- Jakie wieści? - spytałem gdy wraz z chłodnym wiatrem do samochodu wszedł Victor.
- Jej ojca nie ma w domu - odparł mój kompan - Ochroniarzem zajmie się Matt i Beathe.
- Świetnie - odparłem z miną seryjnego mordercy, tak, że Victor się roześmiał.
- Cole, wyluzuj trochę. To tylko dziewczyna.
- Podejrzewam, że niestety nie tylko dziewczyna, jeśli Arce się tym zainteresowało.
Victor już nic nie powiedział, a my czekaliśmy.
Minuty mijały, aż wreszcie wyszła z domu.
- Dobrze, że cerbery jej nie pilnują - parsknąłem.
Victor roześmiał się cicho i powiedział.
- To jak? Szybka akcja jak ustalaliśmy.
Westchnąłem.
- Zastanawiam się właśnie...
- Rozważ to, że to już prawie...
- Demon, tak wiem - dokończyłem i zrezygnowany opadłem na fotel.
Victor milczał przez chwilę, a ja odparłem.
- Wiesz, że nie lubię przemocy...
Tą ciszę przerwał nagle jego śmiech.
- Cole Eternal nie lubi przemocy. Ludzie trzymajcie mnie !
Przewróciłem oczami.
- No dobrze. Nie lubię pomocy n i e p o t r z e b n e j.
- Mam ci przypomnieć wieczór na pewnej dyskotece w Rio...
- Dobra, dobra - przerwałem mu rozbawiony.
- A może jednak?
- Może lepiej nie - uciąłem ze śmiechem i zerknąłem na dziewczynę.
- Czyli co? Wersja zostaje ?
Skinąłem głową.
- Szybko i bezboleśnie.
- Tak jest bracie - odparł Victor i wysiadł z samochodu.
Zrobiłem to samo, aby szybko ustąpić mu miejsca.
Ofiara właśnie przeszła przez krawężnik.
Mój zegarek zaczął jarzyć się białym światłem. Od razu nawet z parunastu metrów wyczuł demoniczną obecność.
Victor zaczął powoli jechać przed siebie.
Działałem szybko.
Puściłem się biegiem i gdy dziewczyna skręcała za budynek dopadłem ją. Wyjąłem małe sprytne urządzonko z kieszeni i przystawiłem jej do nosa.
Natychmiast zemdlała.
Zadowolony bez problemu wziąłem ją na ręce i zaniosłem ją do auta. Wyłączyłem zegarek, bo szalał niemiłosiernie.
- No to teraz do Arce - uśmiechnąłem się szeroko po czym dodałem cicho - Diano...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz