niedziela, 26 kwietnia 2015

Od Ivy

  Po jakimś czasie przypomniałam sobie jak to ja szalałam na imprezach u Beathe które były wielkie i udane a ja byłam największą imprezowiczką na parkiecie. Teraz jednak... jakby wyrosłam z tego. Miałam szesnaście lat a teraz? Jestem stara dupa, że tak powiem. 
  Jednak bawiłam się świetnie, na dodatek było tu kilku moich kumpli ze szkoły... kupę lat ich nie widziałam. Mogłam się rozerwać... 
  Wzięłam od barmana kiedy nie widział butelkę whisky. Stanęłam wpatrując się w tłum rozszalałych ludzi. Uświadomiłam sobie, że zgubiłam Michaela, jednak... niech się bawi. 
  Chodziłam z butelką i wyglądałam jak prawdziwa alkoholiczka. Nie przejmowałam się tym, nigdy takimi rzeczami się nie przejmowałam. Lubiłam być sobą, na imprezach zawsze ja miałam głowę do picia, rzadko byłam spita... teraz, gdy jestem pełnoletnia... już zresztą od dawna... nie rusza mnie to kiedy jestem wypita. Podrywało mnie wielu tutaj, prosili, błagali wręcz... ale nie miałam ochoty bo wiedziałam, że chodzi im albo o całowanie albo bo seks. A nie lubiłam tańczyć z obcymi facetami. 
  Wpatrywałam się w ludzi. Czułam się taka normalna... było zwyczajnie, zero demonów, opętań... jednak nadal interesowały mnie nagrania z opętań itp... Wzięłam łyka z gwinta.
  Podszedł do mnie jakiś facet około dwudziestki i nie prosił do tańca. Zdziwiłam się, wpatrywał się we mnie. Nie czułam od niego alkoholu. 
-Niezła jesteś. - zmierzył mnie. - Idziemy potańczyć?
  Roześmiałam się głośno, aż łzy mi poleciały. Spoważniałam i postanowiłam ponabijać się z niego. 
-E tam! Poszłabym w ślinę ale z dziećmi wolę tego nie robić.
-Mam dziewiętnaście lat. 
-A ja dwadzieścia! - uśmiechnęłam się głupkowato. 
  Złapał mnie za rękę gdy odchodziłam. Spojrzałam się na niego śmiejąc się. 
-Ależ ty jesteś nachalny. 
-Podobasz mi się.
-Nie umawiam się z młodszymi! - przekrzykiwałam muzykę. - Sorry! Znajdź sobie inną. Z dziećmi nie chcę się umawiać... 
-Masz kogoś, prawda? - spoważniał.
-Tak! - krzyknęłam. Sam podłożył mi pomysł na pozbycie się go samego. -Sorry, idę się bawić. 
  W tłumie spotkałam Michaela. 
-Szukałem cię. 
-Naprawdę? Ja ciebie też ale zamiast ciebie znalazłam napalonego dziewiętnastolatka. - zaśmiałam się. 
-Piłaś? - spojrzał na prawie pustą butelkę whisky. 
-Troche... - zaśmiałam się. - Ale jestem trzeźwa. A ciebie? Poderwał ktoś?
-Koleś w różowej koszuli mnie urzekł. 
   Roześmiałam się.
-Naprawdę?!
-Poważnie. 
-Nieźle! Gdzie przystojniak? - parsknęłam.
-Przed tobą. 
  Roześmiałam się ponownie i starłam łzy z policzka.
-Do łez mnie doprowadzasz. - westchnęłam i poszłam do baru. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz