- I jak?! Opowiadaj wszystko! - dopadła mnie siostra na korytarzu, gdy tylko wszedłem do środka.
Roześmiałem się cicho.
- Spokojnie. Pozwól mi się może na początek rozebrać, co?
- Tylko nie rozbieraj się godzinę - rzuciła i poszła do kuchni.
Przewróciłem oczami i po chwile ruszyłem za nią.
W kuchni siedziała smutna Beathe.
- Co jest? - spytałem nalewając sobie Jack'a Daniels'a do szklanki.
- Tęsknie za nią - wydusiła, jednak nie dowiedziałem się już za kim, bo siostra zbombardowała mnie pytaniami.
- Wpuścili cię do niej? Rozmawiałeś z nią? Jak się ma? Jest zdrowa? Udzieliła ci jakiś informacji? Faktycznie ma ten dar? Jest...
- Lena - przerwałem jej spokojnie - Zaraz ci wszystko wyjaśnię.
Westchnęła.
- Ile można czekać...
- Widzę cierpliwością nie grzeszysz - odparłem rozbawiony.
Beathe nagle wstała.
- To ja się będę zbierać..
- Poczekaj - zaoponowałem.
- Mam zlecenie - ucięła - Wpadnę wieczorem.
I już jej nie było.
Pokręciłem głową.
- Mogłabyś odrobinę zainteresować się jej losem... - mruknąłem i upiłem whisky.
Westchnęła.
- Chodzi o tą Ivy. Martwi się o nią. Rozmawiałyśmy godzinę...
- No dobrze, dobrze - uciąłem. To były ich babskie problemy, postanowiłem nie zaprzątać sobie tym niepotrzebnie głowy.
- Mówisz wreszcie o tej Dianie, czy nie? - spytała Lena już mocno zniecierpliwiona.
- No mówię, mówię - odparłem z westchnięciem.
- Słucham - zakomunikowała siostra.
- Więc tak. Owszem wpuścili mnie do niej. Byłem krótko. Chwilę z nią rozmawiałem. Ma się... A jak może się mieć więzień?! Jest zdrowa. Nie udzieliła mi żadnych informacji, udaje, że nie wie o co chodzi. Nie wiem czy ma dar, nie chciała powiedzieć.
- Mówiła coś istotnego? - dopytywała Lena.
Westchnąłem.
- Lena, tłumaczę ci. Nic nie chciała powiedzieć. Chyba nawet nie tknęła jedzenia, które dali mi strażnicy..
Siostra westchnęła.
- Naprawdę przejęłam się jej losem...
- Widzę - uciąłem, po czym zaproponowałem - Może ty z nią porozmawiasz?
Lena parsknęła.
- Dobrze wiesz, że mnie do niej nie wpuszczą. Przecież jestem dziewczyną. Na pewno coś nawalę - dodała z przekąsem.
Westchnąłem. Co fakt to fakt. Arce nadal miało wypatrzone poglądy na temat kobiet. Wolało, aby siedziały one w domu. Zajmowały się dziećmi, gotowały i sprzątały - nam wojownikom.
Z wieku na wiek ten stereotyp przestał być tak surowo przestrzegany, jednak... nadal gdzieś pozostały po nim zalążki.
- Odwiedzisz ją jeszcze? - wyrwała mnie z zamyślenia Lena.
- Żeby ją odprowadzić na rozprawę - tak, odwiedzę.
- Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi - burknęła siostra.
Roześmiałem się lekko i upiłem kolejny łyk alkoholu.
- Nie mogę u niej siedzieć 24 h Lena. Może zajrzę do niej dwa dni przed rozprawą, aby ją jakoś psychicznie przygotować.
- No nie bądź taki - mruknęła zła - Ona potrzebuje rozmowy...
- Lena...
- Proszę, odwiedź ją jutro!
Westchnąłem.
- No dobrze. Ale wiesz, że robię to tylko ze wzgląd na ciebie...
- Dziękuje - odparła z westchnieniem ulgi.
Potem jeszcze chwilę porozmawialiśmy o planach na wieczór. Pożegnawszy się z nią szybko poszedłem do sali treningowej trochę potrenować. Dawno tego nie robiłem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz