Obudziłam się rano, dziś sobota. Po wczorajszych przeżyciach zaczęłam być bardziej ostrożna. Mój brat dziwnie przechadzał się po domu za mną jak cień z dziwnym spojrzeniem, starałam się go ignorować. Rozmawiał ze mną często o Bogu i go wyśmiewał co wprowadzało mnie w wielką złość. Nie pozwalałam sobie na to. Byłam wierząca, nie chciałam by mój własny brat wyśmiewał Boga przy mnie. Odeszłam i wróciłam do pokoju. Spojrzałam w lustro... i zobaczyłam sąsiadkę z naprzeciwka. Wyglądała strasznie. Nie przeraziło mnie to jednak... byłam zniszczona psychicznie.
Wpatrywała się we mnie z takim dziwnym wyrazem twarzy. Potem usłyszałam śmiech brata na dole, potem mówił wieloma językami i głosami. Przeraziłam się. Odeszłam od lustra nie odrywając wzroku od kobiety.
-Nie jesteś sama. Masz nas. - zaśmiała się.
-Siostrzyczko! - usłyszałam głos brata.
Gdy spojrzałam w stronę zjawy... nie było jej. Zmrużyłam oczy i gdy brat wszedł do pokoju zdębiałam i wpatrywałam się w niego. Miał czarne oczy, ale zaraz te przeobraziły się w jego naturalny kolor.
-Wyjaśnij mi co się tu dzieje... Nie chcę tak żyć... - szepnęłam powstrzymując się od łez.
-Moja słodka,wrażliwa siostrzyczko... - mruknął rozczulony. - nie jesteś przecież sama. Masz...
-Jakich was? Kim są ''oni''? Należysz do nich?
-Demony, słodzinko. - zaśmiał się wieloma głosami.
Zacisnęłam zęby i zamknęłam oczy.
-Ilu was jest?
-Jest jedennn... a może trzy... Gówno się dowiesz suko. - zaśmiał się jeden z demonów.
-Zostaw mojego brata!
-On taki jest od dwóch lat słodka. Teraz jest demonem, jest przeznaczony dla diabła. Ty będziesz taka sama... Przestań wierzyć. - zbliżył się do mnie i przycisnął do ściany. - Przestań wierzyć w Boga.
-Nie wierzę w ciebie demonie. - szepnęłam drżąc ze strachu.
Demon się roześmiał.
-Nie wierzysz we mnie, to nie wierzysz w Boga.
Brat wrócił do siebie a ja minęłam go bez słowa.
-Nie uciekniesz przed nami! - krzyknął jeszcze za mną.
Poszłam na jedną z nocnych imprez. Chciałam się czegoś napić, wszystkim patrzyłam w oczy badawczo z przerażoną miną. Barman nie chciał sprzedać mi drinka. Zobaczyłam za barierkami małą grupkę ludzi, byli ubrani na czarno i mieli kaptury. Podeszłam do siatki i obserwowałam ich. Dotknął mnie ktoś, szepnął mi do ucha.
-Znalazłem cię mała Ivy... - zaśmiał się Colin.
Przerażona spojrzałam się w dal. Co zrobić...
Nagle grupę którą widziałam... ona... ona zniknęła. Myślałam już, że mam przewidzenia. Jednak jakiś chłopak za Colinem odciągnął go ode mnie. Colin wyraźnie się przeraził z początku ale potem roześmiał nerwowo.
-Aniołeczku, aniołeczku... Wynocha. Nie widzisz, że odwalam tu robotę?
Towarzysz tego pierwszego podszedł do Colina i spojrzał mu w oczy. Obserwowałam przerażona całe zajście.
-Jest już po opętaniu. Nie da się go uratować. - stwierdził.
-Nie jestem lekarzem, żeby ratować. - odparł ten pierwszy.
-Co robimy? - spytała piękna blondynka zdejmując kaptur.
Blondyn podszedł do Colina i dotknął go.
-Czego od niej chcesz? - spytał.
-Pytaj diabła. - roześmiał się Colin. - Ona jest już zapieczętowana. Raz,dwa...trzy... zdechniesz ty. - wskazał na mnie.
Powstrzymywałam łzy. Mój brat nie jest już moim bratem... Co ja mam zrobić...? Jeszcze chce mnie zabić?! Zapieczętowana?! Czemu mówią do siebie ''anioł'' i ''diabeł''?!
Brat zniknął, zostałam sama stojąc przed trójką nieznanych mi ludzi. Patrzyłam to na dziewczynę, to na jednego, to na drugiego mężczyznę. Nie wiedziałam co mam robić.
-Jest zapieczętowana... - szepnęła dziewczyna.
-Jest dla niej szansa... - szepnął jeden.
-O czym wy mówicie...? Wiecie co się tu dzieje? Powiedzcie mi...
Brunet złapał mnie za ramię i wyprowadził z resztą. Blondynka podwinęła rękawy i zobaczyła znak.
-Co to za znak? - spytałam. - Odpowiedzcie mi!
-Znak diabła. - mruknęła pod nosem.
-Dia...DIABŁA?! - wycedziłam.
-Ktoś tu się komuś spodobał. - zaćwierkał brunet.
Podeszłam do niego zła.
-Bawi cię to? - zaśmiałam się z nim. - To mi powiedz co wiesz.
Spoważniałam. Spojrzeli po sobie.
-Ten demon który się do ciebie przyczepił jest z twojej rodziny, może przyjaciel?
-Brat.
-No to mamy problem.
-Czemu?
-Jest wysłannikiem diabła. Podejrzewam, że jego zadaniem jest doprowadzenie cię do tego, byś przestała wierzyć w Boga. Możesz być w jakiś sposób wyjątkowa skoro sam diabeł cię wybrał.
-Chwila... Nie istnieją anioły... nie istnieją demony! Jest diabeł i Bóg, nic więcej. O czym wy mówicie... Jezu... - parsknęłam i odeszłam powoli od nich. Zatrzymałam się po kilku krokach i zsunęłam po murze. Stali tam obserwując mnie. Nagle usłyszałam głosy.
-Jesteś moja. Tylko moja. Nie ignoruj mnie, bo cię zabiję nieśmiertelna...
Nieśmiertelna?!
Po tych słowach... zemdlałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz