-Mówiłem, zbyt wiele pytań zadajesz.
-Bo jestem ciekawa, przerażona i chcę wiedzieć kim jestem.
Nachyliłam się i spojrzałam mu w oczy.
-Powiem ci innym razem. - nalał mi wina do kieliszka.
Wzięłam łyka, rozkoszując się cudownym smakiem. Odstawiłam kieliszek i spojrzałam znów na Michaela.
-Zastanawia mnie to, dlaczego jesteś tajemniczy.
-A ty dociekliwa. - puścił mi oczko.
-Nie przestanę być dopóki nie dowiem się kim jestem.
-Człowiekiem.
-Który jest przejściem przez które przełażą demony. Ile może mnie w takim razie opętać? Co wtedy? Będę idiotką, jeśli zaryzykuję ale skoro ty nic mi nie mówisz, to może powinnam zobaczyć Kronikę Opętania?
-O nie, co to to nie. Tego malutka Ivy nie ruszy.
-Jesteś pewny? Chętnie bym to sprawdziła...
-Nie jesteś świadoma konsekwencji tego czynu.
-Nie? Ach, masz racje. Bo nic nie wiem! Malutka nieświadoma niczego Ivy może wziąć pudełeczko i otworzyć. Chociaż nie ma klucza.
-Sama to otworzysz kiedy tego dotkniesz. Jesteś kluczem. Niebezpieczna będziesz wtedy, gdy zagłębisz się w ten temat. A co będzie jak dowiedzą się anioły? Zwiną cię i pewnie unieszkodliwią.
-Ale jak sam ładnie wyłożyłeś wcześniej... - zaczęłam. - jesteś moim aniołeczkiem i włos mi z głowy nie spanie.
Spojrzałam się na niego.
-Ale kombinujesz. - zaśmiał się i pokręcił głową. - Sprytna jesteś. Ale tak to nie działa.
-A jak? Z tego co widzę nie należysz do kółka różańcowego aniołków więc myślę, że byłbyś w stanie mnie jakoś kryć. Jedno ostatnie pytanie. Mogę?
-Ostatnie.
-Dobrze, więc... czy poradziłbyś sobie z człowiekiem opętanym przez kilka demonów?
-Możliwe. Jestem mieszanką kilku ras... pewnie wzbudzam mały strach u demonów.
-Dobra.
-Koniec pytań? - uniósł brwi zdziwiony. - Zero?
-Zero. Jak chciałeś, tak będzie, prawda? - uśmiechnęłam się.
-Ironia?
-Zaczynasz wyczuwać ironiczną Ivy. - zaśmiałam się. - Nie złość się, jeśli zasypię cię milionami pytań, po prostu to dla mnie nowość, chciałabym wiedzieć więcej.
-Chcesz być normalna?
-Tak, ale bez pomocy usuwania pamięci, to bez sensu. A wolałabym użyć innych metod na normalność, choć od dziecka widziałam dziwne istoty, które mnie przerażały, słyszałam co do mnie mówiły... Mama mówiła, że to potwór z mojej wyobraźni ale widziałam je do jedenastego roku życia, potem przestałam... teraz jest to samo tylko gorzej. Wiesz co ci powiem? Uważam, że duchy... jeśli jakieś widzimy... to nie są dobre duchy. To złe, nie ma czegoś takiego, że dusza po śmierci zostaje na kilka chwil... to dziwne. Bóg, jeśli istnieje rzeczywiście... nie tak skonstruował ten świat by dusze biegały sobie po świecie... jest dla nich przeznaczone miejsce... tak mi się wydaje. No nic, powinnam wracać do brata. - wstałam. - Nie śpieszno mi do niego ale powinnam kontrolować jego stan.
-Chyba myślę, że przebywanie z nim to nie dobry pomysł.
-Dlaczego?
Wyszliśmy z restauracji i poszliśmy w kierunku samochodu.
-Dotykasz go, dajesz mu energię. Jest demonem po przemianie, zaawansowany demon to człowiek świadomy swoich czynów, staje się złem i taki już zostaje. Jest sługą szatana, ale nie zawsze wykonuje jego polecenia, są niezależni. Jednak używają podstępów... są mili by pokazać niewinność w pewnych chwilach... czy tak było ostatnio? Musisz mi powiedzieć, to ważne.
Zastanowiłam się chwilę, była taka sytuacja dziś rano. Jednak nic mu nie chciałam powiedzieć. Pokiwałam głową na nie.
-A jeśli tak, to co?
-Colin mógłby wykorzystać twoją wiarę przeciwko tobie. Jesteś zbyt ufna... wykorzysta to. Takie rzeczy się czuje. A jesteś zbyt miłą osobą byś przestała wierzyć w brata. On o tym wie.
-Postaram się... tego... unikać.
-Pamiętaj, że może cię zabić albo przywołać do twojego ciała demona. Jesteś jak wrota z piekieł i nieba dla dusz i demonów... bez problemu zaryzykuje opętaniem. A to cię wykończy psychicznie.
-Dam radę.
Przestraszyłam się tym co powiedział. Nie, nie powinnam mu mówić...
W domu było pusto. Bałam się, włosy stanęły mi dęba a cała zaczęłam drżeć. Pocierałam ręce, było tu przeraźliwie zimno. Zapaliłam wszędzie światła z przerażenia i obaw, że coś mnie zaraz zaatakuje. Nagle usłyszałam hałas w kuchni. Zerwałam się na równe nogi przestraszona.
-Ivy... - usłyszałam szepty.
-Przestańcie... stop... błagam... - skuliłam się w kłębek i szeptałam w kółko by przestali.
-Ivy... Chodź do nas. Otwórz drzwi, zobacz jak wyglądamy. Będziesz taka sama.
-Przestańcie! - krzyknęłam.
-Będziesz krwawić, będzie boleć... tak bardzo boleć... Ale będziesz z nami, przeciwko Bogu.
-Wierzę w Boga... Zostawcie mnie...
-Nie wierzysz. Nie wierzysz...
-WIERZĘ! - Krzyknęłam zapłakana i przestraszona.
Nagle coś mnie zaatakowało, wyleciał ktoś z nie wiadomo skąd i... uderzył, walnęłam plecami o ścianę, jęknęłam z bólu. Widziałam w przelocie twarz swojego brata, strach mnie oplatał, bałam się tego co może zrobić. Zaczęłam krzyczeć, wołać o pomoc... nikt mnie nie usłyszy - spójrzmy prawdzie w oczy.
Colin zaczął mnie dusić, nie mogłam oddychać, słabłam. Po krótkiej walce, zmęczona nie mogłam złapać oddechu. Nie miałam siły walczyć o to by mnie puścił, on znieruchomiał... czekał, aż zemdleję. Aż mnie udusi.
-Cicho... spokojnie siostrzyczko. - szepnął. - On cię chce... oni wszyscy... Musisz umrzeć.
Próbowałam krzyczeć ale... nie dawałam rady. Byłam zbyt słaba. Nie mdlałam, trzymałam się jakoś ale nie pociągnę tak długo... Udusi mnie. Jednak próbuję walczyć...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz