - spytała zaskoczona. - Żegnaj?
-Jesteś aniołem... masz dość problemów na karku z Simonem... no i mamą. Powinnaś im powiedzieć o problemach... myślę, że taka osoba jak Lena powinna ci pomóc. Ja tylko przeszkadzam.
   Wyszłam i podążyłam do domu. Była słoneczna pogoda, od razu skierowałam się do mojego brata. Przekroczyłam próg domu i usłyszałam Colina.
-Cześć siostrzyczko. - uśmiechnął się jak gdyby nigdy nic.
-Jak się... czujesz? - spytałam zmartwiona.
-Dobrze. A ty? Gdzie byłaś?
-Czuje się nie najlepiej... kręci mi się w głowie, niedobrze mi... Ale poza tym nawet dobrze. - uśmiechnęłam się niewyraźnie.
  Nareszcie mój brat jest normalny... na to wygląda.
-Był po ciebie Tyson i Percy. - westchnął.
  Moi dawni przyjaciele jeszcze z podstawówki...
-Wypadałoby się z nimi zobaczyć. - przegryzłam wargę.
-To idź. Ja lecę poderwać kilka dziewczyn.
-Czekaj...Gdzie tata?
-Wyjechał na tydzień szukać ''natchnienia'' nad nową książką.
-Aha... Baw się dobrze. - mruknęłam i wyszłam.
  Z moimi przyjaciółmi trochę się rozbudziłam. Nie myślałam o demonach, o diable, który wybrał sobie mnie na cel. Demony także się do mnie dobierały... ale mój znak znów się pojawił. Może jestem jak jakieś wrota dla demona? Nie wiem, myślę głupoty...
  Tata Parcy'ego nigdy mnie nie lubił. Zawsze uważał mnie za jakiś wielki kłopot kiedy byłam w domu. Rzecz jasna... miał nieco racji... Raz jak byłam mała z moją mamą poszłyśmy do niego do pracy, mama tam miała coś do przekazania panu Jacksonowi... Rozwaliłam mu maszynę... nie pamiętam jaką, ale wtedy musiał duzo zapłacić. Był właścicielem fabryki... miał dużo forsy, ale zawsze miał do mnie jakies ale.
  Rozmawiał z Percym, Tyson stał koło mnie a ja oglądałam jakieś dziwne pudełko które było oznakowane na niebiesko, bez napisów... miał dziwne malowidła demonów... tego było za wiele. Znów demony... Chciałam otworzyć, ale powstrzymałam się. Odwrócił się do mnie badając, czy nie chcę otworzyć tego.
-No co? - spytałam rozdrażniona.
-Więc, Percy... Chodzi o to, że wiem kim jest Ivy. Musicie ją pilnować.
-Jesteśmy ludźmi, jak mamy pilnować człowieka który jest jak otwarte wejście do nieba i piekła?
-Ja?! - wycedziłam patrząc się na Percyego.
-Tak. Ty. Dlatego nigdy cię nie lubiłem. Niebezpieczna jesteś, ale to nie zmienia faktu, że trzeba cię chronić. Kiedy diabeł albo jakiś demon cię będzie miał w swoich łapach... to będzie istne piekło na Ziemi. Demony posiądą ludzi, wejdą przez ciebie jak przez portal do świata żywych i pozabijają ludzi, zaczną grzeszyć przez nich... świat się skończy jak i ludzie.
-Nie damy rady jej ochronić tato. - stwierdził Percy.
-Dam radę sama. Nie można mnie po prostu zabić?
-Wtedy będzie zamieszanie wśród demonów, zaczną na siłę szukać drugiej osoby takiej jak ty. Ale ty jesteś jedna na całym świecie. A chyba nie wiesz kim do konca jestes...
-Czekam na wyjaśnienie.-westchnęłam.
-To znak diabła, ale także to portal przez który przenikną demony z piekła. Jesteś także wybrana na anioła, możesz decydować o tym co się wydarzy... to znaczy... jeśli ktoś ulegnie wypadkowi możesz tę osobę uratować. Przytrzymać osobę ranną by przeżyła. Jeśli umiera - możesz spróbować przywrócić jej życie. Gdy diabeł cię posiądzie w piekle... będziesz jak maszyna do tworzenia demonów, będziesz uśmiercać ludzi. Anioły nie staną ci na drodze bo mogłabyś je osłabić. Twoja decyzja którą drogę wybierzesz.
-Kim pan jest w ogóle? Skąd pan to wie?
-Jestem aniołem... tak jakby.
-Chcę być sama. - szepnęłam i wyszłam.

(Nadal brak weny... nie wiem co ja pisze, co wymyslam... ZERO POMYSŁÓW NA ŻYCIE. Nie litujcie sie i nie musicie sie w okół mnie kręcić by uratować moją wenę... KLAUDIA... :) Ale dzięki za chęci... )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz