środa, 15 kwietnia 2015

Od Diany

Następnego dnia chodziłam niewyspana. Opiekunka od razu to zauważyła.
-Diana nie spałaś w nocy?
-Jakoś nie mogłam.
-To nie dobrze. Pojadę dziś do apteki i wykupię ci jakieś leki nasenne.
-Raczej nie będą mi potrzebne.
-Jednak uważam że będą ci potrzebne. Musisz się wysypiać by wrócić do formy.
-No jeśli pani tak uważa.
Wzięłam śniadanie i poszłam do swojego pokoju. A raczej miałam taki zamiar lecz przed drzwiami sie zawahałam. W tym pokoju było coś takiego przez co czułam lęk. Minęłam go więc i poszłam do pokoju gościnnego. Chyba właśnie do niego sie przeniosę na stałe lub na jakiś czas a przynajmniej dopóki wszystko nie wróci do normy.
Siedziałam w fotelu i jadłam śniadanie kiedy usłyszałam hałas na dole. Zaciekawiona poszłam tam. Na szczęście nie był to żaden duch czy inne cholerstwo a tylko psy.
-Co wy tu robicie? Xander! Timon!
Psy speszone uciekły na dwór.
-Koral łobuzie wiesz że oni nie mogą tu wchodzić to ich tu nie wprowadzaj!-powiedziałam do spanielki.
Podeszłam do kwiatka którego przewróciły.
-I co wy narobiliście...
Podniosłam go i poszłam po zmiotkę by posprzątać ziemię która wysypały.
Kiedy posprzątałam co zajęło mi trochę czasu ze względu iż mam sprawną tylko jedna rękę wyszłam na spacer.
Timon i Xander biegali niedaleko mnie a Koral szła przy mnie. Poszliśmy do lasu który był obok. Musiałam odpocząć psychicznie. Jedyne co mnie najbardziej chyba zadziwiało w tym wszystkim to to że kiedy duch Toma przyszedł do mnie w szpitalu nie czułam takiego lęku jak powinnam. Miałam dziwne uczucie że to nie był pierwszy raz kiedy spotkałam sie z czymś takim. No ale czy to możliwe? Nie pamiętam bym w dzieciństwie czy późniejszych latach widziała duchy. Co prawda moja babcia która umarła parę lat temu mówiła mi że jestem wyjątkowa i kiedyś to do mnie dotrze, przekonam sie o tym lecz traktowałam to tylko jako babcina gatkę którą chyba raczej wszystkie babcie mówią swoim wnukom. Moja mama nie pozwalała mi sie w dzieciństwie spotykać z babcia bo mówiła że ma ona na mnie zły wpływ. Jednak miałam wtedy tylko 6 lat. Po śmierci mamy normalnie odnowiłam kontakt z babcią bo tata stwierdził ze nie tylko terapeuta mi potrzebny ale i rodzina. I za to mu dziękuje.
Moje rozmyślenia przerwał jakiś szelest za mną. Xander i Timon były gdzieś przede mną a Koral kiedy usłyszała ten hałas cała sie zjeżyła i zaczęła szczekać.
-Koral tam coś jest?-zapytałam suczki.
Ta poderdała ogonem nadal wpatrując sie gdzieś w oddal aż nagle zaczęła biec w tamtą stronę.
-Koral!-krzyknęłam i zaczęłam biec za nią lecz była szybsza.
Zatrzymałam się i rozejrzałam w panice dookoła.
-Koral! Timon! Xander!-krzyczałam lecz żaden z psów mi nie odpowiadał.
Krzyknęłam znowu lecz efekt był ten sam. Zaczęła ogarniać mnie panika. Czy to nie jest tak że zwierzęta pierwsze odczuwają istoty paranormalne?
Przerażona zaczęłam biec w stronę domu a kiedy wbiegłam za furtke odetchnęłam z ulgą. Ból głowy się nasilił. Po wstrząsie mózgu nie powinnam biegać!
-Diana coś sie stało?-usłyszałam głos taty.
-Psy.. one uciekły...
-Wrócą.
-Ale tam coś było!-powiedziałam łapiąc oddech.
-Co? Wejdź natychmiast do dom. Mówiłem że masz nigdzie nie wychodzić.
Weszłam do domu a raczej zostałam tam zaciągnięta przez tatę. Kiedy byliśmy w środku tata wyciągnął telefon i zadzwonił na policję.
-Z tej strony Robert Sciorra. Moja córka Diana widziała kogoś podejrzanego w okolicach domu.
Po chwili sie rozłączył.
-Tato co sie dzieje?-byłam przerażona.
-Nic nie płacz będzie dobrze. -powiedział ocierając mi łzę z policzka.



Uśmiechnęłam sie i poszłam do pokoju gościnnego na górze. Za dużo sie dzieje ostatnio.


****


Wieczorem zaczął padać deszcz a psy nadal nie wróciły. Martwiłam się. Gdyby nie to że być może osoba która mi źle życzy lub jakieś inne istoty są w okolicy to bym poszła ich poszukać. Siedziałam tylko przy oknie i wypatrywałam ich.



Niestety to nic nie dawało a bezczynne wpatrywanie się w ciemny las zaczynało mnie denerwować. Czy choć raz będę mogła być normalną dziewczyną? Chociaż przez chwilę! Czy o aż tyle proszę?!
Poszłam do łazienki i wzięłam gorącą kąpiel.
Kiedy już w szlafroku szłam przez korytarz dostałam dreszczy mijając swój pokój. Zatrzymałam sie i spojrzałam przez otwarte drzwi.
-Nie znoszę tego miejsca.-powiedziałam i zamknęłam drzwi po czym poszłam do pokoju gościnnego.
Położyłam sie na łóżku i westchnęłam. Na szafce nocnej zauważyłam pudełko z lekami nasennymi. Nie czytając etykiety ani ulotki otworzyłam pudełko i wzięłam dwie tabletki. Byłam tak zmęczona że nic sienie stanie jak prześpię nie tylko cała noc ale i dzień. Włączyłam muzykę i ściszyłam ja trochę po czym położyłam sie na łóżku. Wpatrując siew sufit zastanawiałam sie nad wydarzeniami ostatnich dni. Czy coś jeszcze sie wydarzy?
Wtedy zadzwonił mój telefon. Dzwoniła Tiffany.
-Tak? -zapytałam ziewając.
-Diana co słychać? Nie przeszkadzam?
-Nie, właśnie sie położyłam.
-Przepraszam ale zajmę ci tylko chwilkę. Chcę cie uprzedzić że jutro z rana przyjdę do ciebie. Dawno cienie widziałam. Aż trzy dni!
-No dobrze. Przyda mi sie czyjeś towarzystwo bo czuję że zaczynam wariować.
-No dobrze także to jutra! Dobranoc!
Rozłączyła sie a ja położyłam telefon na szafce nocnej. Mam nadzieje że tą noc prześpię całą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz