Wróciłam do przyjaciela, przy nim siedziała już Beathe ubrana w niebieską spódniczkę z kokardką z boku, białym topem koronkowym który odsłaniał jej pępek. Włosy miała związane w kucyka. Simon należał do tych niebezpiecznych uczniów, ale nie sprawiał problemów nauczycielom. Był jednym z tych facetów których jara sprawianie problemów stróżom prawa. Skacze po budynkach uciekając przed glinami... Jednak jak na takiego człowieka był bardzo inteligentny, umiał wyjść z każdej sytuacji.
Gdy usiadłam naprzeciwko niego spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem. Zdziwiłam się i to bardzo, bo jego oczy stały się czarne. Wyglądały tak, jakby ta czerń rozlewała się na jego białka. Wytrzeszczyłam oczy i spojrzałam na Beathe, która nie zdjęła swoich okularów przeciw słonecznych.
-Widzisz jego oczy?- spytałam zaszokowana. - Bea, widzisz? Ma czarne!
-To tylko soczewki. - pogładziła go po policzku a sama odwracała wzrok.
Podała mu okulary przeciw słoneczne a Simon je założył i dopiero teraz spojrzał na mnie z uśmiechem. Byłam zdziwiona, przerażona wręcz tym co zobaczyłam przed chwilą. Chciałam się dowiedzieć więcej, soczewki się NIE rozlewają na całe oczy.
-Powiedzcie mi... co to było?
-Soczewki, mówiłam ci Ivy.
Byłam zaskoczona. Bez słowa wstałam i poszłam na korytarz zamykając za sobą drzwi. Gdy wychodziłam obserwowałam nowych uczniów, których było sporo. Jednak gdy trzasnęłam drzwiami poczułam wzrok wszystkich na sobie i chwilową ciszę na sali. Zamknęłam oczy i podążyłam korytarzem do szafki. Nią także trzasnęłam ale tym razem nikt się nie patrzył - byłam sama.
Oparłam się o szafkę i zamknęłam oczy, zacisnęłam zęby i próbowałam wyjaśnić to co widziałam. Czarne oczy? Które się rozlewają? Tylko tak mogłam wytłumaczyć to, co widziałam. Rozlewający się czarny, pusty kolor... To był przerażający widok.
W domu zasiadłam do laptopa i czytałam coś na ten temat... Jednak nic nie znalazłam, tylko coś na temat demonów. Demony mają czarne oczy, a przy opętaniu kogoś człowiek ma takie jak demon, przechodzi przemianę. Człowiek staje się sługą demona już na zawsze, przestaje wierzyć w Boga i staje się powoli demonem, szkoli swoje umiejętności, daje życie demonom poprzez wprowadzenie ich do ciała danej osoby. Oglądałam egzorcyzmy, które były odprawiane w Watykanie. Demon mówił wieloma językami, przeklinał na księdza i nagle spojrzał się na mężczyznę siedzącego obok... Ksiądz krzyknął, by demon wyjawił sobie imię, ile jest demonów...
-Jest nas wiele. - zaśmiały się demony, przerażającymi zniekształconymi głosami.
Ujrzałam jego oczy, były takie same jak Simona. Wyłączyłam nagranie kiedy kolejny demon obudził się w mężczyźnie na którego demon patrzył wcześniej. Kiedy krzyki mężczyzny stawały się głośniejsze przeraziłam się i natychmiast zamknęłam laptopa.
Poszłam do swojej łazienki, a tam było otwarte okno. Przecież go nie otwierałam a jestem sama w domu... Zmoczyłam twarz i wytarłam ją. Spojrzałam w lustro, za mną stał Simon. Przerażona krzyknęłam i odwróciłam się, ale nikogo nie było. Spojrzałam znów na swoje odbicie w lustrze, ale nie było śladu nikogo. Westchnęłam i przestraszona zeszłam na dół do pokoju. Byłam sama w domu, Colin był u mamy a ojciec zniknął, widocznie wreszcie poszedł szukać natchnienia na nową książkę.
Gdy sytuacja się uspokoiła w domu, serce zaczęło mi normalnie bić. Uspokoiłam się, jednak nagle poczułam ostry ból na ręce. Podskoczyłam z fotela i podwinęłam rękaw który był zakrwawiony.
-O Boże...! - krzyknęłam wystraszona a na mojej prawej ręce był jakiś dziwny znak którego nigdy nie widziałam.
Tego tu nie było! Przerażona pojechałam do Beathe, musiałam z nią porozmawiać. Wsiadłam w autobus i zapłakana wbiegłam jej do pokoju. Gadałam jak nakręcona. Przyjaciółka zaproponowała mi coś na uspokojenie, zeszłyśmy na dół. Tam siedziała jej matka ze spuszczoną głową.
-Co się stało Ivy? - spytała nie patrząc na mnie. Wpatrywała się w gazetę.
Usiadłam naprzeciwko niej gdy Bea poszła zrobić mi herbatę czy coś. Patrzyłam na Panią Accola ścierając łzy. Spojrzała na mnie a ja wytrzeszczyłam oczy, byłam przerażona.
-Coś się stało, Ivy? Nam możesz powiedzieć. - powiedziała takim samym głosem jak na nagraniu, no może podobnym.
Wyglądała przerażająco, miała takie same oczy jak na nagraniu. Puste, czarne oczy...
Nam?! NAM możesz powiedzieć?! Przerażona wstałam prawie się przewracając o własne nogi.
-Ivy, wychodzisz?
-M...Muszę... Muszę pobyć sama...
-Nie będziesz już sama. Wybraliśmy cię.
Pokiwałam głową na nie, zakryłam usta dłońmi i zapłakana wybiegłam z domu nie czekając na przyjaciółkę. Biegłam do miasta, byłam tak przestraszona, że nie wiedziałam co mam zrobić i jak o tym wszystkim myśleć. Cała się trzęsłam, płakałam... Chciałam krzyczeć... Jak to?! Kto mnie wybrał?! Na co?! O co chodzi?! Demony nie istnieją... nie istnieją anioły... TEGO NIE MA!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz