- Leno Eternal, uspokój się - upomniał mnie surowo Ataman.
Poczułam rękę brata na ramieniu, jednak nic mnie to nie wzruszyło. Przeniosłam wzrok z Atamana, na Mentora. Spojrzałam mu w oczy, a on z niewzruszonym wyrazem twarzy przemówił.
- Leno. Z chęcią posłuchamy tego, co masz do powiedzenia. Jednak znajdujemy się w Arce, więc okaż trochę szacunku temu świętemu miejscu.
Zamilkłam. Mentor to jednak Mentor. Przywódca nas wszystkich.
Los chciał, aby kwatera główna aniołów czyli Arce, zbudowano w Los Angeles czyli niedaleko naszego rodzimego miasta. Rzadko bywaliśmy w Arce. Każdy anioł przydzielony był do jakieś prowincji. 5 razy do roku mieliśmy obowiązkowe spotkania. Jednak widzieliśmy się o wiele częściej, gdy Mentor zwoływał zebrania.
Lubiłam to miejsce. Arce znajdowało się na terenie średniowiecznego klasztoru sióstr Franciszkanek. Jednak zgromadzenie tak przerobiło stare kościelne mury, że teraz było to miejsce nie do poznania.
Główną zaletą Arce, było jednak to, że stąd można było bez problemu przedostać się do Urbem, naszego rodzinnego miasteczka. Każdy prędzej czy później tam trafiał. Niektórzy się tam urodzili i wychowywali. Niektórzy (tak jak np. ja i Cole) trafili tam, gdy w pewnym wieku zdali sobie sprawę kim są. Atman (zastępca Mentora) i Bractwo dokładnie prowadziło księgi. Więc nawet jeśli jakiś anioł urodził się w Afryce, oni od razu o tym wiedzieli.
Po za tym, nasza populacja dzieliła się na cztery części.
Najpopularniejsi byli ćwierć aniołowie lub osoby mające w sobie mały gen anioła - tzw. quadrantem.
Później byli pół aniołowie, którzy mieli jednego rodzica anioła pełnej krwi i ludzką matkę - tzw. dimidium.
Następnie tzw. jumatate czyli z rumuńskiego "półtora".
I maxima których było naprawdę mało, a jeśli już, to służyli w niebie.
Ja i mój brat prawdopodobnie byliśmy dimidum, jednak od zawsze u Cole podejrzewano wyższą rangę z powodu jego umiejętności. Nikt nie wiedział kto dokładnie jest naszym ojcem, nawet wszechwiedzące Bractwo. Podejrzewano nawet, że mamy różnych ojców..
Jednak wracając do teraz...
Walczyłam o prawa Diany.
Jak to się stało że Rada się o niej dowiedziała?
To "dzięki" lub jak kto woli "przez" Beathe.
Pojechała do szpitala, aby odwiedzić swojego przyjaciela. Gdy wychodziła natknęła się na Dianę.
Teraz po raz kolejny trwało przesłuchanie.
-... kobieta znikła, gdy dziewczyna przekazała całą wiadomość od niej mężczyźnie - zakończyła Beathe.
Westchnęłam. Naprawdę przejęłam się losem tej Diany. Wiedziałam, że gdy Rada raz się do niej dobierze, biedna nie będzie miała dalszego życia.
- Dziękuje ci Beathe - odparł Mentor - Jednak nie dowiemy się całej prawdy, jeśli osobiście nie przesłuchamy Diany. Jej dar może okazać się bardzo niebezpieczny dla naszego świata. Nie wiadomo czy jej... hmm "talent" ogranicza się tylko do duchów. Jeśli wyda nasz gatunek....
- Ona nie jest taka! - przerwałam Mentorowi w połowie zdania i natychmiast przerażona zamknęłam usta.
Przywódca powoli przeniósł wzrok na mnie. Uśmiechnął się dobrodusznie, jednak na jego twarzy malowało się dobrze ukrywane napięcie.
- Leno..
- Przepraszam - mruknęłam i opadłam na ławkę.
Mentor kontynuował swoją przemowę, jednak już go nie słuchałam. Ocknęłam się tylko w ostatnim zdaniu.
- Trzeba ją tu przyprowadzić i przesłuchać, a jeśli będzie trzeba... albo ją wtajemniczymy albo usuniemy pamięć. Czy ktoś ze zgromadzonych jest przeciw?
Nie miałam już odwagi, by coś powiedzieć. Nikt inny też się nie odezwał.
- Świetnie - mruknął Mentor - Myślę, że to odpowiedzialne zadanie, jak przyprowadzenie Diany Sicorra, może wykonać Cole Eternal.
Zamarłam.
Powoli przeniosłam wzrok na brata, który też cały się spiął.
- Masz na to jakieś dwa tygodnie Cole - Mentor zwrócił się bezpośrednio do niego - A teraz uważam posiedzenie za zamknięte. Vale.
- Vale - odparła mu cała sala co oznaczało "żegnaj".
Aniołowie zaczęli opuszczać Arce, a ja nadal niedowierzając podążyłam za bratem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz