piątek, 10 kwietnia 2015

Od Ivy

   Na dole przygotowałam nakrycie do stołu dla mojego brata i ojca. Tata był pisarzem, ale gdy skończył swoją książkę o niesamowitej miłości jego i mamy... skończył z pisaniem, czekał dzień w dzień na to aż mama wróci, jednak ja wiedziałam, że to się nie stanie. Mój brat stał murem na tatą, zawsze był z nim i wspierał go... Ja tylko byłam świadoma tego, że mama już do nas nie wróci. Ja kładłam talerze a za mną dookoła stołu szedł Colin ze sztućcami. Gdy położyłam obiad na stole zawołałam tatę, przyszedł i rozmowa wyglądała tak jak zawsze - milcząc grzebałam w talerzu a tata obserwował mnie z niepokojem rozmawiając z Colinem o tym co u mamy. Mój brat odwiedzał ją ale ja nie. Nie wybaczyłam jej odejścia, nie miałam zamiaru tego robić.
-Czemu nie jesz, Ivy? - spytał tata odkładając talerz do zmywarki.
-Nie mam ochoty jeść. - odparłam obojętnie odkładając widelec na talerz robiąc nieprzyjemny brzdęk dla ucha.
-Jest ładna pogoda, przejdź się po plaży. - zaproponował ojciec.
-Chodź ze mną.
   Wyszliśmy. Nasz dom był położony zaraz przed oceanem. Nie mieliśmy sąsiadów, jedynie jedna starsza pani na wózku niedaleko nas tutaj miała swój ponury dom który wyglądał nie ciekawie.. Zasuszone drzewa, pęknięty dach i stare szare podrapane drzwi odstraszały każdego. Pani Fee, bo tak się nazywała, nie należała do osób rozmownych. Była taka jak jej dom - smutna i ponura, ale na pewno jej historia była ciekawa.Ma około osiemdziesięciu lat. Jej oczy były złote, piękny, nienaturalny kolor, jakby nosiła szkła kontaktowe. Czasem pomagam jej w zakupach czy posprzątać dom w którym i tak prawie nie urzęduje. Ona tam tylko śpi, je i nic poza tym. Staruszka jest sama, ma tylko mnie do pomocy. Całymi dniami przesiaduje z tyłu domu na tarasie, ma widok na cały ocean, jednak nigdy nie widziałam na jej twarzy uśmiechu, nigdy nic nie mówiła o swojej rodzinie, chyba jest sama.
   Gdy wyszłam z tatą w stronę oceanu który mogłam obserwować cały prosto ze swojego okna... nie było tej pani. Później do niej zajrzę...
   Tata spojrzał na ocean, poprawiając swoje okulary. Jego niebieska wymięta koszula wyglądała strasznie w takim stanie, jego jeansy były jednak w nienaruszonym stanie, zdziwiłam się. Zwykle ojciec nie kupuje spodni... Miał ich sporo, po co kupowałby nowe? Mój tata nienawidził nowych rzeczy, wolał stare. Dlatego zawsze na stole nakrywamy o jedną osobę więcej bo ojciec o to prosi, już nawet tego nie robi. My wiemy, że on czeka na mamę i to nakrycie jest właśnie dla niej...
-Tato, wiesz, że ona nie wróci. - stanęłam mrużąc oczy chroniąc je przed słońcem. - Nie wróci. Po co to dodatkowe nakrycie na stole?
-Ona wróci, Ivy. - był tak pewny swego, że nawet mnie to odrobinę zirytowało.
   Parsknęłam śmiechem nie mogąc uwierzyć w to, jak miłość omotała tego człowieka w taki sposób.
-Tato, nie wróci.
-Widziałem ją wczoraj...
-Gdzie byłeś wczoraj? Cały dzień siedziałeś w domu.
-O dwudziestej pierwszej byłaś u swojej przyjaciółki, ja poszedłem pod dom mamy. Jest szczęśliwa... Ale nie prawdziwie...
-Ale skąd możesz to wiedzieć? Tato, ona naprawdę nie wróci. Powiedziała ci to, byłam przy tej rozmowie. Oświadczyła ci to w tak okropny sposób...
-No i co? Obiecała, że wróci, mam czekać.
-Ale ta obietnica skończyła się trzy lata temu. Czekałeś rok, teraz następne dwa lata. Zastanów się czy na pewno wróci... Bo ja nie jestem tego taka pewna. Idę do pani Fee zobaczyć jak się czuje...
   Odeszłam zła czując pod stopami piekący piasek. Szybko przebierałam nogami by nie poparzyć się bardziej, zdenerwowana podążyłam do sąsiadki i zapukałam do starych obdrapanych drzwi. Stojąc na tarasie bałam się, że stara skrzypiąca podłoga za moment się pode mną załamie i wpadnę na dół w pajęczyny i ogromne pająki wielkości mojej dłoni. Na tą myśl wstrząsnęłam głową z obrzydzeniem i zapukałam ponownie.
   Czekałam, czekałam... i czekałam. W końcu usłyszałam słabe ''proszę'', wtedy weszłam i szukałam wzrokiem pani Fee. Zamknęłam drzwi i zobaczyłam na ścianach zdjęcia z jej mężem, byłam tak ciekawa jak wyglądała jej historia miłosna, nie wypadało jednak o to pytać. Starsza pani siedziała w swoim wózku inwalidzkim wpatrując się w zdjęcie jednak na nim nie był jej mąż, tylko jakiś chłopiec.
-To pani wnuczek? - spytałam ciekawa.
-Syn. - odparła cicho ścierając łzę.
   Zdziwiłam się, na zdjęciu wyglądała na tyle lat ile ma teraz, nic się nie zmieniła. A dziecko miało z dwanaście lat.
-Z jakiego to jest roku? - spytałam a ona odłożyła zdjęcie błyskawicznie i zamilkła dziwnie.
   Myślałam, że coś ukrywa. Przyglądałam się jej badawczo ale o nic nie pytałam. Nie mogę być aż tak wścibska, to moja sąsiadka, a nie koleżanka która o wszystkim mi powie. Musiałam się zachować odpowiednio, jednak ciekawość wzięła górę.
-Proszę pani, z jakiego to było roku? To zdjęcie? - kucnęłam przy kobiecie wpatrując się w jej twarz która... była pozbawiona ''barwy'' życia, szczęścia... Wyrażała wielkie, zupełne, głębokie nic.
   Tak. Jest smutna,nieszczęśliwa i ponura z powodu czyjejś utraty. Podejrzewałam, że straciła syna który był na zdjęciu.
-Nie pamiętam. - rzekła zakłopotana i spojrzała wreszcie na mnie. - Czegoś ci trzeba Ivy?
-O to powinnam spytać panią... Posprzątać pani pokój... może zrobić zakupy?
-Zaopatrzyłaś mnie dziecko na miesiąc, a posprzątałaś na błysk. Nie sądzę, by czegoś było mi trzeba.
-Może z panią posiedzieć... dla towarzystwa...?
-Wyjdź. - syknęła nagle a ja przestraszona jej nagłą ''agresją'' wyszłam szybko z jej domu.
   Dziwne... To wszystko z tym zdjęciem mi nie pasowało. Może po prostu ze starości jej się pochrzaniło? Pewnie tak, a ja mam jakieś dziwne domysły.
   Położyłam się na leżaku na plaży przed oceanem. Pełny relaks...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz