Byłem w domu i właśnie układałem płytki w łazience gdy zadzwonił telefon.
Otrzepałem spodnie i wytarłem o nie ręce. Osoba mówiąca była młoda i przestraszona
samym faktem że dzwoni do mnie.
-Halo ? Dodzwoniłam się do Michaela Abada ? - chłopiec strasznie się jąkał
-Tak, o co chodzi ?
-Bo ja mam 13 lat i jestem sam, rodziców nie ma już ponad
tydzień, radzę sobie jakoś ale chciałbym ich odnaleźć.
-Gdzie mieszkasz ?
-Roudltrin 32. Jeśli chodzi o pieniądze to zapłacę, na pewno, może.
-Posłuchaj, najpierw pójdź na policje i zgłoś zaginięcie
opowiedz też o swojej sytuacji oni ci pomogą, a jeśli nie zajmą się sprawą twoich rodziców to zadzwoń do mnie jeszcze raz.
-Dziękuje
Chłopak się rozłączył.
Przydało by się porządne zlecenie, dom nie wyremontuje się za darmo, a nie lubię oszukiwać w kwestii zarabiania choć czasami jest to zabawne, inni muszę zarabiać lata a mi wystarczy chwila i mam co chcę. Dobra na dziś koniec pracy teraz chwila dla siebie.
Przebrałem się i wyszedłem z domu i od samych drzwi zacząłem biec, było dość późno i robiło się chłodno, słychać było tylko liście drzew, idealny moment na bieganie.
Po chwili stanąłem.
Ivi. Coś jej się dzieje.
Natychmiast przerwałem bieg i pojawiłem się przed jej domem.
Czułem kłopoty. W niepozornym domu stojącym przed mną coś się działo, i to wcale nie były moce podrzędnego demona to było coś większego.
Miałem już wchodzić do mieszkania ale w ostatniej chwili rzucił się na mnie opętany koleś.
Była to heroiczna próba powstrzymania mnie bo tylko gdy dotknąłem go ,ciało opadło na
ziemią a demon odszedł w zapomnienie, wszystko działo się bardzo szybko, zaraz po unicestwieniu jednego pojawił się kolejny już bez ciała, był czarnym cieniem.
Pojawiła się biała poświata, na jej widok demon uciekł a ja miałem poważniejsze kłopoty.
Prze teleportowałem się do lasu a znaczy chciałem ale on zdecydował inaczej.
Teraz nie mogłem pomóc Ivy ale o niej nie zapomniałem po prostu chciałem szybko się rozprawić ze swoim kłopotem. Przede mną stanął archanioł.
-Michael poddaj się - powiedział zwykłym ludzkim głosem
-Nie !
Pod wpływem jego mocy zmieniłem się w jedną z bestii które siedzą we mnie.
Odepchnąłem go siłą umysłu. Ciężko uderzył o ścianę i błyskawicznie rzucił mną , usłyszałem głuchy świst i podjąłem próbę przełamania jego bariery umysłu. Wciąż walczyliśmy
fizycznie ale też psychicznie. On aby obronić umysł przede mną
musi odpychać macki które wpuszczam w jego myśli.
Nie może myśleć o niczym tylko o obronie, nie może niczego wspominać i
nie może się zawahać, musi wyłączyć myślenie, tylko nieliczni
potrafią tak się bronić, Ja za to muszę znaleźć słaby punkt w jego murze obronnym i wchłonąć w jego wspomnienie i najgłębsze myśli, gdyby mi się to udało on nie miał by
przed mną najmniejszych sekretów byłby skończony, miałbym
władzę nad nim całkowitą, ale również muszę chronić swój
umysł przed nim. Toczyła się zażarta walka, on fizycznie zaczął
mieć przewagę ale ja umysłowo znalazłem słaby punkt w jego murze, taką
nie dokładnie zrobioną fugę,szczelinę między pustakami.
Anioł poczuł to i natychmiast zniknął wysyłając fale
uderzeniową taką jak przy wybuchu bomby.
Osunąłem się o ścianę,
Bez chwili zwłoki pojawiłem się przed bramą Ivy. Niedaleko jej domu chodziła dziewczyna świeżo opętana, podszedłem do niej i jednym ruchem zniszczyłem demona siedzącego w niej. Dziewczyna nieco przymroczona i przerażona powiedziała histerycznie że jakaś blondyna ją zaatakowała, bez słowa pojawiłem się teraz już zaraz za Ivy. Była już po przeminie. Widziałem jak diabeł nią manipuluje, widziałem jak ona walczy.
Zostaw mnie! - krzyknęła, a raczej to ten demon, bo powiedziała to nieludzkim głosem. - Ona jest moja widzisz? - pokazał zaczernione ramię. - Zaszczyt, prawda? Sam diabeł ją opętał... nie opuszczę jej. Nigdy!
-Opuścisz. Teraz. - dotknąłem jej czarnego ramienia i wtedy odzyskałam władzę nad ciałem.
-Michael...? Skąd ty tu...
-Widziałem opętaną dziewczynę, gdy przywróciłem jej świadomość powiedziała, że jakaś blondynka ją zaatakowała, pomyślałem o tobie.
-Każda atakująca blondynka to muszę być ja...?
-Chodź stąd. - złapałem ją za ramię i wyprowadziłem.
- Mówiłaś, że wszystko jest dobrze.
-Nie chciałam nikogo wprowadzać w kłopoty, tym bardziej, że zabiłam człowieka...
-Nie zabiłaś, demon tylko go opętał, z tego co wiem nie byłabyś w stanie zabić człowieka na tak niskim poziomie opętania.
-Chcę przestać... Nie chcę tego robić, niech to mnie zostawi...
-Na razie będziesz pod moją opieką.
-Wolę nie być traktowana jak dziecko... Mam wszystkiego dość.
....
Chciałem szybko zabrać Ivy w bezpieczne miejsce ale po drodzeprzeszkodził nam jakiś koleś, a znaczy coś w nim.
Mówił kilkoma językami i kilkoma głosami, był potężny i chciał za wszelką cenę zabrać Ivy,
patrzył się tylko na nią tak jakby mnie nie było obok.
Trochę ryzykownie ale podjąłem próbę wniknięcia w jego umysł i było to zadziwiająco łatwe tak jak u każdego człowieka, on nie miał bariery, wystarczyło wejść, brakowało tylko tabliczki z napisem ,,wolny wstęp" Wywęszyłem w tym podstęp i miałem rację, nagle poczułem jak on próbuje przebić
moją barierę, automatycznie wyrzucając mnie ze swojej.
Atakował ją jak młot pneumatyczny albo jakiś smok, nie szukał szczeliny on sam chciał ją zrobić, chyba wiedział że ja jej nie mam.
Był potężny ale nie wystarczająco. Odparłem jego atak i szybko
zacząłem grzebać w jego myślach wtedy zniknął.
Bez słowa zabrałem Ivy do jednego z pokoi w piwnic pod moim domem.
Pokój był cały w hieroglifach i pieczęciach. Było w nim łóżko,
kilka szafek, biurko, wszystko co powinno się znajdować w
sypialni połączonej z pokojem dziennym, prócz okien, jedynym
źródłem światła była lampka nocna i żyrandol.
-W tym pokoju demon który jest w tobie nie będzie się rozwijał,
nie opęta Cię do końca.
-I co teraz ? Nie spędzę przecież tu całego swojego życia.
-Daj mi chwilę. Muszę pomyśleć.
Usiadłem na łóżku, przetarłem wierzchnią stroną dłoni twarz z
krwi która polała się w trakcje walki z archaniołem.
Ivy usiadła obok.
-Jest gorzej niż mi mówisz ? - spytała troskliwym głosem
-Da się z tego wyjść. - odparłem i spojrzałem jej w oczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz