- Lena, zaparzyć ci herbaty? - zawołała.
- Poproszę - mruknęłam i zdenerwowana usiadłam przy oknie.
Co teraz robi Cole? Matt? Victor? Czy nic im się nie stało? A jeśli demony zaatakowały...? Nigdy sobie tego nie wybaczę, jeśli coś im się stanie...
- Spokojnie, kochana - powiedziała Beathe stawiając ze stukotem szklankę na stoliku. Wzdrygnęłam się.
- Jak mogę być spokojna, jeśli właśnie w tej chwili mój brat, chłopak i przyjaciel mogą być w niebezpieczeństwie?
- Lena, to dwa doświadczone anioły i bezwzględny wilkołak. Nic im się nie stanie - uśmiechnęła się lekko Beathe.
Westchnęłam i oparłam się o ścianę.
- Może zmieńmy temat... - zaczęłam - Czemu nic nam nie powiedziałaś o Ivy?
Przyjaciółka trochę się zmieszała.
- Bałam się, że...
- Że co? - zainteresowałam się.
- Że zrobicie jej coś złego...
Zamilkłam, po czym westchnęłam po chwili.
- Przecież wiesz, żebyśmy jej nie zabili.
- No nie wiem... - mruknęła - Matt i Victor wyrazili się dość jasno w tej kwestii - syknęła odrobinę.
Uśmiechnęłam się lekko.
- Tylko tak mówili... Cole by na to nie pozwolił.
- Cole jest jeszcze gorszy - podniosła głos, po czym natychmiast się zreflektowała - Przepraszam...
Machnęłam ręką.
- Nic nie szkodzi. Tylko nie rozumiem, co masz na myśli mówiąc, że jest "jeszcze gorszy"?
Beathe westchnęła.
- Cole... jest najtwardszy z nas wszystkich. Dlatego ma największy respekt...- odparła, a ja pokiwałam głową. Z tym zgadzałam się w 100 % - Czasami jednak wydaje mi się, że on... Nie potrafi kochać. Nie potrafi... współczuć.
Przygryzłam wargę.
- Mnie chyba kocha... - szepnęłam.
Machnęła ręką.
- Ty to nie to samo. Jesteś jego siostrą. M u s i cię kochać.
Nie odpowiedziałam na to. Czułam, że Beathe ma rację. Napiłam się herbaty i zapatrzyłam w okno.
Przyjaciółka zerknęła gdzieś za mnie.
- Zagraj coś - powiedziała.
- Hm? - nie zrozumiałam i spojrzałam na nią błędnym wzrokiem.
- No na gitarze. Dawno nie grałaś.
Westchnęłam.
- Czy ja wiem... Tyle teraz zmartwień, a ja mam grać na gitarze...?
Beathe się roześmiała.
- No spróbuj. Przynajmniej zajmiesz czymś myśli.
Zrozumiałam, że to niegłupi pomysł. Wstałam i poszłam po gitarę. Dłuższą chwilę zajęło mi strojenie jej, jednak gdy w końcu się udało, zaczęłam grać.
Beathe zasłuchała się. Grałam smutną melodię, którą kiedyś nauczył mnie brat. On też grał i to dużo razy lepiej ode mnie. W sumie, nie było chyba dziedziny, w której mój brat nie byłby dobry...
- Uśmiechnij się no - mruknęła Beathe.
Wykonałam jej polecenie, choć wyszło jakoś słabo.
Wkrótce przestałam grać i siedziałam na kanapie przytulona do Beathe. Czekałyśmy aż Ivy się wybudzi... a chłopacy wreszcie wrócą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz