wtorek, 28 kwietnia 2015

Od Ivy

  Minął dzień.Rano postanowiłam coś... chyba moja decyzja była słuszna i jak najbardziej w porę podjęta. Poszłam na zewnątrz i napotkałam jakąś dziewczynkę w kuchni a Michael rozmawiał z kimś przez telefon, stał tyłem do mnie ale pewnie wiedział, że przyszłam choć poruszałam się jak myszka. Spojrzałam na twarz dziewczynki, była lekko wystraszona. Wstała z krzesła i podeszła do mnie, chciała złapać za rękę jednak nie pozwoliłam jej na to. Nie wiadomo, czy jestem normalna w pełni czy nadal coś może przejść przeze mnie. Nie chciałam w to wplątywać małego dziecka.
  Wpatrywała się we mnie dużymi, zaszklonymi oczami próbując szukać wyjaśnienia z zaistniałej sytuacji. Pewnie to ta zaginiona dziewczynka... albo i nie.
-Chcesz coś? - spytałam kucając przy niej.
-Nie... ale nie chcę wracać do mamy.
-Dlaczego? - mówiłam szeptem by nie przeszkadzać w rozmowie Michaela.
-Bo jest dla mnie nie miła... krzyczy na mnie często.
-Myślę, że znajdzie się jakieś wyjście z tej sytuacji. - uśmiechnęłam się.
  Dziewczynka poszła usiąść na krzesło gdy Michael skończył rozmawiać. Nawet nie podsłuchiwałam, bo to było by niegrzeczne i nie na miejscu. Wolałam się w nic nie mieszać... Postanowiłam, że przedstawienie swojej decyzji... powinnam przedstawić kiedy sprawa z tą dziewczynką się zakończy... albo powiem Michaelowi dziś o tym co postanowiłam.
  Gdy przeszłam koło dziewczynki złapała mnie za rękę, co mnie przeraziło. Byłam przewrażliwiona na tym punkcie, bałam się, że coś się komuś przeze mnie stanie. Jedynie aniołom czy Michaelowi nie groził mój dotyk, byli odporni na opętania... dziecko... no cóż, dziecko już nie.
  Małej nic się nie stało, Michael spojrzał się na mnie badawczo zauważając moje dziwne zachowanie po dotyku dziewczynki. Westchnęłam ciężko i wyszłam na zewnątrz.
-Co się stało? - usłyszałam za sobą głos Michaela.
-Boje się kogokolwiek dotykać...
-Nie ma sprawy... jesteś normalna, niczym nikogo nie opętasz.
-Nie ma pewności. - odwróciłam się do niego. - Skąd wiesz, że to pewne?
-Bo wiem, mam większe doświadczenie w tym niż ty. - mrugnął do mnie.
  Przewróciłam oczami.
-Znowu mam cię zabierać na imprezy i w ogóle? Teraz jesteś smutna, przed wczoraj byłaś inna.
-Weź... - zaśmiałam się.
-Lepiej.
-Co z tą dziewczynką? - spytałam ciekawa.
-Co ci mówiła?
-Zapytałam pierwsza. - uśmiechnęłam się.
-Ech... Jej matka po moim telefonie że córkę znalazłem... nie przejęła się tym. Znaczy... chciała po nią przyjechać ale była spita. Była tu dziś wczesnym rankiem, wykłócała się ze mną, dziwne, że nie obudziliśmy cię tym.
-Raczej obudzenie mnie jest niemożliwe. Wracając... co do twojego pytania, to ona mówiła mi że jej matka krzyczy na nią, nie jest dla niej miła... wydaje mi się, że się boi.
-Nie pomyślałaś, że kłamie?
-Dziecko może kłamać? Może jednak warto komuś zaufać, według mnie takie dzieci mówią prawdę częściej niż dorośli... uwierz mi. Jeśli tak jest u niej w domu to rzeczywiście potrzebna jest jej pomoc. Co z nią zrobisz?
-Jej matka powiedziała, że wróci po nią...
-... ale ty nie oddasz tej dziewczynki?
-Nie.
-Ale nie masz prawa... ona jest matką, sprawę musisz zgłosić do sądu.
-Wiem, co mam robić.
-Jasne... przepraszam. - spuściłam wzrok. - Muszę ci coś powiedzieć...
  Przeszkodziła mi w tym dziewczynka która podeszła do mnie. Albo coś ją do mnie ciągnęło, albo nudziło się jej. Choć na znudzoną nie wyglądała. Cały czas mi się przyglądała. Uśmiechnęłam się do niej.Michael nie odrywał ode mnie wzroku, jednak ignorowałam to.
  Gdy udało mi się zająć czymś dziewczynkę, Michael poruszył temat.
-Co chciałabyś mi powiedzieć?
-Nic. Albo możesz szukać dziury w całym, Sherlocku. - powstrzymałam uśmiech.
-Mogę, ale jak sama zaczęłaś i zaznaczyłaś, że MUSISZ coś powiedzieć, to mów. Nie ugryzę, może. - uśmiechnął się.
  Pokręciłam głową i postanowiłam... tak, powiem mu to teraz.
-Słuchaj, myślę, że powinnam już stąd... zniknąć.
-Źle ci tu?
-Nie, chodzi o to... nie lubię żyć na czyjś koszt, mam dom...
-Brata, który chce cię rozszarpać. - dodał złośliwie.
-Nie skończyłam... Po prostu wiesz... Masz swoje życie, sprawy i inne... nie chcę żebyś poświęcał swój czas na mnie. Jestem dziwna... byłam dziwna, do czasu gdy opętania mnie opuściły, demony...
-Jak to zrobiłaś?
-Co?
-Wypędziłaś demony, zamknęłaś te... drzwi do zaświatów i piekieł.
-Rozmawiałam z diabłem... pokazał mi się, chyba z nim nawet wygrałam... na tyle miałam sił by wypędzić go z siebie.
-Niezła z ciebie sztuka, sama wypędziłaś diabla? - powiedział z niedowierzaniem. - I uważam, że pomysł ze zniknięciem nie jest dobrym pomysłem.
-Mój brat nic mi nie zrobi...
-Może cię zranić, a nawet zabić.
-Dobra... tu masz racje, ale nie powinnam tu być... przesiadywać tu... mam swój dom, mieszkam tam z opętanym mordercą... Powinieneś chyba o mnie zapomnieć albo coś w tym rodzaju... Dziękuję za wszystko, co dla mnie zrobiłeś... - szepnęłam i poszłam przed siebie w stronę domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz