sobota, 11 kwietnia 2015

Od Ivy


  Otworzyłam oczy. Spojrzałam na swój znak na prawej ręce. Szczypał. Zobaczyłam tą dziewczynę która stała przy oknie. Podniosłam się powoli i podążyłam do drzwi. Niestety, usłyszała mnie i spojrzała w moją stronę.
-Gdzie się wybierasz? - spytała.
-Mój tata jest w domu z Colinem... Nie chcę żeby coś mu się stało.
-Wiesz, że skoro sam diabeł cię wybrał to jesteś w wielkim niebezpieczeństwie? Nie możesz tak sobie wychodzić.
-Kim wy jesteście w ogóle?
-I tak usuniemy ci pamięć...
-Usuniecie? - parsknęłam. - Jesteście jacyś dziwni... - machnęłam ręką a przede mną stanął wysoki chłopak. - Cześć, chciałabym sobie już iść...
  Zatrzymał mnie.
-Najpierw usunę ci pamięć.
  Coś we mnie weszło... poczułam ból. Upadłam na podłogę... dziewczyna chciała mi pomóc wstać, jednak krzyknęłam nieludzkim głosem.
-Zostaw mnie anielski pomiocie.
-Jak się nazywasz? - spytała dziewczyna.
-Gówno ci powiem. - zaśmiałam się, a raczej to coś się zaśmiało.
-Mów nie chce mi się tu stać i czekać aż łaskawie wyjawisz mi swoje imię demonie.
  Przekręciłam głową w stronę chłopaka. Uśmiechnęłam się nagle demonicznie.
-Ta dziewczyna jest moja. Nie uratujecie jej w żaden sposób.
-Wyjaw swoje imię. - zażądał podnosząc głos a demon aż się skulił ale nie oparł się.
-Lucyfer. - zaśmiał się. - Cole, nie żartuj że ci zależy na tym czymś. A co tam u matki? Pozdrawia cię z piekła. - roześmiał się demon.
  Dziewczynie zaszkliły się oczy a Cole spiął mięśnie powstrzymując się od nagłego wybuchu. Ale nie wytrzymywał.
-Jest mojaaaaa... - szepnął. - Nie jest zwykłym człowiekiem... Jest jednocześnie wybrana przez Boga i diabła. Walczę o nią i jakieś aniołeczki mi w tym nie przeszkodzą. Mogę ją zabić. Ale to będzie bolesna śmierć.
  Nagle poczułam ulgę. Upadłam. Rana na ręku zniknęła. Nie miałam znaku diabła. Zdziwiona wstałam i spojrzałam się na towarzystwo. Nagle do pomieszczenia wleciała Beathe. Zaskoczona moją obecnością zesztywniała.
-Mówiłem, że ma tu nikt nie wchodzić. - warknął Cole.
-Tak,tak... tylko... jest sprawa. Demony opuściły właśnie ludzi w całym mieście...
-Co? - zaskoczona blondynka wytrzeszczyła oczy.
-Nie możliwe.
-A jednak. Właśnie się o tym dowiedziałam... co ona tu robi?
-Znasz ją? - spytał Cole.
-Tak, to moja przyjaciółka...
-Jesteś jedną z nich? - spytałam. - Aniołem, czy czym ty tam jesteś? Nie powiedziałaś mi?!
-Nie mam prawa tego wyjawiać. Co z jej pamięcią?
-Jest pod prądem... Chodzi mi o to, że Lucyfer sam w nią wszedł... a po wizycie w jej ciele wszystkie demony wróciły do piekła. Wszystkie z tego miasta.
-To nie dzięki mnie... Przepraszam, ale chciałabym wyjść! - wybiegłam.
-Nie możesz! - krzyknęła za mną Lena.
  Poszłam do kawiarni odsapnąć. Była tuż obok. Napiłam się kawy i kupiłam lody.
  Później doszło do mnie co naprawdę się stało. Lucyfer, sam diabeł wszedł we mnie. Po wyjściu ze mnie jakby... ja je uwolniłam. W środku walczyłam o swoje ciało tak, by natychmiast ta istota ze mnie wyszła. Może rzeczywiście nie jestem tak zła by trafić w szeregi diabła? Skoro jestem jakby pod okiem Boga... to mogę być wyjątkowa? Nie wiedziałam co mam o tym myśleć... byłam totalnie zagubiona...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz