sobota, 11 kwietnia 2015

Od Diany

Nadeszła nieszczęsna sobota. Z rana udało mi sie porozmawiać z tatą zanim wyszedł do pracy.
-Tato mogłabym iść dziś na imprezę urodzinową kuzynki Tiffany?
-Wiesz jakie jest moje zdanie na temat imprez.
-Wiem ale myślałam ze mogłabym iść w końcu raz nic sie nie stanie.
-Nie tylko ty myślałaś że jedna impreza i będzie wszystko dobrze. Słyszałaś o tej dziewczynie której podano narkotyki a potem zgwałcono, pobito i porzucono w lesie? Po tygodniu spędzonym w szpitalu zmarła.
-Słyszałam o niej. Czytałam też dokumenty w tej sprawie.-powiedziałam.-Jednak to jest w domu i będą tylko znajomi. Mogłabym dzwonić co godzinę, nie będę nic piła co było już otwarte ani nic nie zjem.
-No nie wiem.
-Tato.. proszę..
-No dobrze ale weź to ze sobą. -podał mi paralizator i gaz pieprzowy. -Masz być na 2 w nocy.
-Dobrze, dziękuje tato-przytuliłam go.
Odsunęłam sie od niego i uśmiechnęłam się.




-Jesteś podobna do matki.-powiedział.

-Wiem tato mówisz mi to prawie codziennie. Szkoda że jej z nami nie ma.
-Też chciałbym by tu była. Ale wiesz, na pewno byłaby z ciebie dumna.
-Dziękuję.
Tata pojechał do pracy a ja czekałam aż przyjedzie nauczycielka języka hiszpańskiego.


****


Kiedy skończyłam sie uczyć był już prawie wieczór. Przejechała do mnie Tiffany i szykowałyśmy sie na tę imprezę.
-Może poznam jakiegoś przystojniaka?-powiedziała moja przyjaciółka.
-A Bartek? Nie kręcisz już z nim?
-Nie, wyjechał a poza tym to było bardziej jak przyjaźń niż coś więcej. Nie czułam tej jak to mówią chemii.
-No jeśli tak.
-Dla ciebie trzeba znaleźć chłopaka. Wiecznie samotna i tajemnicza Diana musi w końcu przestać być samotna i tak tajemnicza.
-Mi odpowiada tak jak jest.
-I jeszcze to że jesteś tak cicha i spokojna. Zaszalej dziewczyno chociaż raz w życiu.
-No nie wiem.
-A twoje marzenie?
-Marzenia nie zawsze sie spełniają.
-Przesadzasz.
Tiffany była przeciwieństwem mnie jednak także pochodziła z dobrego domu. Lubiła imprezować jednak nie balowała byle gdzie i z byle kim. Była bardzo otwarta na świat i zawsze wiedziała co zrobić w przeciwieństwie do mnie. Ja prawie nigdy nie wiedziałam jak sie zachować a szczególnie w obcym towarzystwie. Byłam bardzo nieśmiała.
-Kto w ogóle nas zawozi?-zapytałam.
-Mozę Tom?
-Mój kierowca? No nie wiem..
-Weź! Zaszaleje z nami.
-Tom i impreza? Nie wyobrażam sobie tego.-zaśmiałam się.



-Choć umaluję cię. -powiedziała.
Usiadłam na krześle a ona zabrała sie do makijażu.
-Zaszalejemy dziś.
Uśmiechnęłam sie lekko. Coraz bardziej sie stresowałam.
-Wiesz jesteś śliczna. Uśmiechnij się i nie stresuj sie tak! Będzie dobrze!
Zamknęłam oczy i uśmiechnęłam sie a Tiffany zaczęła sie śmiać.



Kiedy byłyśmy gotowe Tom zawiózł nas na miejsce a kiedy wysiadłyśmy odjechał. Miał przyjechać po mnie przed 2 a Tiffany miała zostać na noc. Spojrzałam sie na dom gdzie była ta impreza. Nie wiem czemu ale czułam ze odkąd przekroczę jego bramę moje życie zacznie sie zmieniać. Niedorzeczne ale tak czułam.
-Diana idziesz?-zapytała Tiff.
-Emm tak już.-powiedziałam niepewnie.
Spojrzałam sie za odjeżdżającym Tomem i westchnęłam po czym ruszyłam za przyjaciółką.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz